To nie było łatwe zadanie
Choć słyszała je Pani zapewne wiele razy, nie uciekniemy od tego pytania: dlaczego przyjęła Pani rolę Alicji w filmie „Mistyczka”?
Z prostej przyczyny: jest to rola. Jestem aktorką, więc z zawodowego punktu widzenia wygląda to tak, że dostałam propozycję zagrania fantastycznej roli kobiety w wieku od 36 do 77 roku życia. Dla aktora to nie lada wyczyn, wyzwanie, swego rodzaju test, czy potrafi, a do tego, czy umie współpracować z młodym reżyserem, z młodym producentem. Te elementy chyba były decydujące.
A jaki wpływ na tę decyzję miał fakt, że „Mistyczka” to opowieść o wierze, relacji z Bogiem, czyli tzw. kino religijne?
Tego właśnie się obawiałam. Nie ukrywam, że była to jedna z kwestii, które przemawiały na niekorzyść przy podejmowaniu decyzji o przyjęciu roli Alicji Lenczewskiej. I to z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że do tej pory nie widziałam dobrze zrealizowanego filmu religijnego. Choć właściwie nie lubię takiego podziału. Nie dzielę kina na religijne, katolickie czy niekatolickie. Dla mnie filmy są po prostu dobre albo złe. I właśnie według tych kryteriów oceniam „Mistyczkę” jako film wspaniały.
Wcześniej jednak, oglądając produkcje o tematyce religijnej, niemal zawsze miałam poczucie pewnego niedosytu. Czasem zawodziła muzyka, innym razem dźwięk, aktorstwo czy scenariusz. Odnosiłam wrażenie, że twórcom przyświecały piękne intencje, że naprawdę chcieli opowiedzieć coś ważnego i wartościowego, ale ostatecznie nie udawało im się w pełni przełożyć tych zamierzeń na język filmu. ...
Monika Grudzińska