Po co?
Po co?
„No, wie pan, przyjdą wybory prezydenckie albo prezydent gdzieś poleci i to się wszystko zmieni”. Pamiętają Państwo to „proroctwo”? Dotyczyło ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Niczego tu, broń Boże, nie sugeruję. Tak mi się tylko skojarzyło z sytuacją sprzed paru dni i lotem aktualnie urzędującego prezydenta do Senegalu.
Lotem nieukończonym, bo na wieść o zamieszkach przed Trybunałem Konstytucyjnym prezydent Karol Nawrocki nakazał powrót do Warszawy. Okazało się to zresztą wcale nie takie proste, bo „zaproponowano” załodze lądowanie w Krakowie albo we Wrocławiu. Prawie jak w powszechnie znanej piosence - „byle nie do Warszawy”. Bo obecność prezydenta tego dnia w stolicy mogła skomplikować akcję przejęcia Trybunału Konstytucyjnego przez tandem Żurek-Berek z przyległościami.
Lotem nieukończonym, bo na wieść o zamieszkach przed Trybunałem Konstytucyjnym prezydent Karol Nawrocki nakazał powrót do Warszawy. Okazało się to zresztą wcale nie takie proste, bo „zaproponowano” załodze lądowanie w Krakowie albo we Wrocławiu. Prawie jak w powszechnie znanej piosence - „byle nie do Warszawy”. Bo obecność prezydenta tego dnia w stolicy mogła skomplikować akcję przejęcia Trybunału Konstytucyjnego przez tandem Żurek-Berek z przyległościami.
Nie wolno tutaj nie wspomnieć, że do tych przyległości w żadnym stopniu nie przynależał oficjalnie premier Donald Tusk, który na czas przewrotu wynalazł sobie patriotyczne alibi – otwieranie terminalu w Porcie Gdańsk. Jakby co poszło nie tak – to nie jego odpowiedzialność. (Podobnie jak np. w przypadku pożyczki SAFE. ...
Anna Wolańska