Komentarze
Ponad własną inteligencję

Ponad własną inteligencję

I wszystko jasne. Wiemy, kto wygrał, kto poległ. Kto się raduje, a kto smuci. Męcząca oczy i uszy, pełna zwrotów i zaskoczeń, najbardziej dynamiczna i brudna w najnowszej historii Polski kampania wyborcza na chwilę zawisła na kołku. Na chwilę, bo - jak wiadomo - w kraju nad Wisłą kampanie wyborcze trwają nieustanie. Niemal natychmiast po przeliczeniu głosów rozpoczyna się batalia przed następnym najważniejszym w Najjaśniejszej głosowaniem od chwili ostatniego najważniejszego głosowania. Ale zanim zacznie się wojna - tym razem o parlament - warto w kilku słowach podsumować, jaki obraz Polski ujawnił nam się w szczęśliwie już zakończonej bitwie „o tron”.

Pierwszy raz wyborcy widzieli w kampanii opozycję pozbawioną części środków z subwencji, kibicowskie ustawki, tatuaże, komunalną kawalerkę, akty notarialne i wyciągi bankowe, hotelowych bramkarzy, córy Koryntu, ale też wafle Prince Polo, ziemniaki zawiezione do hospicjum oraz powoływanie się przez premiera rządu na autorytet człowieka z wypełnioną po brzegi kartoteką kryminalną. Obok autentycznych herosów mieliśmy także okazję podziwiać filmowych bohaterów: Zorro z Tarnowa, Spidermana z Gliwic oraz Batmana z Gdańska.

Przed laty satyryk Jerzy Dobrowolski ostrzegał: „nie ma nic gorszego niż człowiek wykształcony ponad własną inteligencję”. O zasadności tej przestrogi można się było przekonać zwłaszcza w ostatnich dwóch tygodniach bitewnego zgiełku, kiedy uaktywniła się rzesza osób przypinających sobie łatkę intelektualistów. To oni – wykształceni, „wymęczeni, wychudzeni, z dyplomami już w kieszeni” (jak śpiewała Sława Przybylska) niemający zdolności odróżniania prawdy od kłamstwa, dobra od zła, tradycyjnych wartości od udziwnień współczesnej cywilizacji, przodownicy obecnego pseudopostępu niepotrafiący wyciągać wniosków ani przewidywać skutków i następstw swoich decyzji – gremialnie zagłosowali za prezydentem Warszawy. Człowiekiem gwarantującym m.in. podpisanie paktu migracyjnego, ustawy o tzw. mowie nienawiści, ustaw związanych z zielonym ładem. Człowiekiem zgadzającym się na zabijanie dzieci w łonach matek, wprowadzaniem do szkół „edukacji seksualnej”, ideologii LGBT, walczącym z instytucją małżeństwa i rodziny. Takiej nowoczesności chciało m.in. wielu wykształconych ponad własną inteligencję rodaków, wśród których znalazło się także mnóstwo deklarujących się jako wierzący i praktykujący katolicy. Tak na marginesie: nie mam pojęcia, jak pogodzili w swoich ociekających inteligencją umysłach choćby przykazanie: „Nie zabijaj” z zapowiedzią Rafała Trzaskowskiego: „Oczywiście podpiszę ustawę liberalizującą prawo antyaborcyjne. A jeżeli trzeba będzie, to sam wystąpię z taką inicjatywą”.

Do takiego, a nie innego głosowania namawiały ich wszystkie duże mainstreamowe media z telewizją publiczną na czele. Media, które w dziennym świetle odsłoniły swoje prawdziwe oblicze, sięgając po wszystkie niedozwolone chwyty. Media, które od powstania obecnego rządu Donalda Tuska stoją na straży domykania systemu i pilnują, by w przestrzeni publicznej ukazywał się jeden rodzaj przekazu: rząd dobry, opozycja zła, zagranica pozytywna, Polska negatywna, Kościół zacofany, zaś ci, którzy się mu sprzeciwiają, postępowi i nietuzinkowi.

Dziś może do wielu z nas jeszcze nie dociera, że nie była to żadna kampania wyborcza, a zakrojona na szeroką skalę operacja mająca zniszczyć jednego z kandydatów. Operacja jeszcze niezakończona, bowiem czeka nas trzecia tura decydująca o tym, czy wybór większości głosujących zostanie uszanowany.

Leszek Sawicki