Komentarze
Nie ma to, jak posłuchać profesjonalisty z tytułem naukowym. I wyjaśni, i oświeci, i uświadomi, i doradzi, a i od czasu do czasu nawet dobrze pożyczy.

Przed kilkoma dniami Centrum Badania Opinii Społecznej opublikowało wyniki przeprowadzanych regularnie badań mających na celu wskazanie polityka, którego rodacy darzą największym zaufaniem. Od pewnego czasu liderem sondaży jest prezydent Karol Nawrocki. Z ostatniego rankingu wynika, że ufa mu więcej niż połowa Polaków (52%).
Adam Białczak

Nie dla impulsywnych

Pod koniec stycznia Rada Miasta Siedlce odrzuciła wniosek „w sprawie podjęcia działań zmierzających do ograniczenia nocnej sprzedaży wyrobów alkoholowych”.

Uznano, że spowodowałoby to za dużo bałaganu. Koncesje obowiązują na kilka lat i nagłe ich skracanie mogłoby się wiązać z roszczeniami stratnych przedsiębiorców. Zwiększenie odległości od obiektów chronionych mogłoby wykosić małe sklepiki, które i tak ledwo zipią w starciu z sieciowymi marketami.
- Polska to jest bardzo dziwna kraj - mawiał Zulu-Gula vel Tadeusz Ross w popularnym programie satyrycznym emitowanym przed laty na jednym z kanałów telewizyjnych.

W Polsce wciąż można kraść miliony, pobić człowieka, potrącić staruszkę na pasach, defraudować państwowe pieniądze, pokazując środkowy palec - wmawiać, że to gest victorii, kierować samochodem po spożyciu alkoholu… I jeśli jesteś z odpowiedniego układu politycznego, to za takie i wiele innych drobnostek nic ci nie grozi, bo swoi - jak mówił klasyk - będą cię k… bronić jak niepodległości.
Pamiętam tamtą zimę. Ktoś do nas przyszedł, powiedział, że wracają. Wybiegłyśmy z babcią na górkę, z której widać było drogę.

Tata pomachał nam z furmanki. Zakutana w kilimy mama tuliła nowo narodzonego synka. Maniusia, bo się w święto Matki Bożej Gromnicznej urodził. Lulałam go do spania tak uczciwie, że kiedyś wypadł z kołyski. Na szczęście grubaśna pierzynka zapobiegła ewentualnym przykrym konsekwencjom. Moje trenowane na nim fryzjerskie zapędy nie tylko „poprawiały” mu fryzurę, ale, bywało, pozostawiały na jego skórze znaki.
Australia, chcąc zahamować proces głupienia i dziczenia młodzieży, zabroniła mediów społecznościowych do 15 roku życia. Spece od internetu krzywią się, że dzieciaki, używając VPN-ów, i tak otworzą sobie nowe konta w innych krajach.

Ale przynajmniej podjęto jakąś próbę. W Polsce też się o tym dyskutuje i może nawet coś się z tego urodzi. Oby, bo inaczej nie wyrobimy z produkcją psychologów na te wszystkie dziecięce depresje, niedostosowania, agresję, brak kojarzenia i inne problemy generowane przez zawartość przyklejonych do rąk smartfonów. Tak się jednak zastanawiam, czy możliwość natychmiastowego komentowania wszystkiego szkodzi tylko nieletnim. Młodzi - wiadomo: niewyrobione umysły, brak wiedzy, nieukształtowane charaktery, zmienne nastroje.
Wszyscy mają, mam i ja. Ba, dostałem nawet dwa egzemplarze. Mowa o rządowym „Poradniku bezpieczeństwa”.

Ponieważ jakiś czas temu pobieżnie przejrzałem elektroniczną wersję wybitnego dzieła Ministerstwa Obrony Narodowej oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, znalezione w skrzynce pocztowej egzemplarze wrzuciłem do stojącego w kotłowni kartonu z makulaturą przeznaczoną na rozpałkę w piecu. Niedawno dokopałem się do zaklejonych kopert i postanowiłem na ową - co by nie mówić cenną, bo kosztującą podatnika blisko 45 mln zł - broszurkę spojrzeć z perspektywy osoby niemającej pojęcia o pierwszej pomocy, sposobach przetrwania w terenie, sygnałach alarmowych czy zagrożeniach terrorystycznych.
Polska polityka nie przestaje zaskakiwać. Jeszcze do niedawna wydawało się, że po brawurowej rezygnacji Szymona Hołowni z liderowania ugrupowaniu swojego imienia nie ma prawa wydarzyć się nic bardziej kuriozalnego.

Tymczasem już wiadomo, że rzeczywistość przerosła wszelkie wyobrażenia. Szymon Hołownia, nie wiedząc, co zrobić z politycznym nieboszczykiem Szymonem Hołownią, postanowił… wskrzesić Szymona Hołownię. W polityce nasz świecki kaznodzieja pojawił się dość nieoczekiwanie. Kiedy w grudniu 2019 r. oficjalnie ogłosił start w wyborach prezydenckich i przedstawił program, jasnym się stało, że mamy do czynienia z nieco już oklepanym projektem.
Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski z nieskrywaną dumą poinformował naród, że właśnie podpisał „dokumenty, które rozpoczynają proces zmiany wzorów aktów stanu cywilnego”.

I że to pokłosie wydanego w listopadzie minionego roku wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczącego małżeństw. I że tym wyrokiem TSUE zobowiązuje państwa UE do uznawania takich związków zawartych legalnie w innych krajach Wspólnoty. Minister się tylko z wyrokiem TSUE w mgnieniu oka nie zgodził, ale całkiem się był wysforował. „To prawo, które musimy i chcemy stosować” - zawyrokował. Musimy i chcemy? Ej, czy to się przypadkiem jakoś z logiką nie gryzie?
Wdrażany od pewnego czasu unijny nakaz przytwierdzania plastikowych nakrętek do kartonów i butelek przynosi pierwsze efekty. Klimat zaczyna się ochładzać i - jak twierdzą znawcy tematu - istnieje duże prawdopodobieństwo, że planeta jednak nie spłonie.

Po niezwykle zimnym ubiegłorocznym maju, mamy zimę, jaką ludzie tak starzy, jak ja, pamiętają z dzieciństwa i wczesnej młodości. Ponieważ tęgi mróz wciąż nie odpuszcza, to aż strach pomyśleć, jak niebawem będą wyglądać zimy, gdy ulice naszych miejscowości zdominują zeroemisyjne pojazdy na baterie, pod naszymi oknami staną wiatraki i farmy fotowoltaiczne, a chałup nie będzie można ogrzewać coraz bardziej nieekologicznym gazem, olejem, pelletem, drewnem czy węglem.
Kilka dni temu w szpitalu w Warszawie, po - zdawać by się mogło - bezpiecznym zabiegu, zmarła ciężarna kobieta. W trakcie wybudzania omyłkowo zamiast tlenu podano jej podtlenek azotu.

W szpitalu w Grójcu inna młoda matka nie przeżyła „cesarki”. Na komendzie w Piasecznie pijany przełożony (dowódca - o ironio! - policyjnego oddziału prewencji) zgwałcił 22-letnią stażystkę. Widzą Państwo te protestacyjne marsze czarnych parasolek? Tę jaskrawość czerwonych błyskawic? Słyszą Państwo wywrzaskiwane: „Ani jednej więcej!”? I to wszechobecne przewodnie hasło postępowych towarzyszek: „wypi…alać”?  Nie? Proszę nie regulować odbiorników. Ani nie przejmować się wadą słuchu i wzroku. To tylko niechciejstwo Marty Lempart et consortes.