Historia
fot. js
fot. js

Spotkania wołyńskie

Społeczność włodawska zapoznała się z najważniejszymi znanymi dotąd pisemnymi dowodami zbrodni wołyńskiej.

20 maja w budynku muzealnym dawnej małej synagogi odbyły się „Spotkania wołyńskie”. Na temat zbrodni dokonanej przez ukraińskich nacjonalistów dyskusję z dr. Leonem Popkiem z warszawskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej oraz dr. Pawłem Sokołowskim z lubelskiego IPN poprowadziła dr Wioletta Woś, naczelnik Oddziałowego Biura Badań Historycznych lubelskiego IPN.

Zaprezentowano również publikację „Dokumenty zbrodni wołyńskiej”, była okazja obejrzenia wystawy i zakupu książek Wydawnictwa IPN. Uczestnikami wydarzenia byli pracownicy powiatowych instytucji, nauczyciele, mieszkańcy miasta oraz młodzież szkolna.

 

Wiosną 1943 r. płoną całe wsie

Konferencję rozpoczął starosta Mariusz Zańko, wskazując na dużą rolę IPN-u w odkłamywaniu historii najnowszej. – Inicjatywy IPN będą służyły budowaniu pamięci historycznej, naszej tożsamości i odpowiedzialności za dziedzictwo przeszłości. Dziękuję za profesjonalizm, zaangażowanie i odwagę w podejmowaniu tematów, które przez lata były marginalizowane lub fałszowane, w tym np. historia walki i bohaterstwa synów ziemi włodawskiej – braci Taraszkiewiczów – mówił starosta, który był jednym z organizatorów wydarzenia. W przygotowanie spotkania włączył się dyrektor lubelskiego oddziału IPN-u dr Robert Derewenda, dyrektor Muzeum-Zespołu Synagogalnego we Włodawie Anita Lewczuk vel Leoniuk oraz prezes zarządu Hrubieszowskiego Stowarzyszenia Perspektywa Ernest Lipski.

Wydarzenie objęte zostało patronatem marszałka województwa lubelskiego Jarosława Stawiarskiego, a jego partnerem było Muzeum – Zamek Tarnowskich w Tarnobrzegu.

O genezie zbrodni wołyńskiej powiedział dr L. Popek. – Jedną z podstawowych przyczyn ludobójstwa była ideologia integralnego nacjonalizmu Dmytra Doncowa i koncepcja państwa tylko dla Ukraińców. Ukraina miała być niepodległa, niezależna, czysta jak szklanka wody, bez obecności na jej terytorium innych nacji. Zorganizowane bojówki nacjonalistów dały o sobie znać już 1 września 1939 r. Potem zaczęły zdarzać się napady na całe wsie. Oddział Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszki-Korobki”, uznany za pierwszą sotnię UPA, 9 lutego 1943 r. dokonał w kolonii Parośla na Wołyniu masakry polskich mieszkańców, zabijając ponad 155 osób, w tym dzieci i niemowlęta. Na szerszą skalę akcje zaczęły się wtedy, gdy policja będąca w służbie niemieckiej przeszła do lasu, zasilając szeregi Ukraińskiej Powstańczej Armii. 5 tys. policjantów, którzy wcześniej wraz z Niemcami mordowali Żydów – prawie 250 tys. na Wołyniu – miało już w tym doświadczenie. Wiosną 1943 r. płoną całe wsie. Dla porównania: pacyfikacja Zamojszczyzny dokonana przez Niemców objęła 320 wsi w ponad rok – UPA, wraz m.in. z banderowcami, spaliło prawie 2 tys. wsi w ciągu pół roku – wyjaśniał historyk.

 

Pozbawieni obrony

Podczas konferencji padły odpowiedzi na pytania dotyczące skali zbrodni oraz liczby zabitych. Lato 1943 r. to apogeum rzezi wołyńskiej. – Ginęły całe wsie, osady, przysiółki. Zachowały się relacje świadków, które pozwalają na sprecyzowanie liczby ofiar. Najbardziej prawdopodobne szacunki dotyczą województwa wołyńskiego. Dysponując danymi wszystkich gmin wiejskich, ponad 1,7 tys. miejscowości, można stwierdzić, że było to 50-60 tys. w województwie wołyńskim. W trzech pozostałych województwach: stanisławowskim, tarnopolskim, lwowskim i części lubelskiego, liczba zamordowanych wynosi ok. 74 tys. – w sumie ponad 120 tys. ofiar ludobójstwa – mówił dr P. Sokołowski.

Z powiatu włodawskiego śmierć poniosły trzy osoby. Jedną z nich był ks. Marceli Weiss, od 1 stycznia 1940 r. administrator parafii Lubień. Oskarżony o wrogość wobec władz niemieckich z powodu odmowy wydania kluczy do kościoła, który mieli przejąć Ukraińcy i przeznaczyć na świątynię prawosławną, został aresztowany i zamordowany przez Niemców i nacjonalistów ukraińskich. Ciało księdza odnaleziono 5 maja 1940 r. w lesie w pobliżu wsi Wyryki. Drugą ofiarą był Piotr Wernik. Napadnięty przez upowców w styczniu 1945 r. podczas ekspatriacji Polaków za Bug, zmarł we Włodawie trzy dni później. W lipcu 1947 r. zginęła Zofia Żółć, zamordowana przez członków bandy UPA pod dowództwem prowidnyka Szewczuka ps. Maksym, za ostrzeganie innych mieszkańców wsi przed napadami UPA oraz przekazywanie informacji o przemieszczaniu się band.

Jak to możliwe, że nacjonaliści ukraińscy mogli tak wielu ludzi wymordować? – Polacy byli pozbawieni swoich wojskowych, nie działały organizacje, które stanęłyby w ich obronie. Dopiero wskutek napadów band UPA zaczęły tworzyć się ośrodki i bazy samoobrony polskiej – zauważył dr L. Popek.

W trakcie konferencji podniesiono kwestię pomocy Polakom przez Ukraińców. – Banderowcy karali śmiercią nawet za przysłowiową kromkę chleba podaną ukrywającej się polskiej rodzinie. Zabijano księży prawosławnych i greckokatolickich za to, że mieli odwagę powiedzieć, że mordowanie Polaków jest grzechem śmiertelnym – mówił dr L. Popek. Podkreślił, że część Ukraińców przeciwstawiała się zbrodniom, ostrzegała sąsiadów Polaków i udzielała pomocy.

 

Dokumenty zbrodni wołyńskiej

Podczas konferencji odbyła się promocja dwutomowej publikacji „Dokumenty zbrodni wołyńskiej”, opracowanej przez Edwarda Gigilewicza, L. Popka, P. Sokołowskiego oraz Tadeusza Zycha.

Dokumenty pochodzą ze zbioru przechowanego przez Urszulę Szumską – doktora historii, nauczycielkę, działaczkę konspiracyjną, która w czasie II wojny światowej we Lwowie kierowała działem pomocy uchodźcom i poszkodowanym w Radzie Głównej Opiekuńczej, a także była w zarządzie wołyńskiego Komitetu Ziem Wschodnich zajmującego się m.in. dokumentowaniem historii tych ziem w II Rzeczypospolitej. Na publikację składają się pisemne relacje, które zostały złożone przez naocznych świadków rzezi wołyńskiej. Tom pierwszy obejmuje głównie zapisy z województwa wołyńskiego, drugi dotyczy województw: tarnopolskiego, stanisławowskiego i lwowskiego. W zeszytach z archiwum Szumskiej można dostrzec m.in. różnice w działaniu sprawców mordów w tych regionach. Na Wołyniu jest więcej miejsc, gdzie nie było pochówków, a ciała zamordowanych ludzi zostawiano, wrzucano do studni, do palących się domów. Zabijano tam często przy użyciu narzędzi, takich jak siekiera, widły, noże. Natomiast w Małopolsce Wschodniej było więcej zabitych z broni palnej i więcej pochówków zamordowanych. Dokumenty te można zaliczyć do najważniejszych ze wszystkich znanych dotąd pisemnych dowodów zbrodni wołyńskiej.

W ramach „Spotkań Wołyńskich” zaprezentowana została wystawa „Niedokończone msze wołyńskie”, przygotowana przez lubelski IPN, Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” oraz Centrum UCRAINICUM KUL. Krwawa rzeź i ludobójstwo na Wołyniu, której apogeum przypadło na lipiec 1943 r., dotknęły w pierwszej kolejności duchowieństwo, siostry zakonne i modlących się w kościołach parafian. Ekspozycja gościła w Polsce, była również pokazywana na Ukrainie oraz w Niemczech.

Joanna Szubstarska