Rozmaitości
fb/KGW Nowe Ignianki
fb/KGW Nowe Ignianki

Chętne i skuteczne

Koła gospodyń wiejskich to prawdziwy fenomen. Te, które działają od lat, nadal zaskakują aktywnością, ale powstają też nowe i w niczym nie ustępują tym z tradycjami.

Jednym z młodszych jest KGW z Małaszewicz Małych. Osobom je tworzącym, bo należą do niego i panie, i panowie, a prezesem jest sam sołtys, przyświeca chęć integracji lokalnej społeczności. - Jesteśmy świadomi, że w dzisiejszych czasach trudniej nawiązuje się sąsiedzkie relacje i chcieliśmy temu zapobiec - mówi Marlena Romaniuk z KGW w Małaszewiczach Małych, podkreślając, że głównym założeniem stała się chęć wykorzystania potencjału mieszkańców i dania im przestrzeni do działania czy dzielenia się doświadczeniami i talentami.

– Dzięki dotacjom możemy realizować w Małaszewiczach Małych ciekawe projekty. Wierzymy, że organizacja życia kulturalnego w postaci festynów, warsztatów, pikników czy potańcówek buduje więzi i wzajemne wsparcie między młodszymi a najstarszymi mieszkańcami. Kochamy naszą wieś, więc pragniemy, aby była ona zadbana pod każdym względem – tłumaczy.

 

Dla innych

Małgorzata Jarkowska, która stoi na czele równie młodego KGW Nowe Iganianki, choć pochodzi z miasta, po 17 latach mieszkania na wsi włączyła się w prace koła. – Uwielbiam działać i angażować się społecznie – mówi, przyznając, że KGW jest do tego idealną przestrzenią. – To także poczucie przynależności, wspólnoty, możliwość rozwoju, uczenia się czegoś nowego. Ale przede wszystkim daje okazję działania dla społeczeństwa – podkreśla.

Ten sam aspekt wymienia M. Romaniuk z KGW w Małaszewiczach Małych. – Poznajemy sąsiadów na nowo, łączymy osoby z różnych pokoleń. Uczymy się organizacji wydarzeń, warsztatów, obsługi formalności, nabywamy nowe umiejętności – dodaje i wskazuje, że udział w pracach KGW to także forma relaksu i oderwania od codzienności.

 

Szkoła życia

Działalność w KGW staje się mimochodem świetną lekcją demokracji i umiejętności zawierania kompromisów. A bywa trudno, bo pogodzić trzeba oczekiwania seniorów, rodziców, młodzieży. – W naszym kole jest ok. 70 osób w różnym wieku i czasem niełatwo zgrać oczekiwania wszystkich – przyznaje M. Jarkowska. – Ale mimo to, a może dzięki temu, udaje nam się organizować imprezy czy warsztaty skierowane do różnych grup, a także te integrujące wszystkich – podkreśla. – Za nami bardzo udane ŚcIgańskie rowerowe mistrzostwa świata dla dzieci i młodzieży, które oprócz dobrej zabawy stały się okazją do promocji Nowych Igań – przyznaje.

– Mamy siłę sprawczą i wpływ na naszą lokalną rzeczywistość – wtóruje jej M. Romaniuk. – Odnieśliśmy już kilka sukcesów, co daje satysfakcję, np. rodzinne świąteczne warsztaty, bal karnawałowy. Przed nimi debiut, bo w zbliżającym się festynie Kultura Bez Granic w Kobylanach przedstawią swoje pierwsze stoisko gastronomiczne. Każde udane wydarzenie motywuje nas do dalszego działania, a dzięki wspólnej pracy wzmacniamy pozytywny wizerunek Małaszewicz Małych – podkreśla.

 

Praca jak na etacie

Obie panie zgodnie przyznają, że za tym, co jest efektem końcowym, stoi ogrom pracy i zaangażowania członków KGW. – Czasem sami zastanawiamy się, jak to wszystko godzimy z pracą zawodową i domem rodzinnym – mówi M. Romaniuk, dodając, że przede wszystkim wspierają się nawzajem. – Rozumiemy, że każdy z nas ma rodzinę, pracę, inne zobowiązania. Elastycznie podchodzimy do zaangażowania, ale nie idziemy na żywioł – przyznaje. M. Jarkowska zgadza się z tym, jak ważne są planowanie i realizacja założeń. – Organizacja każdego wydarzenia, warsztatów itp. to ogrom pracy, dlatego nieodzowny staje się podział obowiązków, przydzielenia zadań itp. Nie ma co ukrywać: zdarzają się zgrzyty, ale każda taka sytuacja staje się lekcją na przyszłość, a osoby, które np. dotychczas nie pracowały zawodowo, nabywają nowe kompetencje i zyskują wiarę, że mogą coś zmienić w życiu otoczenia czy swoim – zaznacza.

Mają się czym chwalić

ROZMOWA z Karoliną Suską, która stworzyła „Kobiety na wsi by Karolina Suska” – przestrzeń do wymiany wiedzy i pomysłów dla kobiet działających na wsiach.

 

Obraz kobiety na wsi w ostatnich latach bardzo mocno się zmienił. I nie da się ukryć, że na lepsze.

Zdecydowanie tak. Jesteśmy coraz dalsi od stereotypu, niestety, krzywdzącego, jaki jeszcze do niedawna był powszechny w kontekście postrzegania kobiet wiejskich. Dziś panie mieszkające na wsi pokazują swoją dobrą stronę, społeczne zaangażowanie i o to m.in. dbam, by pokazywać je w odpowiednim świetle.

 

Jaka jest ta dziś kobieta?

Aktywna, zaangażowana, mająca na uwadze dobro społeczne. Nie chcę oczywiście generalizować, ale wyraźnie widać, że panie na wsi coraz częściej podejmują ważne role społeczne. One dostrzegają potrzebę zmian, reagują na to, co niekoniecznie dobrze w otoczeniu funkcjonuje i – co istotne oraz ważne – mają głos w sprawach wspólnych i głośno mogą wyrażać swoje zdanie.

 

Fenomenem ostatnich lat w naszym kraju są koła gospodyń wiejskich. Obserwujemy, że kobiety potrafią się połączyć i aktywnie angażować w życie lokalnej społeczności.

Fakt pojawienia się w 2018 r. ustawy o KGW był bardzo dobrym krokiem w stronę aktywizacji polskiej wsi. I dzięki temu, że od tamtego czasu nieustająco powstają koła gospodyń, ich liczba stale się zwiększa, panie wzajemnie się inspirują. One obserwują swoje działania nawzajem, to, jak może funkcjonować taka organizacja, gdzie i na co pozyskiwać środki. Widzimy, że koła się profilują, znajdują swój kierunek działań i niekoniecznie zawsze koncentrują się na gotowaniu. Bo to także tematy ekologiczne, kwestie dotyczące rozwoju kobiet na wsi, edukacji, potrzeb seniorów itp.

 

Spotyka się Pani regularnie z żeńską częścią społeczności wiejskiej – co Panią najbardziej zaskakuje?

Wielość działań i inicjatyw, w które angażują się kobiety na wsi. Świadczy to o tym, że panie są dobrze zorganizowane. Z negatywnych natomiast – łatwość popadania w konflikty w organizacji i zapominanie, po co tak naprawdę działa się społecznie. Nie jest to powszechne, ale zdarza się dość często. Dlatego też trzeba na ten temat dużo rozmawiać.

 

Kobieta na wsi to nie tylko koła gospodyń wiejskich, kultywowanie tradycji. Wiele z nich przejmuje gospodarstwa i świetnie sobie radzi z ich prowadzeniem.

Dokładnie tak. Mamy wiele przykładów pań, które po szkole średniej czy studiach decydują się wrócić na wieś i kontynuować tradycje rodzinne związane z prowadzeniem gospodarstwa. Robią to z ogromnymi sukcesami. Wielokrotnie pokazują, że można. To przykład pokonania stereotypów. Co ciekawe, te panie wspaniale nadal się rozwijają, dokształcają. Bo czasem skala gospodarstwa jest tak duża, że przypomina ono spore przedsiębiorstwo i tak samo się nim zarządza.

 

Tymczasem w rządzie kobiet jest mało, zwłaszcza w strukturach odpowiadających za kwestie rolnicze…

Niestety tak. Powiem więcej: oprócz tego, że jest mało kobiet w polityce kształtującej polską wieś, to podobna sytuacja rysuje się w strukturach zarządczych dużych firm i instytucji. Miejmy nadzieję, iż to się będzie zmieniało, a panie działające w obszarach Polski lokalnej będą bardziej odważne i nie będą bały się mówić o swoich sukcesach. Bo naprawdę mają się czym pochwalić.

 

Dziękuję za rozmowę.

JAG