Historia

Powrót do przeszłości

19 kwietnia przy dawnej szkole w Koszołach odbył się piknik historyczny. Główną atrakcję imprezy stanowiły dwie inscenizacje dotyczące powstań - styczniowego i warszawskiego.

Pomysłodawcą pikniku był Jerzy Besaraba z Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Niepodległa”. To on odpowiadał za scenariusz i reżyserię inscenizacji. Spotkanie rozpoczęło się od wręczenia podziękowań grupom i osobom, które zaangażowały się w przygotowanie tego przedsięwzięcia.

Obok członków grupy „Niepodległa” w widowiskach wzięły udział osoby należące do stowarzyszenia Lubelska Grupa Historyczna im. Żołnierzy Wyklętych Lubelszczyzny, Tomasz Bylina z Pocztem Rycerskim herbu Belina, Regiment Artylerii Książęcego Domu Radziwiłłów w Terespolu, Kresowe Bractwo Strzelców Kurkowych im. Orła Białego w Terespolu, członkowie Klubu Historycznego Rokv1863, Klub Rekonstrukcji Historycznej INVICTUS 1863, Radzyńskie Stowarzyszenie Kawaleryjskie oraz Bialski Batalion Polskich Drużyn Strzeleckich im. Ks. Generała Stanisława Brzóski. Pomiędzy poszczególnymi częściami śpiewał chór z parafii Narodzenia NMP w Białej Podlaskiej. Chórzyści wykonywali pieśni religijne i patriotyczne. Przed licznie zgromadzoną publicznością wystąpili także: KaciarynaVadanosava, Anna Dudzińska-Korszun, Ewa Danieluk, Marysia Sadowska i Piotrek Besaraba.

 

Stroje z innych epok

Inscenizacja pokazująca powstanie styczniowe zawierała kilka części. Poszczególne sceny pokazywały modlitwę i strach polskich kobiet przed napaścią, pojedynek carskiego żołnierza z bohaterską Polką (na szable), walkę powstańców z kozakami, potyczkę i odbicie armat. Inscenizacja z powstania warszawskiego była krótsza. Przypominała o udziale młodych ludzi w tym zrywie i o kruchości ludzkiego życia w obliczu wojny.

Na początku spotkania wybrzmiała „Bogurodzica” i „Rota”, a na końcu hymn Polski. Piknik zakończył się wspólnym polonezem. Obok członków grup rekonstrukcyjnych w korowód włączyli się także chętni widzowie.

Dlaczego warto było wziąć udział w pikniku? Po pierwsze dlatego, by zobaczyć wartko zagrane sceny rodzinne i batalistyczne. W trakcie inscenizacji nie brakowało wystrzałów z pistoletów i armat, dymu oraz dynamicznych epizodów z udziałem jeźdźców i koni. Drugim atutem pikniku były historyczne stroje. Rekonstruktorzy mieli na sobie mundury powstańcze, rosyjskie i kozackie. Panie biorące udział w pierwszym przedstawieniu nosiły przepiękne czarne suknie i nakrycia głowy na znak żałoby po utraconej ojczyźnie. W czasie drugiej rekonstrukcji widzowie mogli obejrzeć stroje nawiązujące do czasów powstania warszawskiego.

 

Na kresową nutę

Trzecim atutem pikniku była scenografia. Plac przy dawnej szkole w Koszołach na potrzeby inscenizacji zapełniono tradycyjnymi ogrodzeniami, wozem, drewnianym stołem i ławami a nawet symboliczną kapliczką. Za wykonanie tych wszystkich rekwizytów również odpowiadał J. Besaraba.

Na pikniku śpiewał nie tylko bialski chór. Uczestnicy mogli też podziwiać występy KaciarynyVadanosavy, która należy do Klubu Rekonstrukcji Historycznej INVICTUS 1863. Tworzą go Białorusini, którzy uciekli ze swojej ojczyzny po wydarzeniach 2020 r. Pani Kaciaryna dała popis walki na szable, pokazała się w przepięknej sukni z okresu powstania, a pomiędzy poszczególnymi scenami wykonała kilka utworów w języku białoruskim. Jej śpiewom towarzyszył akompaniament mandoliny i cymbałów strunowych. – Ten śpiew to moja danina za tych, którzy dawniej i dziś walczą o wolność. Chwała Białorusi! Chwała Polsce! – mówiła między występami.

 

Wspólnie dla historii

W obu rekonstrukcjach brała udział Joanna Sebastianiuk. Na co dzień należy do Kresowego Bractwa Strzelców Kurkowych im. Orła Białego w Terespolu oraz do Bialskiego Batalionu Polskich Drużyn Strzeleckich im. Ks. Generała Stanisława Brzóski. W pierwszej inscenizacji grała szlachciankę, a w drugiej sanitariuszkę.

– W rekonstrukcji powstania styczniowego aktywnie biję się z rosyjskimi żołnierzami. Mam na sobie czerwoną suknię, koszulę, gorset i kontusz oraz ozdobne nakrycie głowy. W drugiej inscenizacji noszę mundur. Ten dzisiejszy piknik był przygotowywany od dawna. Nie byłoby tego spotkania gdyby nie J.Besaraba. Bez niego nie zebralibyśmy się w tym gronie. Rekonstruktorzy pochodzą zarówno z Białej Podlaskiej czy Terespola, jak z Kielc i Białegostoku. Jestem pełna podziwu dla pana Jerzego. To wydarzenie wymaga wiele poświęcenia. Gromadzi widzów z tutejszej gminy i z całej okolicy – zauważa J. Sebastianiuk.

W obu inscenizacjach aktywnie brał też udział syn reżysera – Piotrek Besaraba. – Najpierw gram powstańca styczniowego. Mam na sobie spodnie z lampasami, bluzę, czapkę i oficerki. Potem zagram powstańca warszawskiego, który zostanie zastrzelony – wyjaśnił przed inscenizacjami.

 

Czerpmy naukę z błędów!

Jak kwietniowy piknik podsumowuje jego pomysłodawca?

– Jestem zadowolony! Wiele razyczytaliśmy scenariusz i ćwiczyliśmy, aby to wszystko było ciekawe, ale i tak wiele scen odbywa się spontanicznie. Tu grają emocje i dlatego jest tak interesująco. Wszyscy, którzy biorą udział w tych rekonstrukcjach, robią to z potrzeby serca, a nie dla sławy albo żeby zaistnieć. Owszem, jako grupy możemy działać na własnych „podwórkach”, jeśli natomiast się łączymy, to wychodzi coś jeszcze wspanialszego, bardziej porywającego. Chcemy dzielić się historią. Dostrzegamy, że to, co robimy, rodzi zainteresowanie i uśmiech na twarzach dorosłych, dzieci i młodzieży. A tych ostatnich trudno przecież zainteresować przeszłością. Podczas inscenizacji historia staje się namacalna. Widać, że najmłodsi bardzo przeżywają poszczególne sceny. Chciałbym, aby nasze inscenizacje budziły zainteresowanie historią Polski, by motywowały dzieci do stawiania pytań, a nas, dorosłych, do czerpania nauki z tego, co dawniej przeżył nasz naród – zaznacza J. Besaraba. I dodaj, że my, Polacy, mamy prawo być dumni z naszej ojczyzny, musimy jednak wyciągać wnioski z jej przeszłych losów. – Nie chodzi tylko o samo wychwalanie czy podkreślanie tego, co było złe i trudne. Historia jest nauczycielką. Ona pokazuje, że trzeba uczyć się na błędach – dopowiada reżyser.

 

Chciałem pokazać…

Jak powstawał scenariusz inscenizacji? -W kilka wieczorów! To dla mnie przyjemność i relaks. Wiedziałem, kto będzie grał w tych inscenizacjach, i poszczególne sceny pisałem pod konkretnych ludzi i ich umiejętności. Wątek patriotyczny powiązałem z rodzinnym. Przez pryzmat rodziny łatwiej bowiem zrozumieć pewne sprawy. Scenariusz tym razem napisałem wierszem, bo proza jest zbyt monotonna. Wiersz trafia do odbiorcy zdecydowanie mocniej. Chciałem pokazać, że walka o wolność ojczyzny wiązała się z ryzykiem. Ci, którzy się jej podejmowali, akceptowali to, że trzeba się liczyć ze stratą majątku, zdrowia czy życia, że trzeba będzie w jakiś sposób cierpieć. Chciałem też pokazać, że pewne wartości w naszym życiu są niezmienne – przyznaje pan Jerzy.

W ciągu dwóch lat przygotował już cztery duże inscenizacje.- Takich spotkań w naszym regionie jest niewiele, a myślę, że są ciekawsze niż tradycyjne pikniki z dmuchańcami. One nieustannie wyzwalają wiele emocji, pytań i refleksji- podsumowuje J. Besaraba.

Agnieszka Wawryniuk