Doszliśmy do ściany
22 kwietnia, o 11.45, przedstawiciele pracowników i kadra zarządzająca wzięli udział w symbolicznej minucie ciszy poświęconej systemowi ochrony zdrowia. To inicjatywa Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, który wskazuje, że obecna polityka finansowania ochrony zdrowia realnie zagraża bezpieczeństwu i zdrowiu pacjentów. W funkcjonowanie szpitali uderzają przede wszystkim: brak rozliczeń za 2025 r., ograniczanie finansowania nadwykonań oraz zaniżone wyceny świadczeń.
Dodatkowo wprowadzane są cięcia w diagnostyce obejmujące m.in. tomografię komputerową, rezonans magnetyczny, gastroskopię i kolonoskopię. W praktyce oznacza to powrót długich kolejek, późniejsze rozpoznawanie chorób, a w efekcie trudniejsze leczenie i gorsze rokowania.
– Nie protestujemy przeciwko pacjentom, ale w ich imieniu. Chcemy zapewnić bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańcom regionu, jednak obecna sytuacja finansowa systemu ochrony zdrowia coraz bardziej to utrudnia – podkreślają pracownicy siedleckiego SP ZOZ.
Dlatego przedstawiciele różnych grup zawodowych – pielęgniarki i położne, ratownicy medyczni, diagności, laboranci, pracownicy administracji oraz kadra zarządzająca – wyszli na schody szpitala, by wziąć udział w minucie ciszy.
System wymaga zmian
Jak zaznaczyła Hanna Manowiec-Wilk, zastępca dyrektora ds. lecznictwa SP ZOZ, protest ma przede wszystkim wymiar symboliczny, ale wynika z narastającej frustracji środowiska medycznego. Podkreśliła, że personel wykonuje swoją pracę jak najlepiej, zgodnie zarówno z przepisami, jak i zasadami empatii oraz sztuki medycznej, jednak problemem pozostaje brak reakcji ze strony płatnika – Narodowego Funduszu Zdrowia.
– Ze swojej strony realizujemy wszystkie obowiązki rzetelnie, natomiast nie otrzymujemy nawet zwrotu należności za wykonane świadczenia – powiedziała, dodając, że sytuacja osiągnęła punkt krytyczny. – Doszliśmy do ściany. Nie jesteśmy w stanie zrobić więcej, mimo że pracujemy uczciwie i z zaangażowaniem. Brakuje systemowych rozwiązań. Nie zgadzamy się też z wyceną świadczeń – są one niedoszacowane, a możliwości ich zwiększenia zostały dodatkowo ograniczone przez NFZ – podkreśliła.
O tym, że protest odbywa się przede wszystkim w interesie pacjentów, mówiła także Dorota Sopulska-Kowalska, naczelna pielęgniarka SP ZOZ. – Chcielibyśmy świadczyć usługi medyczne na jak najwyższym poziomie, zatrudniać najlepszych specjalistów i zapewniać opiekę pacjentom ciężko chorym, wymagającym szczególnego wsparcia, ale nie jesteśmy w stanie tego sfinansować z ryczałtów otrzymywanych z NFZ – przyznała.
Rosnące straty i brak zapłaty
Do kondycji finansowej placówki odniosła się dyrektor SP ZOZ Angelika Ambroziewicz. – Nasza sytuacja jest jeszcze stabilna, ponieważ 2025 r. zakończyliśmy stratą ok. 3 mln zł, ale mamy niezapłacone nadwykonania w wysokości ponad 4,2 mln zł. To bardzo duża kwota, która realnie wpływa na płynność finansową – wskazała.
Jak zaznaczyła, rok wcześniej niezapłacone nadwykonania wynosiły 470 tys. zł, co pokazuje skalę narastającego problemu. – Bez pieniędzy nie jesteśmy w stanie funkcjonować. Szpitale nie są przedsiębiorstwami nastawionymi na zysk, tylko na realizację podstawowej opieki zdrowotnej. Nie mamy możliwości generowania dodatkowych przychodów – podkreśliła.
Jeszcze większe obawy budzi perspektywa kolejnych lat. – Już teraz widzimy, że plan finansowy na 2026 r. się nie spina. Przy obecnych wycenach kontraktu może to oznaczać stratę sięgającą nawet 15 mln zł – dodała.
Konsekwencje poniosą pacjenci
Placówka sprzeciwia się również ograniczeniom w diagnostyce oraz nowym zasadom wprowadzanym przez NFZ. – Nie zgadzamy się z limitami badań, takich jak endoskopia, tomografia czy rezonans. Jeśli wykonamy ich więcej niż przewiduje limit, zapłata wynosi jedynie 50-60% kosztów, co jest nieadekwatne do poniesionych kosztów – zaznaczyła dyrektor.
Jak przypomniała, szpital dysponuje nowoczesnym sprzętem, wykwalifikowanym personelem i możliwościami zwiększenia liczby badań, jednak obowiązujące ograniczenia powodują sztuczne wydłużanie kolejek.
Ambroziewicz zwróciła uwagę, że skutki obecnych rozwiązań są już widoczne i mogą się nasilać. – Kolejki już zaczynają się wydłużać – o dni, tygodnie. Nie wiemy, jak wpłyną kolejne zmiany, ale istnieje ryzyko, że dostęp do specjalistów, m.in. kardiologów czy diabetologów, będzie jeszcze trudniejszy – powiedziała.
Jak podkreślają przedstawiciele szpitala, bez zmian systemowych sytuacja będzie się pogarszać, a największe konsekwencje poniosą pacjenci.
DY