Aktualności

Czy rząd Tuska godzi się na zmianę Polski w europejski bankomat?

W poważnej polityce gospodarczej nie ma miejsca na naiwność ani dyplomatyczne uśmiechy, liczy się wyłącznie twarda, chłodna analiza faktów.

Przez lata liberalne elity wmawiały nam, że obecność w Unii Europejskiej to jednostronny, niekończący się deszcz pieniędzy, za który powinniśmy codziennie dziękować, rezygnując przy tym po cichu z kolejnych atrybutów naszej suwerenności. Dzisiaj ten starannie pielęgnowany mit ostatecznie upada. Z najnowszych prognoz makroekonomicznych – o których alarmują niezależne media – wyłania się scenariusz niezwykle groźny dla naszych portfeli. Polska wielkimi krokami zbliża się do momentu, w którym stanie się płatnikiem netto. Oznacza to, że w niedalekiej przyszłości zaczniemy wpłacać do unijnego budżetu znacznie więcej, niż z niego wyciągamy.

Aby w pełni zrozumieć skalę tego zagrożenia, musimy odrzucić propagandę i spojrzeć na bilans naszych relacji z Brukselą w sposób całościowy. Unijne fundusze nigdy nie były darmowym prezentem. Stanowiły i stanowią rekompensatę za otwarcie naszego rynku na potężną, nierzadko dotowaną zachodnią konkurencję, głównie z Niemiec i Francji. Co więcej, już teraz jako państwo płacimy gigantyczne – choć sprytnie ukryte – koszty członkostwa. System handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS), narzucone, mordercze regulacje Zielonego Ładu czy wreszcie nadchodzący, drastyczny system ETS2, który opodatkuje ciepło w naszych domach i paliwo w samochodach – to wszystko są realne, idące w dziesiątki miliardów złotych obciążenia, które bezwzględnie drenują polską gospodarkę.

Dla regionów takich jak nasza Polska Wschodnia perspektywa stania się unijnym płatnikiem netto to wizja głęboko niesprawiedliwa i gospodarczo wyniszczająca. Lubelszczyzna, Podlasie czy Podkarpacie to ziemie, które wciąż wymagają potężnych nakładów na twardą infrastrukturę, na wyrównywanie historycznych opóźnień i budowę nowoczesnego przemysłu, aby zahamować odpływ młodych ludzi. W momencie, gdy unijny strumień pieniędzy na politykę spójności wyschnie, a my będziemy musieli ze swoich rosnących podatków finansować biurokratyczne fanaberie Brukseli czy transformację energetyczną bogatych państw Zachodu, nasze regiony zostaną definitywnie odcięte od szans na skokowy rozwój.

Wobec tak potężnego, dziejowego wyzwania państwo polskie potrzebuje rządu twardego, zdolnego do bezkompromisowej walki o narodowy interes. Potrzebujemy dyplomacji, która potrafi postawić weto i wynegocjować dla Polski odpowiednie, stałe rabaty w unijnej składce, wzorem innych państw członkowskich. A co robi w tej sytuacji tzw. Koalicja 13 grudnia? Rząd Donalda Tuska prezentuje postawę absolutnej, wręcz wasalnej uległości. Zamiast stawiać twarde warunki przed negocjacjami nowej perspektywy budżetowej UE, obecna władza z potulnością akceptuje każdy dyktat, bojąc się wychylić poza wyznaczony przez europejski mainstream szereg.

Polska nie jest i nie może być europejskim bankomatem do finansowania cudzych wizji i ratowania upadających zachodnich gospodarek! Naszym obowiązkiem jest żądać głębokiej reformy unijnego budżetu i natychmiastowego zatrzymania destrukcyjnej polityki klimatycznej. Jeśli tego nie wywalczymy, wpadniemy w pułapkę stagnacji i zadłużenia. Do obrony naszego kapitału potrzebni są jednak politycy, którzy rację stanu definiują z perspektywy Warszawy i naszych regionów, a nie korytarzy w Brukseli. Będziemy bezwzględnie weryfikować każde ustępstwo tego rządu i twardo bronić finansowej suwerenności Rzeczypospolitej.

Grzegorz Bierecki – Senator RP