Rozważanie na niedzielę: pokora Boga
Problemem jest chyba język polski, w którym zabrakło odpowiedniego słowa, by oddać obecny w Biblii grecki termin „nepioi” oznaczający osobę o dziecięcej ufności, pokorze, otwartej na Pana Boga i Jego słowo, wolnej od pychy. Kogoś, kto nie polega wyłącznie na własnym intelekcie czy wykształceniu, lecz przyjmuje Bożą miłość z prostotą i szczerym sercem.
Zatem pierwszym „prostaczkiem”, ewengeliczym „ubogim w duchu”, „cichym i pokorny sercem” jest Chrystus. On świadczy swoim życiem, co to znaczy.
„Opuściłeś śliczne nieba, obrałeś ziemskie barłogi” – śpiewaliśmy pół roku temu. Patrzymy na Tego, który objawia się w prostych sakramentalnych znakach. Czytamy o Jezusie ustawiającym się razem z innymi w kolejce nad Jordanem, by przyjąć chrzest od Jana. Pochylającym się nad ludzką biedą, utożsamiającym się z najmniejszymi, najsłabszymi tego świata: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40), analogicznie jak z uczniami, których posyła z misją: „Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje, a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał” (Mt 11, 40). Bóg i pokora. Te dwa słowa niejako dopełniają się, uzupełniają – stanowią prosty opis tego, kim On jest i kim my być powinniśmy dla siebie i dla świata.
Mała Arabka – bł. Maria od Jezusa Ukrzyżowanego – Mariam Bauoardy, karmelitanka wyniesiona na ołtarze przez św. Jana Pawła II w 1983 r. – pisała: „W piekle znaleźć można wszelkie cnoty, z wyjątkiem pokory. W niebie znaleźć można wszelkie wady, z wyjątkiem pychy. Oznacza to, że Bóg wszystko wybacza duszy pokornej, ale za nic uważa największą cnotę pozbawioną pokory”. Bez pokory człowiek nie jest w stanie w pełni otworzyć się na to, co przychodzi spoza niego. Pycha zamyka na łaskę, Boże miłosierdzie, zamazuje obraz Syna Bożego i Jego posłannictwa.
Jezus zaprasza: „uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”. To inna szkoła, niż te, które proponuje nam współczesny świat. Nie chodzi i wymachiwania białą flagą, filozoficzny stoicyzm, wycofanie. Raczej o rezygnację z morderczego biegu donikąd – bez kierunku i sensu, legalizmu zbijającego ducha, pustki i blichtru. Dlatego chcemy dziś wołać z psalmistą: „Panie, moje serce się nie pyszni i oczy moje nie są wyniosłe. Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły. Przeciwnie: wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy. Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza… (Ps 131,1-3).
Paweł Siedlanowski