Wierny syn Kościoła
Urodził się 8 maja 1895 r. w El Paso. Nadano mu imiona Piotr Jan, ale w domu i w szkole wołano za nim Fulton. Było to panieńskie nazwisko jego matki, które z czasem stało się jego oficjalnym imieniem. Kiedy miał osiem lat, jako ministrant podczas Mszy z udziałem biskupa stłukł ampułkę z winem. Hierarcha nie zbeształ go, tylko proroczo przepowiedział: „Pewnego dnia będziesz studiował w Lowanium, a potem zostaniesz biskupem”.
Już w młodości Fulton uchodził za świetnego mówcę. W 1919 r. przyjął święcenia kapłańskie, a w 1951 r. – biskupie. Był biskupem pomocniczym Nowego Jorku, a następnie ordynariuszem Rochester. Miał doktoraty z filozofii i teologii, znał pięć języków obcych. Programy radiowe i telewizyjne z jego udziałem emitowano w najlepszym czasie antenowym i skupiały one wielomilionową publiczność. Otrzymał nagrodę Emmy i znalazł się na okładce magazynu „Time”. Wykładał na uczelniach, zajmował się pomocą misjom, angażował się w sprawy ekumeniczne i społeczne.
(Nie)doceniony
Sheen zawsze stawał po stronie ubogich i potrzebujących, za co popadł w konflikt z innymi amerykańskimi hierarchami. Ustąpił z diecezji Rochester, podając jako powód jubileusz 50-lecia kapłaństwa zaplanowany na kilka miesięcy przed formalnym osiągnięciem przez niego wieku emerytalnego. Ostatnią dekadę życia poświęcił głównie na prowadzenie rekolekcji, zwłaszcza dla osób duchownych i życia konsekrowanego.
Abp Fulton doświadczał wielu nieuzasadnionych oskarżeń zarówno za życia, jak i po śmierci. Dwa miesiące przed odejściem z tego świata spotkał się z Janem Pawłem II. Papież przytulił go i powiedział: „Dobrze pisałeś i mówiłeś o Panu Jezusie Chrystusie. Jesteś wiernym synem Kościoła”.
Abp F. Sheen zmarł 9 grudnia 1979 r. w swojej kaplicy. Jako przyczynę śmierci wskazano niewydolność serca, na którą chorował w ostatnich latach. Podczas uroczystości pogrzebowych hołd zmarłemu arcybiskupowi oddały dziesiątki tysięcy ludzi z różnych warstw społecznych i różnego wyznania. Proces beatyfikacyjny F.J. Sheena rozpoczął się w 2002 r. Pierwotnie do beatyfikacji miało dojść w 2019 r., jednak odroczono ją z powodu oskarżeń dotyczących zaniedbań hierarchy w kwestiach nadużyć seksualnych podległych mu kapłanów. Przeprowadzone dochodzenie udowodniło jednak, że zarzuty te były bezzasadne.
Obróciło się na dobre
Fulton Sheen zostanie wyniesiony na ołtarze w roku 200-lecia Żywego Różańca założonego przez bł. Paulinę Jaricot. Była ona także duchową matką Papieskich Dzieł Misyjnych, w których przez lata działał arcybiskup. To on wymyślił m.in. pięciokolorowy różaniec misyjny służący do modlitwy za poszczególne kontynenty ziemi. Czy to przypadek?
– W diecezji Peoria, która prowadziła proces beatyfikacyjny, miano świadomość, że w którymś momencie mogą pojawić się próby jego torpedowania. Dlatego szybko wyznaczono dzień beatyfikacji. Pierwotnie uroczystość wyniesienia Sheena na ołtarze miała odbyć się w katedrze i być bardzo skromna. Wszystko robiono na szybko. Nowy termin beatyfikacji pozwolił na szersze przygotowania. Dużo mówi się o niej w mediach. Zostanie ona przeprowadzona w ogromnej hali zdolnej pomieścić 100 tys. ludzi. To, co było bolesne i trudne, przemieniło się na dobre – zauważa ks. dr Marek Piedziewicz, autor książek o F. Sheenie.
Ewangelizator Ameryki i nauczyciel modlitwy
Rozmowa z ks. dr. Markiem Piedziewiczem, autorem książek o abp. Fultonie J. Sheenie oraz propagatorem jego nauczania w Polsce.
Księże Doktorze, czym charakteryzuje się duchowość abp. F.J. Sheena?
Na pierwszym planie szczególnie widoczna jest jego głęboka duchowość eucharystyczna. Fulton Sheen był człowiekiem Eucharystii. Jego wielkie uwielbienie względem Pana Jezusa przejawiało się w codziennym nabożeństwie Godziny Świętej, którą praktykował przez ok. 60 lat swojego życia. On każdego dnia uwielbiał Boga i ofiarowywał Mu swój czas. Z tego uwielbienia czerpał inspiracje i duchowe siły oraz kreatywność w posłudze, którą pełnił. Jest przykładem na to, że dając coś z siebie Bogu, jeszcze więcej od Niego otrzymujemy.
Drugim rysem duchowości F. Sheena była zdrowa i dojrzała pobożność maryjna, która przejawiała się w jego szczególnej czci dla Matki Pana Jezusa. Jego ulubionym sanktuarium było Lourdes. Maryi dedykował też większość swoich książek.
A co wyróżniało jego ewangelizację medialną? Jakie zagadnienia w niej poruszał?
Ta ewangelizacja była bardzo różnorodna, co wynikało z jego świadomości różniących się audytoriów, do których przemawiał. Swoją medialną karierę F. Sheen zaczął od radia, gdzie przez ok. 20 lat prowadził program „The Catholic Hour”. Był on skierowany do ludzi będących w Kościele, choć – jak wiadomo – katolicy w Stanach są mniejszością. Abp Fulton próbował wyjaśniać nauczanie Kościoła. Prowadził na antenie zwyczajną katechezę, jaką znamy ze szkół czy salek parafialnych, a dziś obecną także na innych płaszczyznach.
Trafiając do telewizji, liczył się z tym, że zyskuje zupełnie inne audytorium. Wiedział, że będzie ona kanałem dotarcia nie tylko do katolików, ale też protestantów, wyznawców judaizmu czy ludzi niewierzących. Starał się zrozumieć specyfikę tej szerokiej grupy odbiorców i do niej dostosować swój przekaz. Wybrał ciekawą metodę, gdyż swój wywód zaczynał od czegoś znanego, by dojść do nieznanego. Szukał tematów, które okazałyby się interesujące dla ludzi o różnych profilach duchowych. Wśród poruszanych przez niego zagadnień były m.in.: kwestia szczęścia, lotnictwo, poczucie humoru albo problem energii atomowej, a więc tematy, które na pierwszy rzut oka nie miały nic wspólnego z ewangelizacją. Dla F. Sheena stawały się jednak kanwą, by dojść do tego, co jest związane z Panem Bogiem. Wiele inspiracji znajdował także w Ewangelii.
W tej medialnej ewangelizacji arcybiskupa widoczna była jego inteligencja, ale też głębokie zakorzenienie w Bogu. F. Sheen często powtarzał, że taką właśnie metodą posługiwał się Chrystus. Przypomnijmy sobie chociażby Jego rozmowę z Samarytanką przy studni Jakuba, która doprowadziła do jej nawrócenia. Jezus nie rozpoczął jej od pytań religijnych, ale od kwestii zamiłowania do świeżej, chłodnej wody. Dopiero potem przeszedł do zagadnień moralnych i duchowych.
Dlaczego beatyfikacja F. Sheena jest taka ważna zarówno dla Kościoła powszechnego, jak i Kościoła w Stanach?
Jego misją było prowadzenie ludzi do Boga, czyli także do osobistej świętości. Dziś Kościół potwierdza świętość Fultona, pokazując, że nie był on tylko kimś, kto mówił, jak przeżyć życie, ale który sam przeżył je tak, że doszedł do świętości. Jest ona potwierdzona znakami, które łamią porządek natury świata. Cud, który wydarzył się za jego przyczyną i przyczynił się do beatyfikacji, dotyczy wskrzeszenia niemowlęcia.
Sheen był zainteresowany nie tylko swoją ojczyzną, ale także całym światem, jako że przez kilkanaście lat pełnił rolę dyrektora Krajowego Towarzystwa Rozkrzewiania Wiary. Czynił to bardzo sprawnie, zdobywając niewyobrażalne środki na rzecz misji, które pomagały zarówno w prowadzeniu ewangelizacji, jak też edukacji, pomocy medycznej i humanitarnej oraz wsparciu dla ubogich ludzi. Dzięki działalności F. Sheena dwie trzecie centralnego budżetu tej kościelnej organizacji pochodziły ze środków płynących ze Stanów. To były naprawdę ogromne kwoty, które wspomagały misje na całym świecie. Będąc już człowiekiem po 70 roku życia, stwierdził, że ze swoją pomocą dotarł do ok. 800 diecezji.
Dziś świat zyskuje kolejnego orędownika – błogosławionego arcybiskupa, którego posługa docierała także poza granice państwa, w którym żył.
Jak bardzo abp Fulton Sheen jest popularny w Polsce?
W kontekście Polski trudno jeszcze mówić o kulcie, ale o popularności – jak najbardziej. U nas jest ona związana z jego książkami. Na język polski przetłumaczono ponad 50 publikacji autorstwa abp. Fultona. Niektóre stały się bestsellerami sprzedawanymi w wielu tysiącach egzemplarzy. Myśl F. Sheena dociera do grona ludzi, którzy trwają w Kościele i potrzebują umocnienia.
Śmiało można powiedzieć, że był on katechetą i nauczycielem wiary. Dla wielu ludzi już zakorzenionych w Kościele spotkanie z jego dziełami jest inspirujące, pożyteczne, budujące i umacniające. Niejedna świecka osoba, która przeczytała chociażby jego opus magnum, czyli „Życie Jezusa Chrystusa”, znalazła w tej książce mocną inspirację dla swojego życia duchowego. W książce „Godzina Święta” F. Sheen pomaga nam jako nauczyciel modlitwy i życia duchowego. Otrzymujemy w niej nie tylko pochwałę modlitwy i ukazanie, że warto ją praktykować, ale też konkretne wskazówki, jak to robić, by ta modlitwa była dobra.
W Stanach Zjednoczonych nie występuje coś takiego jak znana u nas turystyka religijna. Jeśli ktoś wyjeżdża tam ze względów religijnych, będzie uchodził za dziwaka. Mimo to ruch pielgrzymkowy w jakiś sposób istnieje. Sam zorganizowałem dwie pielgrzymki śladami abp. F. Sheena po Stanach łączące wymiar rekreacyjny i turystyczny z duchowym. Liczę, że po beatyfikacji będą organizowane także kolejne pielgrzymki z Polski do Ameryki.
Dziękuję za rozmowę.
AWAW