Kościół

Z korzeni się żyje

Potrzebujemy powrotu do chrześcijańskich korzeni, bo bez nich nie ma przyszłości.

Korzenie nie zatrzymują drzewa w ziemi - pozwalają mu rosnąć ku światłu. Powrót do nich nie jest ucieczką od współczesności, ale odzyskaniem źródła, z którego możemy czerpać prawdę, życie i nadzieję. Europa przypomina dziś człowieka, który zgubił kompas, ale kupił sobie nowoczesny system nawigacji. Potrafi poruszać się coraz szybciej, lecz coraz rzadziej pyta, dokąd właściwie zmierza. Nigdy wcześniej nie mieliśmy tak rozległej wiedzy i zaawansowanej technologii. Możemy przedłużać życie i przekraczać granice, które jeszcze niedawno wydawały się nieprzekraczalne.

A mimo to z trudem odpowiadamy na najprostsze pytania: Po co żyję? Kim jestem? Czy istnieje coś, za co warto oddać życie? Co pozostanie ze mnie, gdy stracę wszystko?

To jeden z największych paradoksów naszej epoki: wiemy coraz więcej o świecie, a coraz mniej o sobie. Umiemy badać odległe galaktyki, lecz nie wiemy, co zrobić z samotnością, winą i lękiem przed śmiercią. Dlatego potrzebujemy powracać do chrześcijańskich korzeni. Nie chodzi o odbudowę świata, który przeminął, ani zamknięcie Ewangelii w muzealnej gablocie. Korzeni nie ogląda się z sentymentem. Z korzeni się żyje. Drzewo nie wraca do nich po to, by przestać rosnąć, lecz po to, aby nie uschnąć. Im wyżej chce się wznieść, tym głębiej musi być zakorzenione.

 

Korzenie nie są muzeum

Chrześcijaństwo nie jest jednym z eksponatów europejskiego dziedzictwa. Nie sprowadza się do katedr, obrazów, przydrożnych kapliczek ani świąt zaznaczonych w kalendarzu. Wszystko to jest cenne, ale chrześcijańskie korzenie nie są z kamienia. Ich początkiem nie jest gotycka katedra, lecz grota w Betlejem. Nie polityczna potęga, ale krzyż. ...

ks. Mateusz Czubak

Pozostało jeszcze 85% treści do przeczytania.

Posiadasz 0 żetonów
Potrzebujesz 1 żeton, aby odblokować ten artykuł