Abo nie!
Tyle że za tą „ofertą” nie stoi zwykły produkt, ale ludzkie życie. Najpierw były „czarne marsze”, hasła o wolności kobiet czy wyznania celebrytek przekonujących, że aborcja jest oznaką rozsądku w sytuacji, gdy na trzecie dziecko ma się… za małe mieszkanie. W maju Aborcyjny Dream Team opublikował nagranie, w którym opisał, jak pomógł parze w „usunięciu jednego z bliźniąt”, bo dwójka dzieci nie mieściła się w planach rodziców. Teraz mamy „abortomat”, z którego można odebrać tabletki poronne, oraz polityków publicznie finansujących zabicie dziecka i pozujących z pamiątkowymi bluzami.
Promocja aborcji sięga kolejnych granic.
Śmierć z kodem odbioru
Najbardziej uderzająca jest zmiana języka. Wokół aborcji buduje się przekaz, który ma pozbawić ją ciężaru moralnego. Nie mówi się o dziecku, lecz o „zlepku komórek”. Nie o śmierci, ale o „przerwaniu ciąży”. Nie o trudnej sytuacji kobiety, lecz o „dostępie do usługi”. Wszystko po to, by aborcja była odbierana jako zwykła usługa, świadczenie, a nie decyzja, której skutkiem jest śmierć nienarodzonego dziecka.
„Abortomat”, za którym stoją Women Help Women i Aborcyjny Dream Team, jest tego szczególnie wyrazistym przykładem. Działa w miejscu pn. „Abotak” – jakby sama nazwa miała zamykać dyskusję, zanim w ogóle padnie pytanie, czy można powiedzieć: „abo nie”.
Automat kojarzy się przecież z czymś prostym, szybkim i bezobsługowym: wybierasz produkt, wpisujesz kod i otwierasz skrytkę. Nie trzeba z nikim rozmawiać, niczego tłumaczyć ani mierzyć się z konsekwencjami wyboru. Cała procedura zostaje sprowadzona do kilku czynności. Tyle że ze skrytki nie odbiera się zwykłej przesyłki. Znajdują się w niej środki, które mają doprowadzić do zakończenia życia rozwijającego się dziecka. ...
Jolanta Krasnowska