
Aby nie zatarły się ślady
Różanka, gdzie od 1947 r. spoczywa Józef Szypulski „Bizon”, Załucze Stare pamiętające śmierć kpt. Józefa Millerta „Sępa”, Włodawa, z którą los związał braci Taraszkiewiczów - to zaledwie kilka spośród wielu miejsc odwiedzanych każdego roku przez członków Lubelskiej Grupy Historycznej im. Żołnierzy Wyklętych Lubelszczyzny.
Upamiętnienie i uhonorowanie uczestników podziemia niepodległościowego to podstawowy cel działań członków tej organizacji. Realizowany jest na terenie dawnego powiatu włodawskiego, który do 1954 r. obejmował poza miastem mającym w herbie rycerza w srebrzystej zbroi również Ostrów Lubelski, Parczew i Wisznice. Siedziba stowarzyszenia znajduje się w tym ostatnim, a od stycznia br. również we Włodawie, przy ul. Mickiewicza 1.
Mundur i historia
Organizację założyła w 2021 r. grupa osób zainteresowanych losami żołnierzy wyklętych, a zarazem zatroskanych o teraźniejszość ojczyzny. Aktualnie LGH zrzesza 16 pasjonatów, m.in. z Lublina, Firleja, Świdnika czy Parczewa. – W życiu zawsze towarzyszy mi mundur i historia przekazywana w domu z pokolenia na pokolenie – mówi Tomasz Szajewski, prezes stowarzyszenia. W dzieje rodziny wpisały się losy jego dziadka Henryka Szajewskiego, który służył w stacjonującym w Baranowiczach, na terenie obecnej Białorusi, 26 Pułku Ułanów Wielkopolskich. – W tej samej jednostce był Witold Pilecki – podkreśla prezes, dodając, że na potrzeby rekonstrukcji wydarzeń sprzed wieku sam zakłada mundur kawalerzysty.
Ale to nie jedyny ubiór żołnierski, jaki miał na sobie – był już uniform oficera carskiego, wojsk Wehrmachtu, polskiego partyzanta, a nawet żupan z XVII w. Taka różnorodność wiąże się z tym, że T. Szajewski jest członkiem kilku organizacji, m.in. Ligi Aktywnego Strzelectwa, Radzyńskiego Stowarzyszenia Kawaleryjskiego im. rotmistrza Wincentego Zawadzkiego, Bialskiego Batalionu Polskich Drużyn Strzeleckich im. Ks. Gen. Stanisława Brzóski, Stowarzyszenia Bitwa pod Komarowem, ponadto współtworzył grupę zrzeszającą pasjonatów jazdy konnej i szermierki historycznej o nazwie Terra Felix.
Inspiracją do powołania LGH im. Żołnierzy Wyklętych Lubelszczyzny była wypływająca z umiłowania dziejów naszego narodu potrzeba upamiętnienia lokalnych bohaterów podziemia niepodległościowego.
Pamiętają o Taraszkiewiczach
Impulsem do działań okazały się również spotkania z włodawianinem Grzegorzem Makusem, historykiem Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie. – Zaszczepił on we mnie pasję do poznawania losów Leona i Edwarda Taraszkiewiczów – ostatnich dowódców zrzeszenia Wolność i Niezawisłość w obwodzie włodawskim, których dobre imię propaganda komunistyczna próbowała niszczyć – mówi Sebastian Kozyra, członek stowarzyszenia.
Po uroczystościach w lipcu 2017 r., kiedy we Włodawie miał miejsce pogrzeb starszego z braci – Leona, ps. Jastrząb, pogłębiło się jego zainteresowanie dziejami oddziału. Właściwie tliło się ono od dawna, a miało swoje źródło w historii rodzinnej. – Mój wujek Zdzisław Pogonowski „Szakal” był przy L. Taraszkiewiczu, biorąc udział m.in. w rozbiciu Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie 22 października 1946 r., uczestniczył również w ostatniej akcji „Jastrzębia” w styczniu 1947 r., po której Leon zmarł w wyniku odniesionych ran. Osobom, które chcą zapoznać się z etosem braci Taraszkiewiczów, polecam książkę „Jastrząb kontra UB” autorstwa Henryka Pająka. Kolejną publikacją wartą uwagi są „Trzy pamiętniki” Edmunda Edwarda „Żelaznego”. Z kolei wielu nieznanych dotąd faktów dowiemy się z monografii poświęconej oddziałowi braci przygotowywanej przez G. Makusa, która prawdopodobnie ukaże się w tym roku. Wciąż zastanawiamy się, gdzie znajduje się grób Edwarda; to podstawowa niewyjaśniona sprawa – podkreśla S. Kozyra.
Pielęgnując pamięć o dowódcach, LGH im. Żołnierzy Wyklętych Lubelszczyzny nie zapomina o podkomendnych oraz rodzinach żołnierzy. – Bez ich pomocy niemożliwa do przeprowadzenia byłaby żadna akcja. To przecież rzesza ludzi, takich jak np. Teodor i Natalia Kaszczukowie, którzy ukrywającej się czteroosobowej grupie „Żelaznego” udostępniali swoje zabudowania w Zbereżu – zauważa T. Szajewski. Losy ludzkie splatają się, dziadek pana Tomasza – Henryk znał Taraszkiewiczów. – Nasze rodziny już przed wojną były sąsiadami, mieszkały blisko siebie we Włodawie. Potem, kiedy mój dziadek przeniósł się na ul. Mostową, przyjeżdżał tam rowerem jeden z synów państwa Kaszczuków, prosząc o zrobienie zakupów. Mój wujek, ojciec, ciocia, wówczas jeszcze dzieci, szli po cukier, papierosy, leki czy bandaże, które były zabierane do Zbereża, do ukrywającego się Edwarda i jego żołnierzy. Wszystko odbywało się „pod nosem” Korpusu Bezpieczeństwa Wojskowego, stacjonującego wówczas na niedalekiej ul. Mostowej – twierdzi prezes stowarzyszenia LGH im. Żołnierzy Wyklętych Lubelszczyzny.
W hołdzie niezłomnym
Miejsca związane z działalnością „Jastrzębia” i „Żelaznego” zostaną przypomniane w setną rocznicę urodzin Leona, a to za sprawą wydarzenia, które zaplanowano na 10 maja tego roku. – Zapraszamy na czwartą edycję „Rajdu braci Taraszkiewiczów”, który przygotowujemy we współpracy ze starostwem powiatowym oraz organizacjami patriotycznymi – mówi T. Szajewski. Tradycyjnie szlakiem oddziału Leona i Edwarda wyruszy rajd konny, pieszy i motocyklowy. To jedna z wielu form upamiętnienia bohaterów podziemia antykomunistycznego przez LGH im. Żołnierzy Wyklętych Lubelszczyzny. W ocalanie minionych zdarzeń, w których chwalebną kartę zapisali żołnierze wyklęci, wpisuje się także fundowanie tablic. Jedna z nich ma pojawić się na ścianie domu we Włodawie, w którym mieszkali w okresie nauki szkolnej bracia Taraszkiewiczowie.
Współcześni upominają się o swoich bohaterów. – We współpracy z IPN-em w Woli Wereszczyńskiej do ewidencji grobów wojennych został wpisany i odnowiony ten, gdzie spoczęli Stefan Milaniuk „Słoń” i Zdzisław Kogut „Ryś”. Obaj podkomendni ppor. L. Taraszkiewicza polegli w walce z połączoną grupą operacyjną UB i KBW 24 grudnia 1946 r., w tzw. krwawą wigilię. Pierwszy pomnik ufundował Stanisław Pakuła „Krzewina”, żołnierz ppor. E. Taraszkiewicza, jednak ze względu na zły stan techniczny wymagał on wymiany – mówi S. Kozyra, dodając, że działania stowarzyszenia są prowadzone w porozumieniu z pracownikami lubelskiego IPN-u, m.in. G. Makusem i Pawłem Skrokiem. Z inicjatywy LGH, decyzją prezesa IPN-u dr. Karola Nawrockiego, w rejestrze grobów weteranów walk o wolność i niepodległość Polski znalazło się miejsce pochówku na wisznickim cmentarzu, gdzie spoczywa Józef Sokołowski „Młot”, żołnierz Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej.
Przypominać dzieje
Członkowie stowarzyszenia nawiązują i utrzymują kontakty z rodzinami bohaterów podziemia niepodległościowego, m.in. z Andrzejem Pakułą, synem „Krzewiny”, córką Jana Torbicza „Łosia”, komendanta placówki Macoszyn, potomkami Kaszczuków, krewnymi J. Szypulskiego „Bizona” z oddziału partyzanckiego WiN-u ppor. L. Taraszkiewicza, a także innymi osobami, których przodkowie walczyli na Lubelszczyźnie.
Do promowania patriotycznych postaw i historii Polski niezbędna jest współpraca z placówkami oświatowymi, stąd udział dzieci i młodzieży m.in. z Włodawy, Wisznic, Dubic czy Sosnowicy w organizowanych przez stowarzyszenie wydarzeniach, jak Bieg Tropem Wilczym czy pikniki historyczne. Z myślą o młodych przygotowywane są inscenizacje, jak ta przypominająca zwycięską bitwę pod Rossoszem z 1863 r. – Nasze dzieje zacierają się w pamięci pokoleń, młodzieży trzeba je przypominać, dlatego staramy się to czynić w sposób przystępny i zarazem godny – zaznacza T. Szajewski.
Joanna Szubstarska