Sport połączył pokolenia
Była ona okazją do wspomnień o sukcesach lokalnych sportowców, trenerów oraz wszystkich ludzi, którzy przez lata tworzyli sportowe tradycje w mieście. W spotkaniu wzięli udział obecni i dawni przedstawiciele klubów sportowych, zawodnicy, trenerzy i miłośnicy sportu. Adam Paluszkiewicz, dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, przypomniał w krótkiej prezentacji rozwój bazy sportowej oraz przedstawił dane dotyczące finansowania miejscowych klubów sportowych.
O ustanowieniu 2026 r. Rokiem Międzyrzeckiego Sportu zadecydowała rada miasta na wniosek burmistrza. – To dobry moment, aby podziękować państwu za waszą pracę na rzecz sportu. Są tu osoby, które poświęciły mu nawet 40 lat. Dziękuję też za wszystkie sukcesy młodych zawodników, dzięki którym było o naszym mieście głośno – powiedział burmistrz Paweł Łysańczuk.
Ewa Danieluk, przewodnicząca rady miasta, podkreślała korzystny wpływ sportu na zdrowie psychiczne. – To tak ważne dzisiaj, kiedy młodzi ludzie spędzają czas głównie przed ekranem. Mamy tyle obiektów sportowych, korzystajmy z nich. Dbajmy o siebie – zachęcała.
100 lat wspomnień
W tym roku przypada 100 rocznica utworzenia klubu sportowego Huragan, mija też 65 lat od powstania miejskiego stadionu im. Bronisława Saczuka. Przed laty obiekt tętnił życiem. Na niedzielne mecze Huraganu szły tłumy, bo drużyna piłkarska była jedną z lepszych w województwie. Tymi wspomnieniami podzieliła się z kolei Greta Wasąg, pasjonatka siatkówki, pedagożka i działaczka sportowa. Opowiadała o tym, jak sport w jej rodzinie zatoczył koło. Jako dziecko kibicowała lokalnej drużynie z tatą Józefem Poniatowskim, który trenował boks w sekcji Huraganu, a mama grała w siatkówkę – w pierwszej drużynie żeńskiej. Tych spotkań ze sportem było więcej. Mąż pani Grety Zbigniew Wasąg to piłkarz, zawodnik Huraganu, a następnie trener. Rok sportu sprawił, że oboje wrócili do pracy magisterskiej pana Zbyszka, w której opisał historię klubu. – Od podstawówki aż do studiów grałam w siatkówkę. Tą pasją zaraził się mój syn Łukasz, który dziś już jest trenerem. Sama przez krótki czas byłam prezesem Międzyrzeckiej Trójki – wspominała pani Greta.
Pokój „Dziadka”
Jolanta Modrzewska, wnuczka Bronisława Saczuka – społecznika i budowniczego międzyrzeckiego stadionu – wspominała dziadka, który w środowisku znany był jako „Dziadek”. – Pamiętam jego pokój. To było biuro, bo stała tam maszyna do pisania i leżało mnóstwo dokumentów. Nam, wnukom, nie można było tam zaglądać. Drugie niedostępne miejsce to tablica z medalami dziadka. To była świętość – wspominała J. Modrzewska. W jej pamięci B. Saczuk był przede wszystkim na stadionie. Latem zabierał tam wszystkie swoje wnuki. – Rzadko graliśmy w piłkę, za to często pieliliśmy bieżnie, malowaliśmy płotki czy skrobaliśmy ławki. Było fajnie, bo pomimo tych obowiązków trochę tam szaleliśmy. Dziadek był gospodarzem tego miejsca i wkładał w nie tyle serca – dodała.
Międzyrzeckie akrobatki
Nie zabrakło też wspomnień o sekcji akrobatycznej działającej w latach 70. – Jako dziecko ćwiczyłam na podwórku stanie na rękach i szpagaty. Gdy dowiedziałam, że powstaje sekcja akrobatyczna, bardzo chciałam chodzić na zajęcia. Prowadził je Jerzy Siliańczuk – opowiadała Małgorzata Modrzewska, która razem z koleżanką Iwoną Miękus osiągnęła najwyższa klasę sportową w akrobatyce sportowej. Dziewczyny przywoziły medale, wygrywały konkursy w skokach. Międzyrzeckie akrobatki wspominały obozy sportowe w Mikołajkach, opowiadały o trudnych warunkach do trenowania i bardzo niewygodnych strojach z krempliny, bo na profesjonalne nie było pieniędzy. Opowieści przeplatane były zdjęciami i anegdotami.
Wielki świat
Janusz Kalinowski, specjalista od kontuzji sportowych, od zawsze rwał się do sportu. Kręciła go każda dyscyplina. To on od ponad 20 lat czuwa nad dobrostanem sportowców podczas igrzysk i wielkich wydarzeń sportowych na całym świecie. Wspominał międzyrzeckich lekkoatletów, m.in. Jerzego Homziuka, który reprezentował kraj na igrzyskach w Monachium. Opowiadał o swoich podopiecznych, igrzyskach sportowych, o swojej pracy od kulis. Zawsze był w cieniu. Jedyny raz pokazał się w kamerach na Mistrzostwa Europy w podnoszeniu ciężarów i wtedy w telewizji zobaczył go znajomy z Międzyrzeca. – Co ty tam robiłeś spytał? Nic, pilnowałem wody, żeby nic do niej nie dosypano – żartował Kalinowski.
Rodzinna tradycja Petruczenków
Nauczyciel, a także sędzia piłkarski Dariusz Petruczenko wspominał tatę – Faustyna Petruczenkę, który był i piłkarzem i trenerem Huraganu, a także swoich stryjów – Zdzisława i Jerzego, zawodników. – Żeby wejść na mecz Huraganu, ale nie kupować biletów, wykorzystywaliśmy dziurę w płocie – przyznał D. Petruczenko. Przypomniał też największe sukcesy Huraganu, a także nazwiska współczesnych sportowców wywodzących się z międzyrzeckiego klubu – takich jak piłkarz Dominik Marczuk, który gra w amerykańskiej lidze. Petruczenko nie poszedł w ślady taty, ale zawsze był blisko piłki, bo przez lata sędziował mecze.
Spotkanie obudziło wiele sportowych wspomnień, ale temat nie został wyczerpany, bo lista sukcesów i ludzi sportu jest długa jak te 100 minionych lat.
Marta Muszyńska