Aktualności

Lubelszczyzna „czerwoną wyspą” długu – problemy polskiej wsi

Polska wieś przez dekady była niewzruszonym fundamentem naszego narodowego bezpieczeństwa żywnościowego i twardą ostoją patriotycznej tradycji.

Dzisiaj jednak, pod rządami tak zwanej Koalicji 13 grudnia, ten potężny fundament chwieje się i pęka na naszych oczach.

Obecna władza, w której składzie zasiada przecież Polskie Stronnictwo Ludowe, z pełną premedytacją zostawiła polskich gospodarzy samym sobie. Rzekomi obrońcy polskiego rolnictwa otworzyli dziś szeroko furtkę dla kuriozalnych pomysłów płynących z Brukseli i Berlina. Ludowcy bezrefleksyjnie akceptują unijny dyktat, zgadzając się na niszczący, narzucony z zewnątrz Zielony Ład i zgubną umowę o wolnym handlu z krajami Mercosur. Tymczasem nasze rodzime gospodarstwa rozpaczliwie walczą o biologiczne przetrwanie.

Jako parlamentarzysta związany z Polską wschodnią obserwuję ten systemowy dramat ze szczególnym bólem. Zawsze podkreślam, że w debacie publicznej najważniejsze są twarde fakty oraz ich skrupulatna weryfikacja. A najnowsze dane gospodarcze są dla ekipy Donalda Tuska wręcz miażdżące i pokazują bezlitosną prawdę o kondycji państwa.

Analizując mapę zadłużenia, nie da się nie dostrzec, że jeden region wyrasta dziś na niechlubnego lidera. To nasz region – województwo lubelskie – stał się obecnie prawdziwą „czerwoną wyspą” na rolniczej mapie Polski. Dane nie pozostawiają najmniejszych złudzeń. Zaległości tutejszych przedsiębiorstw rolnych wobec banków i kontrahentów sięgnęły już blisko 116 mln zł! Stanowi to aż 18% całego rolniczego długu w skali kraju. Kluczową przyczyną fatalnej kondycji finansowej rolników jest potężny, niemal 11% spadek cen skupu podstawowych produktów rolnych w relacji rok do roku. A jednocześnie – z czym mierzy się dziś każdy z nas – oderwane od rzeczywistości pomysły rządu, wdrażanie ETS, brak interwencji w obliczu rosnących cen paliw radykalnie podniosły koszty działalności.

Jednak tym, co budzi największe przerażenie i oburzenie, jest średnia wartość zadłużenia przypadająca na zaledwie jeden podmiot. Na Lubelszczyźnie wynosi ona w tej chwili rekordowe 927 tys. zł. To absolutnie najwyższy wynik w kraju, drastycznie deklasujący wszystkie inne regiony. Problem płynności finansowej we wschodniej Polsce ostatecznie przestał być zjawiskiem jednostkowym. Stał się systemową chorobą, która realnie i bezpośrednio zagraża ciągłości dostaw żywności oraz trwałości tysięcy rodzinnych gospodarstw. Koszty produkcji rosną w lawinowym tempie, a sama działalność rolna przestała wystarczać na spłatę tak potężnych zobowiązań.

Zderzamy się z systemem, który całkowicie przestał działać. I nastąpiło to z winy zaniechań rządzących. Paradoks tej dramatycznej sytuacji polega na tym, że produkujemy doskonałą żywność, nasze magazyny pękają w szwach, ale polski rolnik zmuszony jest oddawać plony poniżej progu opłacalności. Co gorsza, ceny na sklepowych półkach zupełnie nie przystają do realiów na wsi. Zwykły Polak w miejskim warzywniaku płaci gigantyczne kwoty – np. 7 zł za kg pietruszki – podczas gdy wytwórca dostaje w skupie marne 50 gr! To bezczelne łupienie portfeli Polaków w miastach i niszczenie rolnictwa na wsi, na którym tuczą się wyłącznie wielkie sieci handlowe i spekulanci.

Gdzie w tym wszystkim jest polskie państwo? Rząd Prawa i Sprawiedliwości w momentach kryzysowych natychmiast wdrażał konkretne, osłonowe rozwiązania, udowadniając realną troskę o polskiego gospodarza. Dziś u władzy są rzekomo bliscy polskiej wsi ludowcy, a zamiast natychmiastowej pomocy rolnicy otrzymują jedynie puste deklaracje i fasadowe działania. Władza unika prawdziwego dialogu i nie słucha głosu prowincji.

To nie jest chwilowe załamanie rynkowej koniunktury, lecz potężny sygnał ostrzegawczy dla całego narodu. Kiedy upada polski rolnik, to nigdy nie jest to tylko i wyłącznie jego prywatny dramat. To wyrok na każdego z nas.

GRZEGORZ BIERECKI – SENATOR RP