Imię, które jest święte
Drugie przykazanie Dekalogu odsłania prawdę o Bogu, który jest święty, a więc święte jest także Jego imię. Nie jest ono jedynie brzmieniem czy religijnym znakiem. Staje się przestrzenią spotkania Boga z człowiekiem. Scena spod Horebu należy do najbardziej przejmujących momentów biblijnej historii: Mojżesz staje wobec ognia, który płonie, lecz się nie spala.
W ciszy i zdumieniu rodzi się pytanie: „Jakie jest Twoje imię?”. Odpowiedź wymyka się definicjom: „Jestem, który jestem”. Hebrajskie „Ehyeh asher ehyeh” można odczytać jako obietnicę obecności: „Jestem z tobą”, „Będę dla ciebie”. Bóg nie daje Mojżeszowi teologicznego pojęcia, lecz relację. Nie przekazuje informacji, ale objawia siebie jako Tego, który jest blisko. Dlatego imię Boga nie jest „słowem do użycia”, lecz darem do przyjęcia. Nie poddaje się manipulacji ani zawłaszczeniu. W języku biblijnym znać czyjeś imię – oznacza wejść z nim w komunię. W przypadku Boga ta komunia zawsze pozostaje darem. To On pierwszy zna człowieka po imieniu.
Imię, które się niesie
Zbyt łatwo przyzwyczailiśmy się do katechizmowej formuły: „nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno”. Tymczasem dosłowne brzmienie biblijne odsłania głębszy sens: „Nie będziesz nosił imienia Pana, Boga swego, ku pustce”. Hebrajskie „nasa” oznacza „nieść”, „dźwigać”, a „shav” – „pustkę”, „nicość”. ...
ks. Mateusz Czubak