Cuda (niekoniecznej) kreatywności
Listę nieszczęść, barier i kłód leżących na drodze ludzi, którzy chcą zajmować się w Polsce wytwarzaniem jakichś materialnych dóbr, można by ciągnąć pewnie jeszcze długo. Ale w zeszłym tygodniu odbyły się w Siedlcach dwie imprezy, które obserwatorów gospodarki mogły podnieść na duchu.
Najpierw znane i tłumnie odwiedzane Targi Pracy, a dzień później trochę niszowa konferencja techniczna. Byłem na obu, pogadałem z wystawcami i powiem Państwu, że nasz narodowy talent przystosowania, improwizacji i przetrwania złych warunków trzyma się całkiem mocno.
Ludzie? Byle przyszli, to nauczymy fachu. Jeśli przyjdą z innych branż, będą mieli trochę trudniej, ale jeśli będzie im się chciało, dadzą radę. Jeśli nie przyjdą, to ceny robotów przemysłowych spadły już do poziomu dostępnego nawet dla kilkunastoosobowych firm.
Drogi prąd? Są rozwiązania, które bez wielkich inwestycji we własne źródła pozwalają wykorzystać maksymalnie każdy wat. Jeśli pracownik zrobi sobie przerwę w odpowiednim momencie i wyłączy tylko jedną maszynę nawet na kwadrans, firma oszczędzi grube tysiące złotych z kar za przekroczenie tzw. mocy biernej. Szybko więc wymyślono precyzyjne liczniki, które sygnalizują: „Zdzichu, idź teraz na kawę/na fajka/do klopa, bo zaraz przekroczymy limit”.
Ryzyko awarii? Przegląd maszyn termowizją wyłapie nawet najmniejsze przegrzewanie i pozwoli wykonać naprawę w porę. Póki jest prosta, szybka i tania, a nie kiedy maszyna „padnie” całkiem, pożerając pieniądze na remont i powodując przestoje.
Podatki i inne koszty? Już tresuje się sztuczną inteligencję do tego, żeby analizowała procesy produkcyjne i szkolenie kadr. Wtedy bez inwestycji w nowy sprzęt da się wykorzystać do maksimum ten już przez firmę posiadany.
Polak potrafi. Wytrenowany przez ponad 100 lat zaborów, a potem pięć lat Niemca i 45 lat komuny – potrafi się dostosować do najgorszych warunków. Jedno mnie tylko zastanawia: dlaczego te warunki nie są dobre? Przecież nie jesteśmy teraz ani pod zaborami, ani pod okupacją. Dlaczego więc trzeba dalej głowić się i kombinować, kluczyć i skradać, żeby produkować to, co innym ludziom jest potrzebne i za co chcą płacić? Oderwane często od rzeczywistości dyrektywy unijne nieraz są wzbogacane dodatkowymi absurdami przez naszą rodzimą biurokrację.
A co robią ci, którzy powinni temu zapobiegać i naszego interesu pilnować? No cóż. Rządzący nadal szukają pretekstów, by wsadzić opozycję do więzienia, a opozycja kolejny tydzień kręci się wokół tego, czy Morawiecki zrobi w partii rozłam czy nie zrobi. Stare dobre „kto kogo” i „kto z kim”. Ludzie zajmujący się konkretną robotą, patrząc na to, pewnie czasem zgrzytają sobie cichutko zębami. Bo gdyby nie musieli walczyć z niepotrzebnymi przeszkodami, pewnie już dawno zaprowadziliby naszą gospodarkę do wyższej ligi.
Adam Białczak