Chronić z głową
24 kwietnia o ochronie materialnego dziedzictwa przeszłości rozmawiali konserwatorzy i historycy, samorządowcy i kapłani, społecznicy i badacze historii. Rozprawiali nie tylko o pieniądzach, ale również o bezpieczeństwie, barierach prawnych i edukacji. Wojenne zawieruchy pozbawiły Polskę dużej części materialnego dziedzictwa przeszłości. Tym bardziej więc trzeba chuchać i dmuchać na to, co ocalało.
Na spotkaniu pojawili się specjaliści z branży konserwatorskiej oraz liczni opiekunowie obiektów zabytkowych – od samorządowców, przez proboszczów, po osoby prywatne. Oprócz części konferencyjnej, która odbyła się w Białej Sali MOK, na której mówiono o najciekawszych zabytkach miasta i regionu, uczestnicy mieli też okazję zwiedzić siedleckie muzea, a nawet wysłuchać koncertu organowego w katedrze. Dla Siedlec była to więc wykorzystana okazja do promocji.
Ważna rola społeczników
Otwierając obchody, mazowiecki wojewódzki konserwator zabytków dr Marcin Dawidowicz zwrócił uwagę, że system ochrony zabytków działa w Polsce od 1918 r. i w ciągu minionego wieku wypracował wiele autorskich rozwiązań. Instytucjonalna ciągłość to ważna sprawa, ale – oczywiście – zawsze można coś poprawić. Urząd kładzie więc większy nacisk m.in. na rozwijanie współpracy ze społecznymi opiekunami zabytków. Kilkoro z nich nagrodził zresztą przy okazji swoimi branżowymi odznaczeniami. Co mogą robić tacy społecznicy? Zawodowych konserwatorów nie zastąpią, ale są w stanie pomagać właścicielom w utrzymywaniu porządku wokół zabytkowych budynków, promować ciekawe miejsca i obiekty w internecie, organizować wokół nich różne imprezy, a także służyć turystom za przewodników.
Wiele wyzwań
Obok szans są i wyzwania. Poza chronicznym niedoborem środków, który skazuje właścicieli zabytków na często wieloletnie oczekiwanie na dotacje, wymieniano tutaj presję inwestycyjną. Zabytkowy pałac czy kościół raczej nie wchodzą na celownik deweloperów, ale przedwojenne drewniane domy w małych miastach już tak. Problemem branży jest również brak fachowców. Ci, którzy są, na ogół prezentują dobry poziom; zdarza się, że podkupują ich muzea z Europy Zachodniej. Nowych zaś nie przybywa w tempie, które mogłoby zaspokoić krajowe potrzeby. Nie ma co ukrywać: studia o tym profilu są długie i trudne, a i sama praca do łatwych nie należy. Nie wszystkim uśmiecha się spędzanie setek godzin z pędzelkiem w ręku na rusztowaniach w często niedogrzanych kościołach…
Wyzwaniem w pracy konserwatorskiej bywa również brak dokumentacji, konieczność utrzymania bieżącego użytkowania budynku (np. funkcji sakralnej kościoła) czy nie zawsze pełne zrozumienie potrzeb ze strony właściciela obiektu bądź lokalnej społeczności. Samorządowcy zwracali uwagę na luki w przepisach, które umożliwiają inwestorom stawianie nowych budynków niedopasowanych do otoczenia. W ten sposób piękne kamienice czy zabytkowe budynki publiczne dostają nieraz dyskusyjnej urody sąsiedztwo.
Nie tylko sytuacje awaryjne
Ciekawym, bo rzadko poruszanym publicznie wątkiem było bezpieczeństwo. Tocząca się na Ukrainie wojna spowodowała, że muzealnicy muszą opracować plany ochrony, ukrycia bądź ewakuacji najcenniejszych eksponatów. Z tego, co mówili, większość takie plany ma, ale ich wykonalność może być różna. Jeśli muzeum ma na stanie setki cennych przedmiotów, to trudno mówić o szybkiej i sprawnej ewakuacji, gdy zatrudnia jedną, dwie czy trzy osoby. Dyrektor siedleckiego Muzeum Diecezjalnego ks. dr Robert Mirończuk wspomniał też o problemach, jakie miewał z wypożyczeniem eksponatów na wystawy z muzeów na Zachodzie. Geograficzna bliskość Siedlec z Białorusią i Ukrainą dla niektórych z nich jest argumentem na „nie”.
Ochrona zabytków nie jest jednak tylko pasmem udręk. Podpytywani w kuluarach przedstawiciele administracji rządowej, samorządowej i kościelnej przeważnie mówili o dość dobrej współpracy. Wymiana informacji odbywa się nie tylko w sytuacjach „awaryjnych”, a wymagane przed remontami zabytkowych budynków uzgodnienia konserwatorskie przy odrobinie dobrej woli nie muszą generować opóźnień. Mogą też zaowocować rekonstrukcją tego, co zostało dawno temu całkiem zniszczone. Dobrym przykładem są toczące się już przygotowania do odbudowy bramy-dzwonnicy przy siedleckim kościele św. Stanisława.
Adam Białczak