Z wyklętym przez życie
W tym roku mija 125 lat od narodzin rotmistrza Witolda Pileckiego - jednego z największych bohaterów walki o niepodległość Polski, który został zamordowany przez komunistów 25 maja 1948 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Był żołnierzem Armii Krajowej, uczestnikiem powstania warszawskiego, organizatorem konspiracji w niemieckim obozie koncentracyjnym KL Auschwitz.
Komunistyczne władze zadbały, by zapomniano o jego odwadze, miłości do ojczyzny i niezłomnej postawie – oskarżając go o zdradę kraju i mordując. Ale nie do końca im się to udało.
Dziś W. Pilecki jest uznawany za jednego z najwierniejszych mężów Rzeczpospolitej, a jego historię można sobie przypomnieć, oglądając przejmujący monodram „Melduję Tobie Polsko. Rotmistrz Pilecki” w wykonaniu Przemysława Tejkowskiego.
Bóg, Honor, Ojczyzna
Urodził się 13 maja 1901 r. Jego służba ojczyźnie rozpoczęła się już w 1920 r., podczas wojny polsko-bolszewickiej. Po niej zdał maturę, podjął studia, ale z powodu braku środków musiał podjąć pracę. We wrześniu 1926 r. został właścicielem majątku – zaczął go modernizować i rozwijać, aby stał się przykładem dla okolicznych właścicieli ziemskich i osadników wojskowych. Poznał Marię, pobrali się i wciąż działał na rzecz innych: założył kółko rolnicze i mleczarnię, zajmował się opieką społeczną. Nie zarzucił przy tym ambicji artystycznych i wojskowych. Nic więc dziwnego, że brał udział w kampanii wrześniowej 1939 r., a po jej klęsce zaangażował się w działalność Polskiego Państwa Podziemnego. W 1940 r., wykonując zadanie powierzane przez Związek Walki Zbrojnej, dobrowolnie dał się aresztować i trafił do KL Auschwitz, gdzie podjął próbę zbudowania siatki oporu wewnątrz obozu oraz przekazywał aliantom informacje o niemieckich zbrodniach. Po trzech latach, wobec groźby dekonspiracji, uciekł z obozu. Walczył w wielu miejscach, także w powstaniu warszawskim.
Po wojnie został skierowany do kraju z misją odbudowy struktur wywiadowczych lojalnych wobec Rządu RP na Uchodźstwie. Po powrocie do Polski W. Pilecki – podobnie jak cały naród – był przekonany, że „polscy” (pełniący obowiązki Polaków) komuniści są agentami wrogiego mocarstwa. W maju 1947 r. został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa, uwięziony przy ul. Rakowieckiej w Warszawie i poddany brutalnemu śledztwu. Mimo tortur pozostał niezłomny – do końca wierny wartościom, którym służył.
Proces pokazowy trwał dwa tygodnie. Rtm. Pilecki i jego towarzysze broni zostali fałszywie oskarżeni o działalność szpiegowską. Zapadły wyroki śmierci i wieloletnie kary więzienia. Pilecki został zamordowany strzałem w tył głowy. Jego ciało pogrzebano w nieznanym miejscu, prawdopodobnie na tzw. Łączce na warszawskich Powązkach. Dopiero we wrześniu 1990 r. Sąd Najwyższy uniewinnił rotmistrza oraz jego towarzyszy, ukazał niesprawiedliwy charakter wydanych wyroków i uwypuklił patriotyczną postawę skazanych w tym procesie.
Ważny moment
O życiu, wyborach i dramatach tego wielkiego patrioty opowiada monodram „Melduję Tobie Polsko. Rotmistrz Pilecki”. Premiera odbyła się we wrześniu 2015 r., wystawiano go ponad 140 razy. W rolę niezłomnego wciela się Przemysław Tejkowski, który jest również – wraz z reżyserem Sławomirem Gaudynem – współautorem scenariusza. Mimo upływu czasu zainteresowanie monodramem nie maleje, zwłaszcza na przełomie lutego i marca, kiedy wspominamy żołnierzy niezłomnych. W tym roku – z okazji 125 rocznicy urodzin W. Pileckiego – sztuka ma być wystawiona przed warszawskim Kościołem Wszystkich Świętych z honorowym patronatem Prezydenta RP. – Prezydent widział to przedstawienie dwa razy, bo gościło ono w Muzeum II Wojny Światowej, kiedy był dyrektorem – przyznaje P. Tejkowski. Jedna z realizacji, jak tłumaczy, była rejestrowana przez Teatr Telewizji, a potem emitowana na antenie. Jednak ekran nie niesie takiej siły emocji, jak obejrzenie monodramu na scenie – trzeba go zobaczyć na żywo.
Wychowanie procentuje
Pytany, skąd pomysł na podjęcie tego niełatwego tematu, który nawet potrafi dzielić Polaków, P. Tejkowski odpowiada, że wszystko wyniósł z domu. – To się na pewno wzięło z wychowania i paru życiowych zbiegów okoliczności – przyznaje. – Jestem wychowany w mocno patriotycznej rodzinie, a do tego moja mama urodziła się i wychowała w Brzeszczach pod Oświęcimiem. Będąc dzieckiem, widziała więźniów gnanych do pracy. Kiedy tata starał się o mamę, było już muzeum, które odwiedzaliśmy potem wszyscy. Ono kiedyś potrafiło być otwarte nawet w nocy, na Wszystkich Świętych jeździliśmy pod ścianę śmierci kłaść kwiaty i palić świece. Mój tata miał w swojej biblioteczce jedną ścianę poświęconą tylko Auschwitz – opowiada, wyznając, że to on opowiedział mu w młodości o rtm. Pileckim. – A żeby było ciekawiej, w 1968 r., kiedy się urodziłem, „za komuny”, Edek Galiński, który z Pileckim uciekał, wydał książkę „Wspomnienia oświęcimskie”, gdzie pisze o więźniu Tomaszu Serafińskim (jedno z nazwisk konspiracyjnych Pileckiego), który pomagał innym więźniom, organizował ruch oporu itd. – opowiada. – To tato powiedział mi, kim jest główny bohater – dodaje, tłumacząc, że monodram „Melduję Tobie Polsko. Rotmistrz Pilecki” powstał na bazie „Wspomnień oświęcimskich” oraz raportów Pileckiego, które ukazały się w 1990 r. – Pomyślałem sobie, że jeżeli jest taki żołnierz wyklęty i tak wielki Polak, bo ja go zaliczam do grono największych Polaków, to muszę coś o nim światu opowiedzieć – zaznacza P. Tejkowski.
Wojna polsko-polska
Zapytany, dlaczego żołnierze wyklęci wciąż są uważani przez sporą grupę Polaków za morderców i zbrodniarzy, P. Tejkowski odpowiada: – Zbieramy owoce i całej komuny, i obecnej postkomuny.
Przyznaje, że zapewne były sytuacje, gdy partyzanci mordowali, kradli, ale to marginalne przypadki i nie można ich przypisywać ogółowi. – Moim zdaniem największą tragedią żołnierzy wyklętych nie była II wojna światowa, ale to, co z nimi zrobiono później – podkreśla. – Katyń i Auschwitz były celowe, a owoce tego mamy do dzisiaj, bo inteligencja i duch narodu zostały wytrzebione. Zastąpiono ich matrioszkami – przyjechali Ruscy na bagnetach, pozmieniali nazwiska na Polaków, a potem wychowali tę całą pseudoelitę komunistyczną, która do dzisiaj nie odpuszcza… – tłumaczy, wskazując przy tym na nierównowagę medialną, jaka panuje w Polsce do dzisiaj. Zgadza się, że wciąż mamy w kraju wojnę trzeciego pokolenia AK z trzecim pokoleniem UB. – Zachód sprzedał Polskę w Jałcie, a to, co zrobiono z dziećmi żołnierzy wyklętych… One nie miały w zasadzie żadnego prawa startu w życie, często w ogóle nie wiedziały, kim byli ich ojcowie, bo matki kryły to przed nimi, żeby nie miały problemów – przypomina.
Zaznacza, że mamy ostatni moment na to, by wychować młode pokolenie na świadomych Polaków.
Na poziomie
Teatr patriotyczny, tożsamościowy, który tworzy P. Tejkowski, nie jest w Polsce zbyt popularny. – Żeby być aktorem, nie trzeba być pajacem – wskazuje, przyznając, że nie deprecjonuje takich gatunków jak komedia, jednak sztuka powinna nieść ze sobą przesłanie, a nie tylko i wyłącznie rozrywkę. – Uznałem, że mogę jako aktor być kapłanem pewnej sprawy. Dlatego wystawiam sztuki o Pileckim, Baczyńskim, Herbercie – wylicza, dodając, że nieraz z tego powodu naraził się środowisku. – Mogę chyba o sobie powiedzieć „aktor wyklęty”.
Tejkowski, który przez wiele lat był również dziennikarzem, zwraca uwagę, iż ten słynny bolszewicki marsz idzie przez instytucje: szkoły, uczelnie, a także teatry, a przecież one decydują o naszej duchowości. – Pokolenie Pileckiego wyrosło z ogromnego uwielbienia i czci oddawanej powstańcom styczniowym. Z kolei Kolumbów, Baczyńskiego było wychowane w kulcie do wolnej, niepodległej Polski. Pojawia się pytanie: w kulcie do czego wychowuje się nasza młodzież? – zastanawia się. – Kiedy spotykam się z młodymi po spektaklach, przypominam im, że będą tym, co czytają, czego słuchają, jakie treści przyswajają. Bo wciąż toczy się walka i jeżeli zaproponujemy młodzieży: „róbta, co chceta”, oni zawsze wybiorą łatwiejszą drogę – puentuje.
Monika Grudzińska