Książe Pepi i „Czarna Dama” wracają
Długo wyczekiwana na lokalnym rynku publikacja powstała z inicjatywy dyrektor Centrum Kultury i Sportu w Rykach Donaty Łukasiak oraz samej autorki. - Był listopadowy wieczór przed dwoma laty, gdy podczas rozmowy z panią dyrektor pojawiła się propozycja stworzenia takiej książki. Sama również nosiłam te legendy w sercu, lecz początkowo nie zamierzałam ubierać ich w słowa - przyznaje M. Łuszkiewicz.
Ostatecznie jednak zadnie zmieniła. Praca nad zbiorem trwała rok i – jak podkreśla autorka – był to bardzo owocny okres w jej życiu. – Byłam zdumiona, jak mocno jestem związana z Rykami – zaznacza emerytowana polonistka.
Historia jest ważna
„Legendy ryckie” to 14 historii – od czasów Bolesława Chrobrego aż po XX w. Pełne tajemnic opowieści dotąd nigdy nie zostały spisane. – Powstały na podstawie zasłyszanych historii oraz moich przypadkowych spotkań z ludźmi. Warto było utrwalić te wspomnienia, bo wiele osób, które je przekazywały, już odeszło, a te opowieści są częścią naszej tożsamości – tłumaczy M. Łuszkiewicz.
Pod pewnym względem książka pani Małgorzaty wymyka się schematowi typowej legendy. Oprócz elementów fantastycznych zawiera bowiem sporo faktów z przeszłości. – W każdej opowieści znajduje się historyczne tło. Chciałam pokazać, że dzieje naszego miasta są związane z dziejami całego kraju. Dlatego w książce znalazły się przypisy oddzielające fantastykę od faktów – wyjaśnia autorka. Wśród źródeł wykorzystanych przy pracy nad publikacją znalazły się nawet średniowieczne kroniki.
Jak zapewnia pisarka, książka idealnie nadaje się do wieczornej lektury, choć zastrzega, że nie wszystkie opowieści są odpowiednie dla dzieci. Niektóre mogą okazać się dla nich zbyt poważne.
Józef i Teresa
Materiały do książki autorka zbierała przez kilkadziesiąt lat. Część historii pojawiała się zupełnie przypadkowo – nawet podczas odpoczynku na ławce w parku. – Siedziałam obok pana czytającego gazetę. Nagle podszedł drugi mężczyzna, w nieco pomiętej koszuli, jakby „wczorajszy”. Powiedział: „Ma pani taką jasną sukienkę jak ona”. Zapytałam: „Jaka ona?”. Wtedy zaczął opowiadać, że pewnej nocy spotkał w parku piękną kobietę spacerującą z księciem Józefem Poniatowskim – wspomina M. Łuszkiewicz. – Powiedziałam, że to niemożliwe. On jednak nie dawał za wygraną: „Myśli, że do szkoły nie chodziłem? To był książę Józef. Szli razem zakochani”. Zaczęłam się śmiać, tymczasem drugi pan odpowiedział zza gazety, że też ich widział – opowiada autorka.
Podobną historię usłyszała też od jednej ze swoich uczennic, która miała natknąć się na parę, gdy wracała z imprezy. – Postanowiłam to sprawdzić. Gdy sięgnęłam do książek, okazało się, że książę Józef rzeczywiście miał romans z tutejszą dziewczyną, Teresą Kicką. Wtedy postanowiłam opisać ich miłość – mówi pisarka.
Gotowy scenariusz na film
W książce nie brakuje równie barwnych opowieści. Jedną z nich jest historia Konstancji, arystokratki, która choć nie pochodziła z Ryk, przez pewien czas mieszkała w miasteczku. – To właśnie tutaj rozgrywają się ważne wydarzenia z jej życia. Najwięcej opowiedziała mi prawnuczka Konstancji. To niezwykle ciekawa historia z wątkiem romansowym i patriotycznym, oczywiście wzbogacona elementami fantastyki. Byłam nią tak zauroczona, że uznałam ją za gotowy scenariusz filmowy – podkreśla autorka.
To najdłuższe opowiadanie w zbiorze. Czytelnicy dowiedzą się z niego m.in., jak bardzo dawny rycki pałac różnił się od współczesnego.
Wśród bohaterów „Legend ryckich” znalazła się także dobrze znana mieszkańcom „Czarna Dama”, utożsamiana z dawną właścicielką pałacu Martą Marchwicką. – Dla nas, pracowników centrum kultury, to niemal jak bliska znajoma. Gdy nagle zgaśnie światło albo wydarzy się coś dziwnego, żartujemy: „To na pewno Marta” – mówi D. Łukasiak.
– Opisałam również własne przeżycie związane z „Czarną Damą”, bo sama długo nie mogłam uwierzyć, że naprawdę mnie to spotkało – dodaje M. Łuszkiewicz.
Czy św. Leonard wróci?
W publikacji znalazła się również historia patrona Ryk – św. Leonarda. – To bardzo bliski mi święty. Od dziecka stawałam na palcach przed jego kapliczką, by lepiej zobaczyć twarz na obrazie. Była jednak słabo widoczna, ponieważ średniowieczne malowidło, dziś przechowywane w muzeum diecezjalnym, zostało zniszczone przez wilgoć – wspomina autorka.
Łuszkiewicz przypomina, że kult św. Leonarda był w Rykach żywy jeszcze do lat 70 XX w. Nawet podczas okupacji niemieckiej mieszkańcy mieli zgodę na nabożeństwa przy jego figurze. Później została ona jednak zniszczona i zastąpił ją obraz. – Gdy opisałam jego kult w książce, moja mama stwierdziła, że widocznie święty nadal chce mieszkać w Rykach – mówi pisarka. Jest też nadzieje, że publikacja pomoże przywrócić uroczystości ku czci patrona miasta. Taką możliwość dostrzega proboszcz parafii. – Rada parafialna popiera ten pomysł, ale wszystko zależy od mieszkańców. Jeśli uroczystości mają wrócić na stałe, potrzebne jest zaangażowanie ludzi – podkreśla ks. prałat Stanisław Chodźko.
Podczas promocji „Legendy ryckie” rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Na spotkanie z autorką przyszło tylu mieszkańców, że zabrakło miejsc na sali.
Czytelnicy już czekają na kolejną książkę M. Łuszkiewicz – tym razem poświęconą związkom Leona Wyczółkowskiego z gminą Ryki.
Tomasz Kępka