W szkole uwielbienia
Źródłosłów terminu „adoracja” znajdujemy w łacińskim „ad os” - zbliżać się do kogoś z ręką na ustach. Oznacza to, że adoracja jest niemym byciem wobec osoby adorowanej. Jak oblubieniec, który adorując ukochaną, nie potrzebuje do tego słów, lecz jedynie milczącego bycia obok i spojrzenia miłości. A zatem adoracja to bycie: bycie obecnym w całości swego ludzkiego bytu, bycie wpatrzonym w Adorowanego (kontemplacja) i bycie w milczeniu oczekiwania na głos Jezusa.
Poniższe opowiadanie jest właśnie takim rodzajem spotkania, którego owoce potrafią każdego zaskoczyć.
To był Jego dom
Ten dzień był wyjątkowo upalny. Późnym popołudniem Liu-chen, zwana pieszczotliwie przez swoich bliskich i znajomych Luśką, wracała z pracy. Od wielu już lat mieszkała w niewielkiej miejscowości nieopodal Poznania, w którym ukończyła zarządzanie i administrację na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Teraz codziennie podmiejską kolejką dojeżdżała do Poznania do pracy. Każdego jednak dnia miała w zwyczaju wchodzić – w zależności od czasu, jakim dysponowała – do napotykanych po drodze kościołów i kaplic, by choć chwilę spędzić na wielbieniu Pana. Rodzina Luśki już od XIX w. była katolicka. Od swojej babci kobieta dowiedziała się, że jej przodkowie przyjęli chrześcijaństwo w czasach ostatniej w Chinach dynastii Qing (1644-1912), gdy Państwo Środka było jeszcze względnie otwarte na działalność misyjną Kościoła, także katolickiego. ...