Zostaliśmy bez nocnika
Z jednej strony naszą uwagę usiłują skupić na sobie wyznaczeni przez Berlin i Brukselę akwizytorzy SAFE oraz gorliwi obrońcy Zełenskiego, doskonale zdający sobie sprawę z tego, że ich poczynania to typowy polityczny teatr. Z drugiej - tańczą medialne autorytety z manierami rodem z czworaków i słomą w butach, obrażające i prowokujące Polaków. Pod koniec maja ogłoszono, że stanowisko wiceministra w resorcie turystyki i sportu obejmie bliżej nieznana posłanka Żaneta Cwalina-Śliwowska. Zapytana wówczas o to, czym dokładnie będzie się zajmować w resorcie, przyznała: „Jeszcze nie wiem, to będziemy jutro z panem ministrem ustalać”.
Ponieważ wcześniej pani poseł pytana przez reportera TVN nie potrafiła podać poprawnej liczby województw w Polsce, szybko zaczęto domniemywać, że kobitka zajmie się zapewne jeżdżeniem po kraju i liczeniem województw. Ale nic bardziej mylnego. Oto w ubiegłym tygodniu, posiadająca już odpowiednie pieczątki, wizytówki, gabinet i służbowy pojazd pani wiceminister, ponownie zapytana: „Czym się będzie zajmować w ministerstwie?”, odpowiedziała: „Dyskryminacją kobiet w sporcie”.
– W czym kobiety są dyskryminowane? – dopytywał zaskoczony redaktor.
– Każdy Polak wie, kim jest Robert Lewandowski, nie każdy wie, kim jest Ewa Pajor – odparła minister. – O Robercie Lewandowskim rozmawiamy w mediach bardzo dużo. Wiemy, jaką ma żonę, jakie dzieci, gdzie mieszka, czym się zajmuje. Natomiast o Ewie Pajor wiemy bardzo mało i to jest moja rola, żeby zwrócić uwagę na sport kobiecy – kontynuowała minister.
Ponieważ na sporcie za bardzo się nie znam, a o piłce kopanej przez niewiasty to już w ogóle nie mam pojęcia, dlatego obiecują nadrobić zaległości i nie przyczyniać się do dyskryminacji polskich sportsmenek. Choć patrząc na to z innej strony, warto zauważyć, że wszyscy znają choćby Igę Świątek. Ale mało kto wie, co lubi jeść, jakim samochodem jeździć i gdzie przebywać w wolnych chwilach, dajmy na to, Hubert Hurkacz. Może zatem w resorcie należałoby niezwłocznie powołać jakiegoś podsekretarza stanu od dyskryminacji mężczyzn?
Ale mniejsza o to. Słowa pani wiceminister zainspirowały mnie do tego, by promować sukcesy nie tylko kobiet uprawiających różne dyscypliny sportowe, ale także kobiet na co dzień zajmujących się wielką polityką. Wszyscy przecież wiemy, kim są i jakie zasługi dla kraju mają: Donald Tusk, Radek Sikorski, Włodzimierz Czarzasty czy Waldemar Żurek. A o obecnie piastujących ważne urzędy paniach z otoczenia koalicji 13 grudnia (z pewnymi wyjątkami) wiemy w sumie tak niewiele. Do dziś na przykład nie miałem bladego pojęcia, że rzecznikiem praw dziecka jest niejaka Monika Horna-Cieślak, człowiek nierozumiejący, dlaczego pewna lodziarnia przez ćwierć wieku nagradzała uczniów z biało-czerwonymi paskami na świadectwie gałką lodów. Urzędniczka pozbawiająca właśnie wszystkie dzieci płci poprzez nazwanie ich osobami uczniowskimi. Do niedawna nie wiedziałem także nic o ministrze kultury Marcie Cienkowskiej i jej artystycznych gustach. Dopiero jej ostatnia wizyta u pewnej artystki uświadomiła mi, w jakim kiczu, tandecie i antykulturze lubuje się polski minister od kultury. Nie miałem również pojęcia, że wicemarszałek senatu Magdalena Biejat, zamiast bronić interesu Polski, publicznie twierdzi, że: „Ukraina nie musi przepraszać za Wołyń”.
„Rzeczpospolita babska” w wydaniu koalicji13 grudnia nie ma nic wspólnego z filmową komedią, ale jest niebinarną autokompromitacją z elementami tragifarsy. Po 37 latach – jak się wszem i wobec głosi – posiadania wolności i suwerenności, dziś okazuje się, że pozbawiono nas nawet własnego nocnika, w którym od czasu do czasu, dla otrzeźwienia, mogliśmy zamoczyć rękę. Takie sobie wychowaliśmy elity. Taką mamy Polskę.
Leszek Sawicki