Jest w pielgrzymce wielka siła
Ta piesza, najbardziej wymagająca, której celem jest cudowny wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej, zajmuje w ich sercach szczególne miejsce. Pielgrzymowanie w rodzinie Bernardety i Mirosława Rzewuskich zaczęło się tak naprawdę od ich córki - Ady, która chodziła z grupą 3 (obecna 2). - W 2014 r., 9 sierpnia, pojechaliśmy z żoną odwiedzić ją na noclegu w Czarnolesie. Pobyliśmy chwilę, zobaczyliśmy tę niepowtarzalną atmosferę i pomyśleliśmy, że fajnie byłoby zostać. Po przyjeździe do domu szybko załatwiliśmy sobie urlopy i dołączyliśmy w Kostomłotach. Tych kilka dni wystarczyło, żeby utwierdzić się, że to miejsce dla nas - zakochaliśmy się w pielgrzymowaniu - mówi M. Rzewuski.
Tegoroczna pielgrzymka będzie ich dwunastą, tyle że Bernardeta chodzi co roku, jej mąż pieszo był dziewięć razy, a od trzech lat posługuje w służbie przemarszu.
Cel, intencja i cała reszta
Pielgrzymowanie wchodzi w krew i – bez dwóch zdań – zaczyna wyznaczać rytm życia w ciągu całego roku. – Pracuję w firmie, w której urlop na następny rok planuje się już w grudniu. Sierpień zakreślam z automatu. Nie może być inaczej – bo jest pielgrzymka. Urlop spędzamy, uczestnicząc w pielgrzymce pieszej, a ostatnimi laty również rowerowej – śmieje się Bernardeta. Mają nawet swoje rodzinne rytuały związane m.in. z przygotowaniami do trasy „na Częstochowę”. Już w lipcu wystawiają pudło, które nazywają pielgrzymkowym z racji zawartości – są tam rzeczy wykorzystywane tylko w drodze na Jasną Górę. – Zaczynamy je przeglądać, segregować, rozmawiać, co trzeba dokupić, dokładać kolejne przedmioty – opowiadają. – Oczywiście nie możemy się doczekać, kiedy wyruszymy. Bezpośrednio przed wyjściem trzeba przygotować się duchowo. Lubię na spokojnie przemyśleć, o co chciałabym prosić i za co dziękować. ...