Zwyciężajmy zło dobrem
Dlaczego zafascynował się Pan św. Andrzejem Bobolą?
To nie była fascynacja postacią historyczną, ale odkrywanie człowieka całkowicie oddanego Chrystusowi. Im bardziej poznawałem życie św. Andrzeja Boboli, tym mocniej widziałem, że jego siła nie pochodziła z niego samego. Był mocny, dlatego że należał do Chrystusa. Bobola żył w bardzo trudnym czasie, wśród konfliktów, podziałów i przemocy, a jednak nie odpowiedział na zło kolejnym złem. Jego odpowiedzią była wierność Chrystusowi, prawdzie i Kościołowi.
Z czasem zacząłem patrzeć na niego jeszcze inaczej. Zobaczyłem w nim człowieka, który pokazuje, że zwycięstwo miłości dokonuje się nie przez przemoc, ale przez ofiarę, wierność i wynagrodzenie.
Lubię patrzeć na św. A. Bobolę jak na skałę, a jednocześnie jak na mały kamyk. Skała – bo jego wiara była niezłomna. Kamyk – bo sam człowiek wobec potęgi zła wydaje się tak mały, a jednak Bóg właśnie przez małego człowieka może dokonać rzeczy wielkich. To niezwykle ważne przesłanie: nie musimy być wielcy w oczach świata. Musimy być całkowicie oddani Chrystusowi.
Dziś mówi się o św. A. Boboli szczególnie jako patronie Polski, ale on pomaga także w sprawach osobistych. Pan odczuł to mocno w swoim życiu…
Tak. Tutaj zaczyna się osobista historia, która miała ogromny wpływ na powstanie tej książki. Mój wnuczek Józio miał przyjść na świat z poważną wadą serca. Sytuacja była bardzo trudna i niosła ze sobą wiele niepewności. Wtedy zawierzyłem jego życie i zdrowie św. Andrzejowi Boboli. Wydarzyło się coś, czego do dzisiaj nie potrafię wytłumaczyć. W pociągu spotkałem lekarza, z którym nawiązałem rozmowę. ...
Agnieszka Wawryniuk