Kultura
ARCHIWUM PRYWATNE
ARCHIWUM PRYWATNE

Ludzie Sienkiewicza

2 października minie 60 lat od otwarcia Muzeum Henryka Sienkiewicza w Woli Okrzejskiej. Sześć dekad jego działalności to nie tylko kolejne daty, remonty i zmieniające się ekspozycje, ale przede wszystkim ludzie, którzy przez lata dbali o to miejsce.

Wokół muzeum przez lata skupiali się społecznicy, mieszkańcy ziemi łukowskiej, przedstawiciele nauki i kultury, rodzina Sienkiewicza, a także osoby, które z Wolą Okrzejską związały większą część swojego życia. Wśród nich szczególne miejsce zajmują Antoni i Anna Cybulscy. Pan Antoni przez 46 lat kierował placówką, a pani Anna pracowała w niej jako muzealnik, wspierając męża w jej tworzeniu i rozwijaniu. Spod jej pióra wyszło wiele publikacji o H. Sienkiewiczu. Dziś jest jedną z nielicznych osób, które pamiętają początki muzeum i potrafią opowiadać o nim także przez losy konkretnych eksponatów.

Zanim pojawił się szyld

Wszystko zaczęło się w 1924 r. od apelu biskupa podlaskiego Henryka Przeździeckiego o usypanie kopca ku czci Sienkiewicza w miejscu jego urodzenia. Wkrótce pojawił się pomysł utworzenia izby pamięci. Rodzina pisarza obiecała przekazać pamiątki, które miały stać się zalążkiem przyszłej kolekcji. Wojna przerwała te plany. Idea powracała jeszcze w 1946 i 1956 r. Dopiero 20 lat później udało się doprowadzić ją do końca.

14 grudnia 1965 r. Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie podjęło decyzję o utworzeniu Muzeum Henryka Sienkiewicza w Woli Okrzejskiej. Uroczyste otwarcie nastąpiło 2 października 1966 r., w ramach obchodów 120 rocznicy urodzin i 50 rocznicy śmierci pisarza. W Łukowie odbyła się sesja popularnonaukowa z udziałem prof. Juliana Krzyżanowskiego, jednego z najwybitniejszych znawców twórczości noblisty. Wśród gości znaleźli się przedstawiciele jego rodziny, m.in. wnuczka Maria Korniłowiczówna i synowa Zuzanna z Cieleckich Sienkiewiczowa.

Początki nie były łatwe. Muzeum miało bardzo skromną ekspozycję. Jak relacjonował kilka dni później dziennikarz „Światowida” Szymon Wdowiak, dworek był świeżo otynkowany, na dachu kładziono nowy gont, a w środku na zwiedzających czekały głównie plansze, fotokopie, wycinki prasowe i kilka książek. Problemem był też dojazd. Wdowiak pisał o drodze pełnej dziur i wybojów, która łamała samochodowe resory. „Nic więc dziwnego, że dotąd jeszcze nie znaleziono kierownika do muzeum, choć czeka na niego w dworku nowe mieszkanie” – dodał.

 

Było naprawdę biednie

W 1967 r. kierownictwo nad placówką powierzono A. Cybulskiemu. – Antoni pracował w Kutnie, w Polfie, a pochodził z Wilamowa w województwie łódzkim. W „Światowidzie” przeczytał o muzeum w Woli Okrzejskiej. Nawet nigdy tutaj nie był. Zaryzykował i pojechał do Longina Kowalczyka, który był kierownikiem Muzeum Regionalnego w Łukowie – wspomina A. Cybulska, która z kolei pochodzi z Kujaw.

To właśnie wtedy rozpoczęła się historia rodziny Cybulskich związana z Wolą Okrzejską. – Już nie chcieli go stąd puścić – mówi z uśmiechem A. Cybulska. Wkrótce wzięli ślub i zamieszkali w szkole. Później wykupili mieszkanie. Tymczasem A. Cybulski właściwie od podstaw tworzył muzealną kolekcję. – Było naprawdę biednie. Stan budynku też był fatalny. Mąż cały czas był sam. Miał tylko na parę godzin sprzątaczkę, która paliła w piecach – opowiada pani Anna.

Cybulski rozpoczął szeroko zakrojoną akcję poszukiwania pamiątek. Jeździł po Polsce pociągami. Nie miał samochodu czy nawet roweru. – Potrafił pójść na piechotę z Woli Okrzejskiej do Wężyczyna, czyli 50 km, tylko po to, by zrobić zdjęcie akacji, którą posadził Sienkiewicz – wspomina. Stopniowo zaczęły pojawiać się kolejne przedmioty, dokumenty i książki. A wraz z nimi – kontakty z rodziną pisarza.

 

Zaufanie rodziny

Cybulscy poznawali kolejne osoby związane noblistą. Szczególne znaczenie miało spotkanie Antoniego z Jadwigą Sienkiewicz-Korniłowiczową. Córka pisarza była już wtedy ciężko chora. – Ubolewała nad tym, że nie zobaczyła, co zrobiliśmy w Woli Okrzejskiej. Nad jej łóżkiem wisiał portret jej matki Marii, pierwszej żony Sienkiewicza, która zmarła zaledwie kilka lat po urodzeniu córki. Jadwiga powiedziała do Antoniego: „Za to, co pan robi, oddam największy mój skarb: portret matki” – relacjonuje pani Anna.

Ważną postacią była Maria Korniłowiczówna, córka Jadwigi, a wnuczka noblisty, która do Woli Okrzejskiej zaglądała bardzo często.

Z czasem na adres placówki zaczęły przychodzić przesyłki z różnych stron świata. Książki i publikacje poświęcone Sienkiewiczowi nadsyłano z Japonii, USA i innych krajów. W zbiorach pojawiały się wydawnictwa w kilkudziesięciu językach. Muzeum przestawało być lokalną inicjatywą. Stawało się miejscem, do którego prowadziły ślady rozsiane po całym świecie.

Jedną z niezwykłych historii związanych ze zbiorami jest los alabastrowego popiersia pisarza autorstwa Piusa Welońskiego. Rzeźba powstała w 1898 r., z okazji 25-lecia pracy literackiej Sienkiewicza. Sam noblista darzył ją sentymentem. Pod koniec lat 60 popiersie znajdowało się w magazynie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Jak wynika z pamiętnika A. Cybulskiego, zainteresowały się nim władze partyjne Kielc, które chciały umieścić dzieło w gabinecie pierwszego sekretarza PZPR. Wtedy do sprawy włączyli się m.in. abp Piotr Kałwa, bp Jan Mazur, A. Cybulski oraz Tadeusz Butrym, kierownik Muzeum Bolesława Prusa w Nałęczowie, którzy zdecydowali, że popiersie powinno trafić do miejsca urodzenia pisarza. Pod osłoną nocy przewieziono je do Woli Okrzejskiej. Początkowo trafiło do mieszkania Cybulskich.

– Rzeźba była uszkodzona. Mąż przykrył ją aksamitem. Potem odwiedzali nas księża, bp Mazur, znajomy z Nałęczowa. Wszyscy mówili, że to wielka tajemnica, której nikomu nie można zdradzić. Kilka miesięcy później, nocą, Sienkiewicza oddano do renowacji – wspomina A. Cybulska. Dziś – obok fortepianu Erard z 1840 r. należącego do matki noblisty – popiersie należy do najcenniejszych eksponatów muzeum.

 

Nie było pieniędzy, była pasja

Rozwój kolekcji nie oznaczał końca problemów. Przeciwnie – wkrótce okazało się, że ratunku wymaga sam budynek. Remont wykonany przed otwarciem muzeum okazał się niewystarczający. Po około dwóch latach pojawił się grzyb, odpadały tynki, niszczała elewacja, a podłogi zaczęły się zapadać i gnić. Placówkę zamknięto. Wtedy do walki o jej ponowne otwarcie stanęli A. Cybulski, naczelnik gminy Krzywda Marian Niczyporuk, L. Kowalczyk i inni zaangażowani w sprawę.

Brakowało pieniędzy i materiałów budowlanych. Cybulski i Niczyporuk szukali pieniędzy najpierw w powiecie, potem w województwie i Ministerstwie Kultury i Sztuki. Zwracali się także do zakładów pracy, instytucji, osób prywatnych i Związku Literatów Polskich. W końcu udało się przeprowadzić generalny remont. 16 lutego 1975 r. muzeum ponownie otwarto, a dzięki wykwaterowaniu z budynku Klubu Rolnika i prywatnych lokatorów powierzchnię wystawową zwiększono z trzech do sześciu sal.

Równolegle trwały starania o uratowanie drugiego, starszego dworu związanego z rodziną Sienkiewiczów. Po opuszczeniu budynku przez szkołę jego stan był bardzo zły, a dodatkowym problemem pozostawał status prawny obiektu. Pomoc nadeszła ze strony prof. Wiktora Zina, który przyjechał do Woli Okrzejskiej i zainteresował się losem dworu. Pod jego kierunkiem trzech studentów Politechniki Krakowskiej przez ponad dwa miesiące przygotowywało wstępny projekt odbudowy. W 1973 r. udało się doprowadzić do formalnego przejęcia dworu przez muzeum i rozpoczęto starania o ratowanie zabytku. A. Cybulski i M. Niczyporuk zwrócili się do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Lublinie o pomoc finansową i przeprowadzenie niezbędnych prac. Ich koszt oszacowano na ponad 3 mln zł. Rozpoczęto zbiórkę pieniędzy w całej Polsce. M. Niczyporuk zadeklarował również około 900 tys. zł z budżetu gminy Krzywda, choć muzeum jej nie podlegało. Przygotowano dokumentację i plan odbudowy dworu. Na przeszkodzie stanął jednak nie tylko brak pieniędzy, ale przede wszystkim dewastacja budynku. – Nocą znikały okna, drzwi i podłogi, wyrywano również drewniane belki stropowe. Rozszabrowali ten dwór. W prasie pojawiały się apele. Serce pękało, a my nie mogliśmy nic zrobić, bo to było niczyje – wspomina A. Cybulska.

Stan obiektu systematycznie się pogarszał. Na miejsce przyjeżdżali konserwatorzy z Lublina i Warszawy, którzy oceniali zakres zniszczeń. Ostatecznie uznano, że nie chodzi już o zwykły remont, lecz praktycznie o rekonstrukcję całego budynku. Odbudowę odłożono na przyszłość, a pozostałości dworu zabezpieczono. Przez lata przygotowywano kolejne projekty, szukano pieniędzy i zabiegano o pomoc. – Historia starego dworu to jeden z najtrudniejszych rozdziałów w dziejach muzeum. Tyle lat o tym myśleliśmy – przyznaje A. Cybulska.

Dziś, po latach, wrócono do tamtej idei. Na fundamentach dawnego dworu powstaje centrum muzealne. – Obecnie są inne możliwości i środki. My takiej szansy nie mieliśmy – komentuje pani Anna.

 

46 lat w muzeum

A. Cybulska spędziła w muzeum 46 lat jako muzealnik. Antoni przez dziesięciolecia zajmował się jego rozwojem, gromadzeniem zbiorów i dokumentowaniem historii pisarza. Muzeum było więc nie tylko ich miejscem pracy. Przez lata stało się także domem. W tej przestrzeni dorastali ich synowie – Cezary i Maciej. Oni również zawodowo związali się z Sienkiewiczówką. Cezary był jej dyrektorem od 2012 do 2014 r., a Maciej – w latach 2014-2020. Za jego kadencji kolekcja wzbogaciła się m.in. o cenne rękopisy H. Sienkiewicza.

Dziś, po sześciu dekadach muzeum w Woli Okrzejskiej wygląda zupełnie inaczej niż to, które w 1966 r. opisywał dziennikarz „Światowida”. Nie zmieniło się jednak znaczenie tego miejsca – domu, w którym urodził się H. Sienkiewicz, i muzeum budowanego przez kolejne pokolenia ludzi przekonanych, że pamiątki po nim powinny pozostać właśnie tutaj. Bo zanim pojawiły się gabloty, kolekcje i kolejne plany rozwoju, było marzenie. A przez dziesięciolecia przy życiu utrzymywali je przede wszystkim pasjonaci.

DY