Chronić życie – ale czyje?
Jakie kryteria musi spełnić człowiek, by jego życie podlegało ochronie? Ma osiągnąć konkretny etap rozwoju, mieć na koncie jakieś zasługi…?
To bardzo ważne pytanie. W nim właściwie zawarte jest to, do czego może prowadzić myślenie o wartości życia w kategoriach „jakościowych”. Wtedy niemal z automatu zaczynamy się zastanawiać: od kiedy człowiek jest wystarczająco rozwinięty?
Od kiedy jest świadomy? A może wówczas, kiedy jest samodzielny? I lawinowo mnożymy pytania. Równie szybko możemy dojść wtedy do rozważań: a co z człowiekiem, który utracił świadomość, sprawność, pamięć, zdolność komunikowania się? Jest jeszcze człowiekiem czy już nie? Jego życie należy chronić? Tymczasem w perspektywie personalizmu, chrześcijańskiej antropologii, teologii i prawa naturalnego odpowiedź jest jednoznaczna i bardzo prosta: człowiek nie musi niczego osiągnąć, żeby zasługiwać na ochronę. Nie musi być produktywny, zdrowy, świadomy, niewinny ani społecznie użyteczny. Wystarczy, że jest człowiekiem. Godność osoby ludzkiej i prawo do ochrony życia nie są nagrodą.
Raczej nie ma wątpliwości co do tego, że katolik powinien sprzeciwiać się aborcji i eutanazji. Ale jeśli chodzi o karę śmierci, to niektórzy wierzący uważają, że jej stosowanie jest moralnie uzasadnione. Czy słusznie?
To nie jest stanowisko zgodne z aktualnym nauczaniem Kościoła. Być może nieraz w debacie publicznej zatrzymujemy się na starszym brzmieniu zapisów z Katechizmu. ...