
Czerwona kartka poskutkowała
To efekt protestów, petycji i obywatelskiego oporu, który jasno pokazał: mieszkańcy nie chcą inwestycji, które mogą zagrozić turystycznemu i przyrodniczemu charakterowi gminy. Przypomnijmy: 29 kwietnia mieszkańcy Nowego Pawłowa tłumnie zjawili się na spotkaniu informacyjnym dotyczącym planowanej budowy biometanowni o mocy 3 MW. Zakończyło się jednomyślnym sprzeciwem lokalnej społeczności.
W odpowiedzi już dzień później rada gminy opublikowała w mediach społecznościowych oświadczenie: „Rada Gminy Janów Podlaski […] wyraża zdecydowany sprzeciw wobec realizacji tej inwestycji w zaproponowanej lokalizacji”.
Gdy wydawało się, że temat został zamknięty, kilka tygodni później mieszkańcy usłyszeli o nowym pomyśle – tym razem chodziło o biogazownię w pobliżu Hołodnicy, którą planował zrealizować Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa we współpracy ze stadniną koni w Janowie Podlaskim.
Pomysł ten spotkał się z jeszcze większym oporem. Mieszkańcy powołali inicjatywę „Czysta gmina Janów Podlaski. Stop biogazowni”, złożyli 503 wnioski do planu ogólnego oraz petycję podpisaną przez ponad 1,2 tys. osób. Ich postulaty były jednoznaczne: całkowity zakaz budowy instalacji uciążliwych – nie tylko biogazowni, ale także wielkoprzemysłowych ferm drobiu i chlewni.
– Nie chcemy żyć w smrodzie i hałasie. Chcemy czystego powietrza, krajobrazu i spokoju, które przyciągają turystów do Janowa – podkreślali mieszkańcy. Pojawiły się też oskarżenia wobec władz. Zarzucano im brak transparentności i próbę przeforsowania inwestycji ze względu na wpływy podatkowe.
Wójt: dla dobra gminy
Podczas spotkań z mieszkańcami wójt Karol Michałowski nie unikał trudnych pytań. – Szukam przychodów, zmniejszam wydatki. Stoimy przed wyzwaniem ubóstwa energetycznego. Biogazownia mogłaby rozwiązać ten problem i przynieść dochody z podatku od nieruchomości. Stadnina ma odpady pochodzenia zwierzęcego, które można przetworzyć. To szansa na dodatkowy dochód także dla lokalnych rolników – argumentował.
Ale to nie przekonało lokalnej społeczności. W piątek 13 czerwca inicjatywa „Czysta gmina. Stop biogaowni” złożyła formalne powiadomienie o zamiarze przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania wójta i rady gminy.
Eksperci: „tak”
Kulminacją społecznego napięcia było spotkanie konsultacyjne, które odbyło się 17 czerwca na zamku w Janowie Podlaskim. Wśród zaproszonych gości znalazł się m.in. poseł Marek Sawicki, były minister rolnictwa, który przyznał, że jest za małymi, rolniczymi biogazowniami, ale stanowczo sprzeciwia się tym tworzonym przez wielkie firmy. – Mała biogazownia to dodatkowy dochód. To przedłużenie gospodarstwa, cały czas pracujące i niewymagające tego wszystkiego, co się wiąże ze składowaniem obornika przez pół roku – mówił, dodając, że nie rozumie tego, że kiedy na płycie gnojowej obornik leży pół roku, to nikomu nie przeszkadza, a jak zostanie zamknięty w komorze biogazowej i nie będzie nic się wydostawało na zewnątrz, to pojawia się sprzeciw. Zauważył, że np. w Bawarii, gdzie takie biogazownie są normą, nikt nie protestuje.
Mieszkańcy nie dawali się jednak przekonać. Paulina Derkus-Dobies z inicjatywy „Czysta gmina Janów Podlaski. Stop biogazowni”, odnosząc się do wystąpienia posła, podkreśliła, że potencjałem gminy i mieszkańców nie jest rolnictwo, ale zrównoważona turystyka. – Mamy uzasadnione obawy, że inwestycje w biogazownie, które nie są gospodarczymi, małymi, zakłócą rytm rozwoju naszej gminy – stwierdziła.
Specjalizujący się w tematyce biogazowni prof. Jacek Dach z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu argumentował, że biogazownia jest rozwiązaniem przyszłościowym, na którym skorzystałaby nie tylko stadnina, ale i mieszkańcy. – Instalacja mogłaby ogrzać dużą część Janowa. Jest szczelna, nie emituje zapachów, a przede wszystkim pozwala stadninie przetrwać w obliczu nadchodzących opłat za emisję gazów cieplarnianych – zaznaczył. – Jeżeli przetrwa stadnina, to również przetrwa zatrudnienie i przede wszystkim największy symbol turystyczny Janowa. Zachowanie produkcji zwierzęcej będzie możliwe dzięki utylizacji odchodów zwierzęcych w biogazowni. A co ciekawsze, wygeneruje ona ekwiwalent ciepła, jaki daje 850 ton węgla – przekonywał ekspert, zapewniając, że biogazownia nie śmierdzi, a nieprzyjemny zapach może pochodzić z bałaganu wokół obiektu.
Mieszkańcy: „nie”
Eksperci nie przekonali mieszkańców do budowy biogazowni. Podkreślali, że gmina leży na terenie parku krajobrazowego, a oni stawiają na turystykę, na której markę pracowały całe pokolenia. Mówili również, że stracili zaufanie do władz gminy. – Pan wójt został wybrany większością głosów. Tymczasem teraz ludzie, którzy mu uwierzyli, przychodzą do nas i mówią, że to była pomyłka. Wójt ani wicewójt nie mieszkają w Janowie – zwrócił uwagę Krzysztof Plażuk, prezes inicjatywy „Czysta gmina Janów Podlaski. Stop biogazowni”.
– Czas się obudzić i przywrócić tej gminie normalność – apelowali mieszkańcy, wręczając wójtowi symboliczną czerwoną kartkę.
Decyzja zapadła, ale czujność pozostaje
Dzień po burzliwym spotkaniu – 18 czerwca – na oficjalnym profilu facebookowym gminy pojawiło się długo oczekiwane stanowisko: „W związku z licznymi głosami sprzeciwu wyrażonymi przez mieszkańców gminy Janów Podlaski, w tym złożonymi petycjami do wójta i rady gminy, protestami społecznymi, a także formalnymi wnioskami do planu ogólnego gminy, po wysłuchaniu niezależnych ekspertów podczas spotkania informacyjno-konsultacyjnego zorganizowanego 17 czerwca rada gminy oraz wójt wyrażają stanowczy sprzeciw wobec lokalizacji na terenie gminy inwestycji o charakterze uciążliwym dla mieszkańców oraz środowiska”. Podkreślono, że dotyczy to nie tylko biometanowni i biogazowni, ale także wielkoprzemysłowych ferm drobiu, wielkotowarowych chlewni oraz innych przedsięwzięć mogących negatywnie wpływać na jakość życia, zdrowia mieszkańców, walory krajobrazowe, środowisko naturalne oraz rolniczy i turystyczny charakter Janowa Podlaskiego. W oświadczeniu zapowiedziano też, że w planie ogólnym gminy znajdą się rozwiązania planistyczne, które maksymalnie ograniczą możliwość lokalizacji takich inwestycji.
Choć oficjalnie temat został zakończony, mieszkańcy zapowiadają dalszy monitoring działań władz. – Zaufanie stracone nie wraca tak łatwo – zaznaczają.
DY