Komentarze
Źródło: Dreamstime
Źródło: Dreamstime

Czytanie ze zrozumieniem („poprawnym”)

Początek egzaminów maturalnych za nami. Trzeba powiedzieć, że choć dzisiejsza matura nie należy do najtrudniejszych, a przynajmniej dla tych, którzy kształcili się w innym systemie edukacyjnym, to jednak jak każdy egzamin sprawdzający jest przyczyną licznych stresów i niektórych przyprawia o drżenie rąk oraz palpitację serca.

Co prawda, po latach człowiek z rzewnością wspomina te majowe dni i śmieje się z własnych reakcji na odczytane tematy prac pisemnych. Ale to jest zaleta upływu czasu, który wygładza nierówności i każe pamiętać tylko to, co dobre lub śmieszne. Mam jednak wrażenie, że to, co wykluje się z dzisiejszego sposobu zdawania matury przez przynajmniej część abiturientów szkół średnich, może w przyszłości nie być powodem do wesołości.

Co autor (testu) miał na myśli?

Jednym z zadań maturalnych jest umiejętność zrozumienia tekstu literackiego lub publicystycznego. Zazwyczaj są to raczej teksty z natury felietonistyczne, a jako takie zawierają same w sobie dużą dawkę humoru. Największa radość opanowuje człowieka dopiero, gdy przeczyta pytania sprawdzające, czy maturzysta zrozumiał to, co zostało (po polsku) napisane. Dla przykładu: w ubiegłym roku na maturze pisemnej z języka polskiego analizie podlegał tekst Igora Janke o dziennikarskich blogach, a pierwsze pytanie brzmiało: „Z kim utożsamia się autor tekstu?”. Choć na poziomie z podstawówki, to jednak jeszcze można je było przełknąć, gdyby nie dopisek w nawiasach („patrz akapit 1.”). Innymi słowy twórcy testów maturalnych z góry założyli, że zdający egzamin dojrzałości musi być prowadzony za rączkę, bo sam nie jest w stanie odnaleźć właściwej odpowiedzi. Podobne dopiski były przy innych pytaniach. Powstaje więc problem: czy zdający rzeczywiście rozumie to, co jest napisane, czy też chodzi o przyzwyczajenie go do tego, że zawsze ktoś będzie mu tłumaczył z polskiego na nasze i prowadził za rączkę w odczytywaniu rzeczywistości? Umiejętność czytania nie oznacza tylko składania jakichś znaczków w większe ciągi i wydawania z siebie dźwięków słownych, ale raczej dotarcie do myśli, która jest podstawą tekstu. Pisarz nie po to pisze, by ktoś miała radość, że odcyfrował znaki graficzne, jakby odczytał hieroglify, ale tworzy po to, by przekazać jakąś myśl, do której dotrzeć ma czytelnik. Właśnie ta myśl, idea, jest jądrem tekstu pisanego lub mówionego, zaś dopiero umiejętność zrozumienia świadczy o przełamaniu własnego analfabetyzmu. Jeśli czytelnik potrzebuje komentatora, który oświeci go co do zawartych w tekście idei, oznacza to, że po prostu nie umie czytać. Ma umiejętność na poziomie dzieci z przedszkola, chwalących się znajomością poszczególnych literek, ale nie ma umiejętności czytania, bo nie rozumie tego, co zostało mu przekazane. Niestety, dzisiejsza matura nie stawia na ludzi wykształconych, a jedynie na sprawnych techników, którzy w świecie idei muszą być wodzeni za rączkę przez komentatorów.

Non scholae sed vitae discimus

W dzisiejszym świecie nie można narzekać na brak tych, którzy chcą za nas myśleć i prowadzić nas jak mędrzec ucznia. O swojej misyjności zazwyczaj przekonani są niektórzy dziennikarze i publicyści. Miałem wątpliwą przyjemność oglądania w pewien poniedziałek dwóch przeglądów prasy (swoją drogą zupełnie nie rozumiem tego typu programów, gdyż nie potrzebuję, by ktoś mówił mi, co jest ciekawego do przeczytania, a co nie, zazwyczaj sam potrafię to zrobić). Pani Kolenda-Zalewska w TVN24 zastanawiała się nad słowami jednego z posłów PiS-u, który był stwierdził, że „my jesteśmy z tymi, co obalali komunizm, a nie z tymi, którzy kwestionują polską granicę zachodnią”. W prześmiewczym tonie zwróciła uwagę, że ona tego nie rozumie. Cóż, aby to zrozumieć, wystarczy po prostu umieć obsługiwać komputer na poziomie wchodzenia do Internetu, aby tam odnaleźć wypowiedzi np. Rudiego Pawelki wołającego o niezabliźnionej ranie na Wschodzie Niemiec, czy Eriki Steinbach, która jako jedyna w Bundestagu głosowała przeciwko uznaniu polsko-niemieckiej granicy. Biorąc pod uwagę fakt zasiadania pani Steinbach we władzach CDU, która teraz sprawuje władzę w Niemczech, to jej wypowiedzi nabierają większej wagi. W świetle tego wypowiedź kandydata PiS-u jest całkowicie zrozumiała. Pozostaje jednak zagadką, czy pani redaktor TVN24 okazała się ignorantką (więc po co w ogóle się odzywa i stroi w piórka wszechznawczyni), czy też specjalnie chciała wprowadzić słuchaczy w błąd (a to nazywa się manipulacją). Na to niech każdy sam sobie odpowie.

W drugim przeglądzie prasy pan Jacek Żakowski cytował artykuł „Dziennika Polska”, w którym opisano fakt zakupu na potrzeby VIP-ów supernowoczesnego samochodu, chroniącego przed zamachami terrorystycznymi. Zastanawiał się przy tym głośno, czy w samochodzie tym prezydent będzie czuł się komfortowo. Problem tylko w tym, że w cytowanym artykule pracownik BOR-u mówi, że samochodem tym będą jeździć prezydent i premier. Czemu jednak panu redaktorowi postać szefa polskiego rządu umknęła, tego nie wiadomo. Wystarczy, jeśli telewidzowie będą psioczyć na prezydenta, że wyrzuca w błoto 2 mln polskich złotych (w domyśle dodając, że na swoje kaprysy). I znowu mam zagwozdkę: czy jest to świadome działanie dziennikarza, czy też ujawnia się prawda, że polscy pismacy nie umieją czytać ze zrozumieniem? Jeśli to pierwsze, to zgroza mnie ogarnia, bo dokąd zaprowadzą nas, dzierżąc koryfeusz polski w dłoniach, ale jeśli to drugie, to tym większa trwoga, bo cóż może napisać mądrego ten, kto czytać nawet nie umie. A ponadto, kto pomaga mu rozumieć rzeczywistość, wskazując odpowiednie akapity? I gdzie jest wolność myśli i słowa?

Sapere auso

Polska historia ma w swoim rezerwuarze także pochwałę mądrości. Król Stanisław August Poniatowski na cześć Stanisława Konarskiego nakazał wybić medal z zaczerpniętą z wiersza Horacego (częściowo strawestowaną) sentencją: „Temu, który odważył się być mądrym”. Odwołując się do tego samego wiersza, Immanuel Kant twierdził, że: „Niepełnoletność to niezdolność człowieka do posługiwania się swym własnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Zawinioną jest ta niepełnoletność wtedy, kiedy przyczyną jej jest nie brak rozumu, lecz decyzji i odwagi posługiwania się nim bez obcego kierownictwa”. Słowa te dedykuję wszystkim maturzystom, a także czytelnikom gazet i słuchaczom radiowo-telewizyjnych pogadanek dziennikarskich. Mądrością jest nie tylko słuchać mądrych, ale przede wszystkim myśleć i nie dać się wodzić za nos. Bo inaczej ani mądrości, ani urody mieć nie będziemy.

Ks. Jacek Świątek