Jak sobie radzić?
Tzw. rząd ma zamiar wcielić w czyn dane narodowi słowo! I to nie jakieś zapowiadane w przedwyborczej kampanii 2023, ale takie sprzed paru miesięcy, potwierdzone wczesną wiosną roku aktualnego i znowu potwierdzone przed paroma dniami. Czyli to musi być prawda! Czyli szczęść Boże i raduj się, kto może. Albowiem do każdego (sic!) domu trafi od rządu przesyłka. I to nie byle jaka. Dowód troski o Polki, Polaków i Polaczęta. Fanfary gotowe? No to tadammm!
Przygotowywany przez MSWiA, MON, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa „Poradnik kryzysowy” już prawie w drodze. Jak tylko dotrze, wyedukuje obywateli, obywatelki i obywatelęta w kwestii radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych.
No więc dostaniecie, wyżej wymienieni, wspierającą was w kwestii przygotowania się na – nie tylko związane z konfliktami zbrojnymi – zagrożenia broszurę. Wzorowaną na szwedzkiej (czyli z wielkiego świata) publikacji doradzającej na przykład, co macie zrobić na wypadek odebrania wam prądu. A można nie tylko domniemywać, ale mieć wykraczającą poza domniemanie pewność, że istnieją spore szanse na oficjalne pozbawienie jego dostaw równie sporej grupy mieszkańców zakoczowanych pomiędzy Odrą i Wisłą.
Mają być też w broszurze porady, jak udzielać poszkodowanym pierwszej pomocy, zabezpieczyć dom przed pożarem, zadbać o bezpieczeństwo domowych zwierząt, jak rozpoznać sygnał ogłaszający zagrożenie, a jak ten je odwołujący. I jakie chomikować zapasy, żeby w odcięciu od świata przeżyć całe trzy dni.
Co do poradzenia sobie z brakiem prądu, to ja mogę już dziś, zanim dotrze broszura, po znajomości czytelników – nomen omen – oświecić. Bo się już od początku koalicyjnego zarządzania Polską na różne ewentualności przygotowywać zaczęłam. I wynalazłam w internetach, póki jeszcze jest prąd, taki przepis na poradzenie sobie z jego brakiem. Potrzebny jest tylko patyczek do czyszczenia uszu i olej albo oliwa. No i jeszcze dostęp do piasku. I wody. I jeszcze szklanka albo jakiś inny szklankopodobny rekwizyt. No więc – ustawiamy szklankę, wsypujemy do niej piasek (tak 1/3 szklanki), zalewamy wodą, na wierzch olej albo oliwa, w piasek wbijamy patyczek i podpalamy. (Czyli musimy mieć jeszcze jakieś zapałki/zapalarki.) I tak czekamy, aż nam oddadzą prąd, żeby móc po pracy/po robocie na spokojnie broszurowe porady przeczytać. No chyba że nie oddadzą – to wtedy problem z grzywki.
Co do kosztu rządowej dystrybucji – są przecieki o kilkunastu do kilkudziesięciu milionach zł.
Zatem – zaglądajcie, rodacy, do pocztowych skrzynek. Wszak nie znacie dnia ni godziny. A jeśli obok grożącej zawałem serca faktury za prąd znajdziecie tam poradnik od rządu, to jesteście uratowani.
Doprawdy – słuszną linię ma nasza władza!
Anna Wolańska