
Azymut: Rzym
- Młodzi muszą mieć świadomość, że Kościół na nich czeka i daje im przestrzeń do realizacji swoich zadań - mówi diecezjalny duszpasterz młodzieży i prezes Fundacji Nieprzeciętni ks. Radosław Piotrowski.
To właśnie ks. Radek przewodzi dziesięcioosobowej grupie rowerzystów, którzy pod hasłem „Od młodości do wieczności” na jubileusz w Roku Świętym wyruszyli jako pierwsi. Wyjechali z Siedlec rankiem 6 lipca, po Mszy św. w kościele Ducha Świętego i błogosławieństwie, którego udzielił im bp Grzegorz Suchodolski.
Inni dotrą do Rzymu samolotem bądź samochodami. Na jubileusz zarejestrowało się łącznie ok. 140 młodych z naszej diecezji.
Prawie 2 tysiące kilometrów
Pomysł, by do Rzymu dotrzeć na dwóch kołach, zrodził w ubiegłym roku, podczas pieszej wędrówki, w której udział wzięła młodzież związana z Centrum Duszpasterstwa Młodzieży w Siedlcach. Okazja ku temu nadarzyła się w 2025 r., Roku Jubileuszowym, podczas którego do Rzymu zapraszane są różne stany i grupy zawodowe. Dla młodzieży to duże wyzwanie, ale grupa zebrała się dość szybko. Tworzy ją dziesięć osób: cztery dziewczyny i sześciu chłopaków, którzy pod przewodnictwem ks. Radosława – przy wsparciu aplikacji, która ułatwi planowanie trasy i nawigację – dojadą do celu 27 lipca, pokonując w ciągu 21 dni 1,8 tys. km. Zakładany dzienny dystans to 100-140 km, bez sztywnego określania godzin spędzonych na rowerze. – „Pielgrzymi nadziei” – to hasło Roku Jubileuszowego, w którym trwamy. My również jako pielgrzymi chcemy uczyć się nadziei; jesteśmy zresztą po Jerychu Młodych, z którego wyjechaliśmy ze słowami „Zaufaj i idź”. To ważne, bo rozpoczynając pielgrzymkę, nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego, co spotka nas w drodze – mówi ks. R. Piotrowski.
Najpierw zaprawa, potem wyprawa
Do wyjazdu rowerzyści przygotowywali się przez cały rok, ćwicząc, jeżdżąc rowerami, szykując sprzęt, szukając wskazówek, m.in. jak spakować się na tak długą, wymagającą trasę. Korzystali m.in. z doświadczeń Niniwa Team – oblackich wypraw rowerowych, i podpowiedzi ks. R. Piotrowskiego, który ma na koncie kilka dłuższych takich eskapad. W weekend majowy rowerzyści pojechali na wyprawę przygotowawczą. Jak mówią, pozwoliła ona zrozumieć, co znaczy ewangeliczne przesłanie „Jedni drugich brzemiona noście”. W drodze łatwiej zrozumieć, co znaczy wyrozumiałość, wzajemne wsparcie, pomoc w naprawie zepsutego roweru, zmęczenie.
W ciągu trzech tygodni grupa planuje kilka jednodniowych odpoczynków połączonych ze zwiedzaniem. Punkty na mapie, do których przypisane będą postoje, to Wiedeń, Wenecja, Asyż – tutaj spoczywają szczątki bł. Carla Acutisa, patronującego duszpasterstwu młodzieży, oraz Rzym. – Liczymy się z tym, że w lipcu będą upały, dlatego planujemy wstawać i wyruszać w drogę wcześnie rano, by jak najdłuższy odcinek przejechać bez zmagań ze słońcem. Poza tym po południu zawsze jedzie się ciężej, bo dochodzi ogólne zmęczenie. W trakcie dnia będzie pauza na Mszę św. i na obiad – tłumaczy przewodnik grupy. – Naszym celem jest przede wszystkim bycie ze sobą. Zawsze powtarzam, że dzisiaj Kościół młodych musi przede wszystkim myśleć o tym, żeby być wspólnotą dla młodych. I mamy nadzieję, że też dla naszej dziesiątki ten wspólny miesiąc bycia ze sobą, bo wracamy samolotem dopiero po zakończonym jubileuszu, 4 sierpnia, będzie czasem doświadczania siebie nawzajem i troski o siebie, pewnie też walki ze swoimi emocjami i z różnego rodzaju słabościami – dopowiada ks. Radek.
Radość większa od lęku
Zuzanna do pielgrzymki rowerowej przygotowywała się cały rok. – Chodziłam na siłownię i kompletowałam sprzęt, dużo czytałam na temat tego rodzaju wypraw. Ich uczestnicy podkreślają, że najważniejsza jest głowa. Jeżeli powiesz sobie: dojadę, to osiągniesz cel. W moim przypadku taką motywacją jest ogromna chęć udziału w takim przedsięwzięciu. Wierzę, że dojadę. Wydaje mi się, że to nastawienie pomoże mi mentalnie – mówi Zuzia. Pytana o obawy, zapewnia, że więcej ma w sercu radości niż lęku. Nie ukrywa, że w drodze towarzyszyć jej będzie pewna osobista intencja, co zawsze daje siłę.
Kacper chodził na pielgrzymki piesze, ale wie, że pielgrzymowanie na dwóch kołach to zupełnie inne wyzwanie, nie mówiąc o kilometrach. Jest jednak przekonany, że weźmie udział w wyjeździe życia i wielkiej przygodzie. – Wiem, że będzie to jedna z rzeczy, które nigdy się nie powtórzą. Nie zakładam, że będzie łatwo. Swój wysiłek, trudy fizyczne, ale też duchowe – a na pewno się pojawią – ofiaruję w intencji dusz czyśćcowych. Ta intencja zawsze była mi bliska, bo wiem, że tylko w taki sposób można im pomóc – mówi.
– Moja intencja jest taka, żeby duszpasterstwo młodych się rozwijało – dodaje ks. Radek.
AWAW