Przez uśmiech i życzliwe gesty
Pierwsze niepokojące symptomy pojawiły się około drugiego roku życia dziecka. - Syn przestał reagować na swoje imię. Zachowywał się tak, jakby nie słyszał… - wyjaśnia Monika Dana, mama Kacpra. - Jego mowa zatrzymała się na sylabizowaniu. Wcześniej ruchliwy, nagle stał się wycofany. Potrafił w jednej pozycji godzinami układać w rządku samochodziki bądź rysować przy stoliku.
Pytana o drogę wiodącą do diagnozy, wspomina wizytę swojej mamy, a babci chłopca, u psychologa. Po wprowadzeniu terapeutki w okoliczności odbiegających od normy zachowań Kacpra padło hasło „autyzm”. – Nigdy wcześniej nie zetknęłam się z tym terminem – przyznaje pani Monika, zaznaczając jednocześnie, iż celem potwierdzenia wstępnego rozpoznania dostali kontakt do ośrodków specjalizujących się w tej dziedzinie. – Do końca miałam nadzieję, że szczegółowe badania wykluczą najgorsze… Niestety! Po pierwszym szoku musiałam uzbroić się w cierpliwość i nabrać sił – wyznaje.
Pierwsze kroki
Ostateczną diagnozę – jak tłumaczy mama Kacpra – poznali po roku. Jej syn skończył wówczas trzy lata. Trafili do ośrodka Synapsis. Jeszcze przed rozpoznaniem choroby M. Dana jeździła wraz z dzieckiem do prywatnej poradni poleconej przez psychologa. Dodatkową stymulację służącą jego rozwojowi przeprowadzała też w domowych warunkach. – Było bardzo ciężko – przyznaje, nie ukrywając, iż zmotywowanie Kacpra do pracy zahaczało nieraz wręcz o walkę. – Zaczęliśmy od zabawy. ...
Agnieszka Warecka