Komentarze
Źródło: MB
Źródło: MB

(S)tłumione społeczeństwo

Temperatura polityczna w naszym kraju dochodzi raczej do stanu wrzenia. Ujawnianie coraz to nowszych afer i skrywanych przed opinią publiczną działań osób z establishmentu wprawia w zdumienie nawet najwytrwalszych obserwatorów naszej sceny politycznej.

Zaangażowanie mediów po jednej lub po drugiej stronie staje się jeszcze jednym czynnikiem powodującym zamęt i chaos. Zdziwienie jednakże budzi fakt, że oskarżane o działania niezgodne z prawem osoby, a przynajmniej ich ugrupowanie czy lider, nadal cieszą się w rankingach znaczną popularnością. Przypominając wydarzenia związane z aferą Rywina i spadek notowań rządu Leszka Millera, nie sposób zadać sobie pytania: dlaczego tak się dzieje?

Spuentowanie sprawy stwierdzeniem, że jest to zdrowy objaw życia politycznego w Polsce i dojrzałości naszych obywateli, zdaje się nie być dobrą odpowiedzią, ponieważ w obliczu uderzania owych odkrywanych afer w interesy zwykłych Polaków (chociażby sprawa stoczni), naturalną odpowiedzią byłaby chęć rozliczenia tych, którzy za nimi stoją. Można zaryzykować tezę, że społeczeństwo zdaje się postępować właśnie bardziej nieracjonalnie niż zgodnie z kanonami logicznego myślenia. Wydaje się, że problem leży gdzie indziej, mianowicie w samej konsystencji naszego dzisiejszego społeczeństwa.

„Wódz, a za wodzem wierni”

Na pierwszy rzut oka społeczeństwo składa się z jednostek świadomych swoich działań i biorących za nie odpowiedzialność. Tak przynajmniej zakładają liczne liberalne teorie społeczne będące dzisiaj w modzie. Udowadniana przez dziennikarzy i polityków podmiotowość każdego człowieka w naszej społeczności została uznana za dogmat, któremu nikt, kto chce w tej społeczności odgrywać jakąś rolę, nie zaprzecza i go nie podważa. Tymczasem homogeniczność myślenia naszych obywateli zdaje się wskazywać na coś zupełnie innego. Jak zatem pogodzić ów okrzyczany dogmat z tym, co obserwujemy na co dzień w politycznej rzeczywistości? Można stwierdzić tylko jedno: nie mamy do czynienia ze społecznością świadomych i wolnych jednostek, będących kowalami swojego losu, kierujących się logiką, ale z tłumem, jakkolwiek nie brzmi to zbyt miło. Zapewne podniosą się zaraz głosy „świętego oburzenia”, lecz zanim je wypowiemy, zastanówmy się chwilę, czy rzeczywiście tak nie jest.

W swoim dziele „Psychologia tłumu” żyjący na przełomie XIX i XX w. francuski psycholog Gustaw Le Bon zauważa, że wiek XX będzie wiekiem tłumu. Nie przewidział jednakże, iż fakt ten przesunie się również na XXI w. Jednym z przejawów dojścia tłumu do władzy jest według niego rozprzestrzenienie się systemu wyborów nie tyle demokratycznych, ale obejmujących wszelkie warstwy społeczne. One decydują teraz o tym, co dzieje się w kraju. Słynna fraza, że głos sprzątaczki jest równy głosowi profesora uniwersytetu, znajduje tutaj swoje potwierdzenie. Głos głosowi w wyborach jest równy, ale czy wiedza sprzątaczki jest równa wiedzy profesora?

Zadziwiająca staje się postawa szarych ludzi wobec np. spraw związanych z ociepleniem się klimatu. Wszyscy popierają coraz to nowsze (i niestety głupsze) rozwiązania, jakby w tej materii byli ekspertami. A że nikt nie jest w stanie odróżnić rodzajów wiatrów, np. pasatów od monsunów, to już inna sprawa. Wskazuje to na prawdziwość tezy Le Bona: „Tłum nie posiada wielkiej zdolności rozumowania; posiada w zamian wielką zdolność do działania.” Nie sposób oprzeć się wrażeniu, zwłaszcza czytając różne fora czy też obserwując sondażowe słupki, nie mówiąc już o wyborach, że wizja francuskiego psychologa zdaje się być dzisiaj jak najbardziej prawdziwa. Ów tłum sprawia, że jednostka traci poczucie odpowiedzialności za swoje działania, a co za tym idzie również możność samooceny. Ważne jest to, co powiedzą inżynierowie od „duszy tłumu”. Dlaczego jednak ludzie pozwalają wcielić się w tłum? I znowu Le Bon zwraca uwagę, że są trzy powody: dzięki liczebności tłumu jednostka nabywa poczucia niezwyciężonej potęgi, ponadto działa „hipnotyczna zaraźliwość”, ale co najważniejsze staje się w tłumie podatna na sugestie. Le Bon uważa to (i słusznie) za degradację kulturową, ponieważ zamiast działań racjonalnych tłum kieruje się drażliwością, impulsywnością, zmiennością, łatwowiernością i podatnością na sugestie. Czy nie jest to prawdziwe, można przekonać się jasno, chociażby oglądając „Szkło kontaktowe”.

Demokracja i uczestnictwo

Nauczanie społeczne Kościoła zwraca uwagę nie tyle na system ustrojowy, który panuje w danym kraju, ile raczej na to, czy zapewnia on uczestnictwo ludzi w procesach dokonujących się w społeczności. Uczestnictwo w odróżnieniu od działania tłumnego zakłada wolność i świadomość, czyli odpowiedzialność za podejmowane decyzje, a to z kolei – posiadanie charakteru, czyli umiejętności rozeznawania i dokonywania wyborów pod wpływem rozumu, a nie emocji. Problemem dzisiejszym jest to, że większości społeczeństwa wmówiono podmiotowość, podejmując jednocześnie działania, aby tej podmiotowości nie realizować w praktyce. Przykładem jest chociażby głosowanie na zupełnie nieznanych ludziom kandydatów, których jedyną rekomendacją jest to, że należą do „słusznej siły”. W przypadku np. CBA nie jest ważne, jaki jest kaliber wykrywanych spraw, ale to, że Mariusz Kamiński wcześniej należał do jednej z partii (co w przypadku chociażby A. Kwaśniewskiego czy W. Cimoszewicza problemem już nie było). Obecność w polskim życiu politycznym takich osób, jak J. Palikot, S. Niesiołowski czy S. Karpiniuk, tezę o tłumowości naszego społeczeństwa potwierdzają jeszcze dobitniej. Iluzja podmiotowości połączona z całkowitym brakiem rozeznania w tym, co najważniejsze, powoduje, że głównym dzisiaj argumentem w dyskusji polityczno-społecznej jest stwierdzenie: „A ja tak myślę!” oraz emocjonalne odonoszenie się do przeciwnika. Zaklaskiwanie i wyśmiewanie inaczej od nas myślących jest tutaj najlepszym przykładem.

Zamiast puenty

Wracając niedawno pociągiem, wdałem się w dyskusję z jedną panią o sprawie (dziś jakoś zapomnianej) Beaty Sawickiej. Moja rozmówczyni perorowała, że zastawili na nią pułapkę, że rozkochali biedną kobietę, że ją osaczali jak stado gończych ogarów. Wysłuchałem jej przemowy, a potem zadałem krótkie pytanie: dlaczego spośród 460 posłów CBA uwzięło się właśnie na tę posłankę? Może w jej działaniach i zachowaniach były znamiona przedsięwzięć korupcyjnych? Pani początkowo nic nie odpowiedziała, a potem cicho westchnęła: „Może to i racja…”. Tylko czy następnego dnia pragnienie bycia w tłumie (zdającym się nobilitować) nie zadziałało ponownie?

Ks. Jacek Świątek