
Tu zatrzymuje się kultura
W miejscu, gdzie dziś zatrzymują się jedynie autobusy szkolne, zaczyna tętnić życie lokalnej społeczności. Folkowa aranżacja dawnego przystanku to nie tylko efektowna zmiana wizualna - to także impuls do integracji i dumy z lokalnego dziedzictwa.
Inspiracja z zewnątrz, energia z wewnątrz
– Pomysł nie jest oryginalny, bo podobne realizacje widziałam w województwie łódzkim, gdzie Fundacja Tu Brzoza zaadaptowała wiejskie przystanki do zaprezentowania malarstwa polskiego inspirowanego kulturą folkową – przyznaje P. Derkus. – Ale gdy pięć lat temu sprowadziłam się do Romanowa i zobaczyłam ten przystanek, od razu pomyślałam, że ma podobny potencjał.
Potencjał rzeczywiście był – i został w pełni wykorzystany. Wiata odnowiona za ok. 16 tys. zł z funduszu sołeckiego, przeszła gruntowną metamorfozę. Wstawiono okna i stylizowane okiennice, wykonano nową wylewkę podłogową, podbito i ocieplono dach, a całość pomalowano. Najbardziej charakterystycznym elementem są wzory pereborowe, czyli motywy tkackie typowe dla tradycyjnych strojów nadbużańskich i włodawskich.
– Chcieliśmy, by to miejsce odzwierciedlało charakter naszej wsi: jej łagodność, delikatność, różnorodność i naturalne piękno – podkreśla sołtys Romanowa. – Wokół nas są łąki pełne rumianków, maków i chabrów, więc zależało nam, by ten klimat był tu obecny – dodaje.
Wszystkie ręce na pokład
Romanów – choć niewielki – tętni społeczną energią. Wieś nie posiada świetlicy, więc pomysł z przystankiem jako tymczasowym centrum kultury spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem.
– Brakowało nam miejsca do spotkań, integracji. Koło Gospodyń Wiejskich „Rumianki”, choć działa prężnie, też nie miało swojej przestrzeni. Dlatego postanowiliśmy, że stanie się nią przystanek – mówi P. Derkus. – Oczywiście wciąż marzymy o własnej świetlicy i liczymy, że to życzenie kiedyś się spełni – podkreśla.
Poza pracami sfinansowanymi z funduszu sołeckiego wiele zrobiono w czynie społecznym. Mieszkańcy sami stworzyli ogródek ziołowo-kwiatowy, ułożyli kostkę brukową wokół przystanku, pomalowali wzory, powiesili zasłonki, zamontowali karnisze i przygotowali wystawę zdjęć prezentujących uroki Romanowa. Każdy dorzucił coś od siebie – czas, materiały, pracę.
– To naprawdę przykład lokalnej inicjatywy. Wszystkie ręce na pokład – dodaje z dumą sołtys Romanowa. – Chcemy, żeby było u nas lepiej i piękniej, byśmy czuli, że wspólnie budujemy coś trwałego i wartościowego – zaznacza.
Od wiaty do skansenu?
Folkowy przystanek to być może dopiero początek większej wizji. Jakiś czas temu władze gminy wyszły z propozycją utworzenia w Romanowie skansenu ludowego. Miałby on powstać w zabytkowym domu przeniesionym z centrum Janowa. Miejscowość odwiedził już nawet konserwator zabytków.
– Czekamy na decyzje, ale już dziś prezentujemy gotowość – zapewnia sołtys. – Pokazujemy, że mamy wiele do zaoferowania, że się rozwijamy, a przede wszystkim mamy zaplecze i chęci. Jedna z członkiń naszego koła zdobyła nawet stypendium Instytutu Kultury Wsi i uczy się tradycyjnego wypieku korowaja weselnego. Krok po kroku budujemy lokalną kulturę – zaznacza.
Miejsce, które jednoczy
To właśnie kultura i integracja są kluczowymi słowami w tym projekcie. Przystanek folkowy to nie tylko estetyczna przestrzeń, ale przede wszystkim pretekst do bycia razem. W przyszłości ma się tu pojawić kącik dla dzieci, może piłkarzyki lub gry planszowe – wszystko zależy od potrzeb mieszkańców.
– Integracja jest dla nas najważniejsza. Widać, że ludzie potrzebują przestrzeni do rozmowy i wspólnego działania – twierdzi sołtys. – I choć działamy lokalnie, jesteśmy otwarci na współpracę z innymi wsiami i środowiskami. Nie robimy tego, żeby się chwalić, tylko po to, by pokazać, że nawet w małej społeczności można wykrzesać pozytywną iskrę – podkreśla.
Romanów pokazał, że z pozoru niepozorna wiejska wiata może stać się sercem kultury i symbolem wspólnoty. To historia o tym, że przy odrobinie determinacji i współpracy można stworzyć coś naprawdę wartościowego.
– Zapraszamy wszystkich do współpracy, nie zamykamy się na siebie. Wierzymy, że takie działania mają sens. I że właśnie w takich małych miejscach może zacząć się coś wielkiego – dodaje P. Derkus.
DY