Z przyziemnej perspektywy
Jak tylko „słońce Raka zagrzewa”, to wysypują się na nią tabuny i pieszych, i zmotoryzowanych niekoniecznie mających w poszanowaniu przypisane im zakazy i nakazy. Ale takiego zgromadzenia, jak w weekend 21-22 czerwca, jeszcze tutaj nie było. A wszystko za sprawą zlokalizowanego nad siedleckim zalewem hip-hopowego festiwalu. 20 tys. biletów w słusznej cenie rozeszło się po ludziach już na 46 dni przed imprezą. A jak takich zabrakło, to pojawiła się ostatnia szansa, czyli bilety dla desperatów, którzy utworzyli kolejkowego węża przy reprezentacyjnym (czyt. najbardziej krytykowanym) nadzalewowym przybytkiem.
Nie ma się więc co dziwić, że już od sobotniego poranka artystyczne „leć głosie po rosie” próbnie się niosło, że hej.
„Energia, którą nam daliście, była po prostu kosmiczna. Jesteście najlepsi!” – podkręcali organizatorzy festiwalową publiczność po pierwszym dniu występów.
Tajemnicą tychże, przynajmniej dla mnie, pozostaje opis imprezy. No bo jak to? Piszą np., że „Before Festival otworzy w tym roku festiwalowy sezon w Polsce!”. A niedawno wieść (nie do końca życzliwa, ale jednak) niosła, że odbył się już np. festiwal w mieście Opolu. Może beforowcy go nie zauważyli albo czysto po ludzku zapomnieli, że się taki odbywa, albo – co gorsza – dlatego, że innej orientacji jest. Albo piszą np., że „data jest nieprzypadkowa: 21-22 czerwca to czas rozpoczęcia wakacji i tym samym idealna okazja do wspólnego świętowania razem z nami”. To czemu moi znajomi pedagodzy się cieszą na 28, kiedy to swoim pupilkom i niepupilkom rozdadzą wreszcie świadectwa? Ale może… kto bogatemu zabroni prywatne terminy mieć?
W ramach przewidywanej nawały zapodano zmiany w organizacji ruchu nad zalewem, ale niewiele to dało. Oficjalne ogłoszenie wyłączenia ul. Mazowieckiej z ruchu kołowego i zagwarantowanie dostępu mieszkańcom tego rejonu było sympatycznym ukłonem skierowanym w kierunku ludzi osiedlonych przy tej ulicy, ale nie rozwiązywało problemów. Rozstawione po obu stronach drogi samochody miłośników hip-hopu już od popołudnia uruchamiały niezłą ekwilibrystykę, kiedy nadjeżdżały ku sobie z przeciwległych stron. Wjechanie zaś do czy wyjechanie z własnej bramy mieszkańców wspomnianej Okrężnej graniczyło – jak to mówią – z cudem. Co bardziej operatywni finansowo obywatele podejmowali próbę wprowadzenia w życie uchwały stanowiącej odpłatność za parkingowanie cudzego samochodu przed ich posesją, ale uchwała umarła śmiercią naturalną zanim się jeszcze urodziła.
Jak by na to nie patrzeć, hip-hopowe przedsięwzięcie nad zalewem pokazało, że Siedlce żadnej sroce spod ogona nie wypadły. Ani nawet innemu, niekoniecznie upierzonemu, przedstawicielowi fauny też.
Anna Wolańska