Historia
PAWEŁ STEFANIUK
PAWEŁ STEFANIUK

Z miłości do przeszłości

Piotrek Besaraba ma 13 lat, jest harcerzem, lubi historię, a swoje zainteresowania realizuje w Grupie Rekonstrukcji Historycznej „Niepodległa” z Białej Podlaskiej. Nasi czytelnicy znają go z okładki 22 nr. „Echa”.

Na zdjęciu zrobionym w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Siedleckiej podczas błogosławieństwa i odsłonięcia pamiątkowych tablic z nazwiskami księży naszej diecezji, którzy w XIX i XX w. ponieśli śmierć z ręki zaborców i okupantów, widać go pełniącego wartę. W stroju „z epoki”, z bronią i dumnie uniesioną głową Piotrek idealnie wpasował się w atmosferę tego doniosłego wydarzenia.

Po drugiej stronie tablic stał podczas uroczystości jego tata – Jerzy Besaraba, który do Nowego Opola wybrał się wraz z innymi radnymi parafii w Huszczy, na czele z jej proboszczem ks. Mariuszem Czyżakiem. Postanowił zabrać ze sobą syna. Obaj wystąpili w przebraniach nawiązujących do wyglądu powstańców. Nieprzypadkowo, bo dowódcą oddziału powstańczego składającego się m.in. ze szlachty z Wisek i Huszczy był administrator parafii w Huszczy ks. Walenty Nawrocki, którego nazwisko znalazło się na tablicy upamiętniającej duchownych prześladowanych za udział w powstaniu styczniowym.

 

Harcerstwo i grupa rekonstrukcyjna

Piotrek jest uczniem VII klasy szkoły podstawowej w Łomazach, do których dojeżdża z miejscowości Koszoły. Od dwóch lat działa w I Drużynie Harcerskiej „Amici” w Łomazach. Nie ukrywa, że zapisał się do niej z myślą o tym, żeby w wakacje wyjechać na obóz. Ale spodobało mu się, tym bardziej że harcerskie ideały zawierają wiele odniesień do historii, która jest jego pasją. 1 sierpnia 2023 r., podczas miejskich obchodów rocznicy wybuchu powstania warszawskiego w Białej Podlaskiej, na prośbę bialskiej Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Niepodległa” Piotrek jako mały powstaniec – w mundurze i hełmie, z karabinem przewieszonym przez ramię – trzymał straż przy tzw. ścianie straceń. W tej roli wypadł tak dobrze, że zaproponowano mu, by dołączył do grupy i zaczął brać udział w różnych wydarzeniach i rekonstrukcjach. Jest jej najmłodszym uczestnikiem, ale – jak mówi – nie wyróżnia się niczym poza tym, że czasami strój, w jakim ma wystąpić, wymaga skrócenia albo przeszycia.

Okresem w dziejach, który interesuje go najbardziej, jest I wojna światowa. – To dlatego, że była najbardziej rewolucyjną wojną w historii – uzasadnia. Dodaje, że chciałby z historią związać swoją przyszłość, tyle że nie wie jeszcze, w jaki sposób.

 

Ojciec w ślady syna

Pociągnięty przykładem syna do grupy rekonstrukcyjnej wstąpił też pan Jerzy. – Historią interesowałem się od zawsze. Kiedy zawiozłem Piotrka raz, potem drugi i trzeci na wydarzenie, w którym udział brała „Niepodległa”, zacząłem wkręcać się w klimaty, które łączą cześć dla polskich dziejów z odtwarzaniem ważnych wydarzeń. Najpierw dołączyłem do rekonstruktorów. Potem spróbowałem sił w organizowaniu uroczystości historyczno-patriotycznych – mówi J. Besaraba. 9 lutego br., w rocznicę bitwy pod Łomazami stoczonej w 1863 r., w Koszołach odbył się zorganizowany przez niego piknik historyczny. W programie była m.in. rekonstrukcja bitwy poprzedzona inscenizacją wydarzeń z okresu zaborów, do której napisał scenariusz. Podobnie jak do widowiska w innej miejscowości gminy Łomazy – Mazanówce, wystawionego 25 maja, przy okazji odsłonięcia kamienia upamiętniającego powstańców poległych w bitwie powstania styczniowego. Na zaproszenie organizatorów w Mazanówce stawiło się około dziesięciu grup rekonstrukcyjnych.

 

Zaciekawić historią, wzbudzić dumę

– Patrząc na nas występujących w strojach historycznych, ktoś mógłby pomyśleć, że robimy to dla frajdy. My natomiast traktujemy to jako swego rodzaju misję. Zależy nam, by w taki sposób pokazać pewien wycinek historii, by ludzie, którzy nas oglądają, coś przeżyli, zapamiętali, zaciekawili się przeszłością, poczuli dumę – mówi pan Jerzy. To, że przy takich okazjach pojawia się razem z synem, tłumaczy chęcią wspierania jego zainteresowań. – Piotrek z wielką powagą podchodzi do historii Polski. Szkoda byłoby, gdyby ten ogień wygasł. Ma też łatwość wcielania się w role historyczne. Staje obok dorosłych rekonstruktorów na „polu bitwy”. Nie wstydzi się wejść w historycznym stroju do kościoła czy kaplicy, wie, jak się zachować. Z kolei na piknikach czy innych podobnych imprezach ma okazję porozmawiać, wymienić się poglądami z innymi, podzielić się wiedzą. Widzę, że bardzo dobrze to na niego wpływa. A satysfakcję przynosi i jemu, i mnie – tłumaczy J. Besaraba.

Błogosławił powstańców

Prawie 160 lat temu administrator parafii w Huszczy ks. Walenty Nawrocki za zaangażowanie w powstanie styczniowe został aresztowany i osadzony w więzieniu. Rok później, skazany na osiedlenie na Syberii, wyruszył w podróż, z której nie było drogi powrotnej.

 

W. Nawrocki urodził się 14 lutego 1792 r. w Sierpcu w rodzinie mieszczańskiej. Kształcił się u bernardynów w Sierpcu, potem nauczał „po domach”. W 1814 r. wstąpił do seminarium duchownego w Płocku. Po roku przeniesiony do seminarium św. Jana w Warszawie, gdzie w 1817 r. przyjął święcenia. Przeszedł do diecezji podlaskiej i jako wikariusz posługiwał w parafiach Górki oraz Zbuczyn. W latach 1819-1825 pracował jako prefekt szkół wydziałowych w Siedlcach. W latach 1825-1845 był proboszczem parafii w Knychówku, następnie komendarzem (administratorem) parafii w Huszczy. W powstaniu 1830 r. ks. W. Nawrocki był kapelanem 2 pułku ułanów.

W 1862 r., posługując w Huszczy, ks. Nawrocki, związał się z Organizacją Narodową, która tworzyła struktury tajemnego państwa polskiego i przygotowywała grunt pod powstanie. Wiadomo, że w Huszczy gościli m.in. powstańczy dowódcy: Aleksander Szaniawski, Roman Rogiński, Leopold Czapiński. W noc wybuchu powstania 22 stycznia 1863 r. ks. W. Nawrocki błogosławił i kropił święconą wodą powstańców. Wraz z nimi brał udział w ataku na Łomazy. Przez dwa lata ukrywał się później bez dokumentów przy kościele w Kijanach w diecezji lubelskiej. Aresztowano go tutaj 28 lipca 1865 r., a 18/30 sierpnia osadzono w więzieniu w Białej. Zarzucano mu m.in., że był zamieszany w sprawę powieszenia niejakiego Buczyńskiego, rezerwisty podoficera, który uprzedził Rosjan o ataku powstańców na Łomazy, i jego żony. Po konfirmacji wyroku przez namiestnika ks. Nawrocki został 16/28 czerwca 1866 r. wysłany na osiedlenie na Syberii. W styczniu 1867 r. przybył do Tunki, na południu Imperium Rosyjskiego. Ta niewielka osada stała się miejscem zesłania dla 145 księży zaangażowanych w powstanie styczniowe. Tutaj 3 maja 1869 r. ks. Nawrocki obchodził złoty jubileusz kapłaństwa – uroczystościom przewodniczył naczelnik powstania styczniowego ks. Władysław Polkowski, proboszcz z Mszczonowa. W sierpniu 1872 r. ks. Nawrocki wyjechał do guberni archangielskiej usytuowanej na północy IR, nad Morzem Arktycznym. Na mocy ukazu z 9 stycznia 1874 r. ksiądz został zwolniony z dozoru policyjnego, jednak z zakazem zamieszkania na terenie Królestwa Polskiego. W drodze do Wołogdy w zachodniej części Rosji ks. Walenty złamał nogę i zatrzymał się w Jarosławiu. Zainteresował się jego losem przebywający tam na zesłaniu abp Zygmunt Szczęsny Feliński, on też wystarał się u władz, by mógł on pozostać w Jarosławiu. Ks. Nawrocki zamieszkał u miejscowego stolarza; zajmowały się nim siostra i siostrzenica arcybiskupa. Od końca czerwca 1875 r. do śmierci 13 października 1875 r. opiekował się nim ks. Paweł Knapiński, zesłaniec z diecezji kujawskiej.

Opr. na podst. „Słownika lubelskich i podlaskich księży – uczestników powstania 1863 roku”  prof. Eugeniusza Niebelskiego.