Tonący powietrza się chwyta
Słowa jednego z najczęściej cytowanych dziś naukowców na świecie można odnieść również do tego, z czym mamy do czynienia w kraju nad Wisłą. A dzieją się u nas rzeczy przedziwne. Cały aparat państwa wciąż próbuje nie dopuścić do zaplanowanego na 6 sierpnia zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta Polski. Na światło dzienne wychodzi coraz więcej szczegółów choćby „genialnego” planu Donalda Tuska, który próbował naciskać na marszałka Szymona Hołownię, by po otwarciu Zgromadzenia Narodowego natychmiast, pod pretekstem ponownego przeliczenia głosów, zawiesił obrady.
Rozwiązanie takie zasugerował m.in. jeden z prawny autorytetów III RP prof. Andrzej Zoll. Zgodnie z taką koncepcją po formalnym zakończeniu kadencji prezydenta Andrzeja Dudy i nieodebraniu przysięgi od prezydenta elekta obowiązki głowy państwa automatycznie miałby przejąć marszałek, który mógłby podpisać szereg ustaw, w tym tzw. ustawę incydentalną.
Kompletnie odrealniony i bezprawny projekt de facto był niczym innym, jak próbą dokonania zamachu stanu i w największym stopniu obciążyłoby to Szymona Hołownię. Na szczęście lider Polski 2050 szybko pojął, że Tusk chce go wsadzić na minę, i uświadomił sobie, że resztę życia mógłby spędzić na kozetce za kratami.
Kiedy próby nacisków na rotacyjnego marszałka nie przyniosły spodziewanego efektu, do akcji wysłano Adama Bodnara. Po kompromitacji, jaką zaliczył minister sprawiedliwości z tytułem doktora prawa przed „nielegalną” Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych orzekającej o ważności wyborów, wyraźnie widać, że nie o prawo i sprawiedliwość walczy pan minister, ale – w przededniu zakończenia castingu nazywanego rekonstrukcją rządu – o utrzymanie immunitetu. Tym razem szef resortu sprawiedliwości wysłał do marszałka Hołowni pismo, w którym zawiadamia go o braku konstytucyjnych podstaw do zaprzysiężenia prezydenta. Według prokuratora generalnego dotychczas nie została poprawnie stwierdzona ważność wyborów prezydenckich. No i tutaj powraca znana śpiewka, iż Sąd Najwyższy to nie sąd, jego wyroki to nie wyroki, a sędziowie to nie sędziowie. Bodnar, podążając tropem postępowania Tuska – który od pierwszej chwili po ogłoszeniu wyniku czerwcowego głosowania starał się je podważyć, ale nigdy otwarcie ich nie zakwestionował – wpisuje się w krąg osób siejących ferment wśród sukcesywnie topniejącej, ale wciąż jeszcze licznej grupy twardogłowych zwolenników koalicji 13 grudnia.
Epoka mózgu łupanego, w której przyszło nam żyć, produkuje ogromną liczbę wtórnych analfabetów – ludzi niepotrafiących czytać i słuchać ze zrozumieniem. Nic więc dziwnego, że odezwy i apele antypolskiej patokracji wciąż padają na podatny grunt zniewolonych umysłów. Życie w medialnych bańkach absorbuje wielu rodaków bezmyślnie łykających wszystkie farmazony stworzone przez matołów dla matołków.
Dziś widać, że upadająca władza chwyta się już nie przysłowiowej brzytwy, a wręcz powietrza. Ministrowie Tuska, wiedząc, jaka czeka ich przyszłość, szybko nie odpuszczą. Dlatego też musimy mieć świadomość, że przez jakiś czas w kraju wciąż jeszcze będą się działy rzeczy przedziwne.
Leszek Sawicki