Misja pokot?
Wręcz wylewny w społecznościowych mediach szef PO nawet słowem się nie zająknął na okoliczność tego bardzo ważnego dla Polaków święta, a pokrętne próby tłumaczenia absencji szefa rządu przez jego ministrów niczego nie wyjaśniły Być może uznał pan premier swoją na nim obecność za niekonieczną, a może i samo święto za całkiem dla niego zbędne. Nienormalne jakieś. Bo w zasadzie to przez ile lat można takie obchody uskuteczniać?! Przyszłość, a nie odległa przeszłość w relacjach sąsiedzkich się liczy.
A tu nie dosyć, że wrogowie dobrosąsiedzkich relacji za dnia w każdą rocznicę hocki-klocki wrogie jakieś odstawiają, to jeszcze im się zachciewa po nocy te same każdego roku w koło Macieju powstańcze pioseneczki na zacnym warszawskim placu wyśpiewywać. Optymiści, jak już bardzo chcą, to niech sobie przy nadziei uzyskania odpowiedzi w kwestii wspomnianej wyżej nieobecności zostają. Choć nie wydaje mi się zasadne do takiej myśli zbytnio się przywiązywać. Pan premier ma bowiem teraz nie żadne popierdółki, a znacznie bardziej dla niego ważne do ogarnięcia sprawy. Ciepła woda w kranie to na pewno ważniejsza od nie wiadomo jakich tam obchodów jest. A żeby kran zadziałał, należy dokonać najpierw konstrukcji, a zaruteńko potem – rekonstrukcji. Nie – nie kranu. (Nie)rządu.
Póki co – dobrze idzie. Ma się rozumieć premierowi. Bo rzeczywiście wygląda na to, że właściwego rumaka pan premier (na pewno bez strachu?) dosiadł. I choć bardzo niedawno przekonywał, że bezgranicznie ufa spolegliwemu ministrowi Bodnarowi, to go cichcem na porywczego Żurka wymienił. Któren to Żurek od pierwszej minuty swojego urzędowania okrutny popłoch pośród politycznych nieprzyjaciół sieje.
„Nie wiem, skąd tyle wrzawy wokół działań ministra Żurka. Przecież to dopiero rozgrzewka” – dziwuje się zadowolony pan premier. Bo minister Żurek tylu już nieprzyjaciół – niekompetentnymi przez niego dla niepoznaki zwanych – z funkcji rozmaitych zrzucił, że i strach jaką liczbę podawać, bo ta dzisiejsza to za sprawą waleczno-nieulękłego zrekonstruowanego ministra jutro co najmniej potrojona będzie. W związku z powyższym aktualna opozycja – tak przynajmniej donosi ulica (zagranica tym razem elegancką postawę „buzia w ciup” przyjęła ) – trzęsie się ze strachu, że jak wszystkich ich będzie nieuchronnie nowy spec od sprawiedliwości wyrównawczej zamykał, to nie tylko dla pana premiera może celi w niedalekiej przyszłości zabraknąć. Albowiem zrekonstruowany minister od wymierzania mocno zachłanny na to wymierzanie jest.
„Przyszedłem, by służyć państwu, nie sobie” – powiada. „Państwo prawa wymaga poświęceń”. Wygląda na to, że jego misja to pokot politycznych przeciwników. „Chłopcy, (…) dla was to jest igraszką”?
Anna Wolańska