Jak dobrze mieć sąsiada…
Ma się rozumieć w kwestii rozdysponowania pieniędzy z KPO. Bo kto inny, jak nie sabotażysta, zamieszcza w internecie, na rządowej stronie, informacje, które ten rząd mogą do reszty zniweczyć? - Mało to - mówi sąsiad - miał premier Tusk zgryzoty po przegranych prezydenckich wyborach? A tam - miał. Ta zgryzota to dopiero na dobre się zaczyna. A że, jak wiadomo, nieszczęścia chodzą parami, żeby się przypadkiem któreś nie zgubiło, to się i awantura natychmiast rozkręciła.
A ona – prognozuje sąsiad – to do imentu może zniszczyć ten rząd, czyli go całkiem obalić. – A kto – dalej mnie uświadamia – prawie od razu po 13 grudnia te KPO-wskie fundusze odblokował? Jak tylko Unia uwierzyła, że się Tusk za naprawę zepsutego kraju zabierze, to i pieniądze mu od razu dała.
– Jakie tam znowu dała? – się buntuję. Wszyscy będziemy to spłacać – i ja i ty, i wszyscy. A pieniądze dostali niektórzy.
– Ale jakby tak na wszystkich podzielić, to nikt by tej pomocy nie poczuł – ripostuje mój rozmówca. A tak… Całkiem niepotrzebnie źli, wrodzy Tuskowi ludzie problem ten wywlekli, ta łajza, co w internecie wszystko zamieściła.
– Ale – próbuję interweniować – te przyznane prywatnym przedsiębiorcom pieniądze miały uratować ich podupadłe inwestycje. A jak się ma przyznanie grubej kasy na rozwój sieci lokali „Ministerstwo Śledzia i Wódki” w Radomsku i Piotrkowie Trybunalskim? Albo rozszerzenie oferty piwa bezalkoholowego w Wejherowie czy „dywersyfikację działalności” warszawskiego Muzeum Ziemniaka? Albo dywersyfikacja działalności gastronomicznej w klubie dla swingersów?
– To, moja droga – poucza mnie sąsiad – bardzo rozwojowe jest. Po pierwsze: najwyższy czas, żeby ministerstwa i w pomniejszych miejscowościach też były. Po drugie: jak się pije w ministerstwie, to nawet jak pod śledzia, to i tak bardziej kulturalnie niż w jakiejś spelunie jest. Po trzecie: chyba lepiej, żeby się naród bezalkoholowego niż alkoholowego piwa napił, no nie?
W kwestii dywersyfikacji ziemniaka sąsiad sobie poległ, za to w obronę klubu swingersów mocno się zaangażował.
– Ty wiesz, jak ważny jest wolny, niezobowiązujący seks? – naskoczył na moją niewiedzę. – A po takim seksualnym maratonie to jak się chce jeść? – popisał się praktyczną wiedzą.
– A jacht albo solarium w pizzerii? – nie ustępuję.
– No a może ten jacht to jest inwestycja? – znowu na mnie naskoczył. – I tam na przykład są szkolenia z obsługi takich jachtów? A jak siedzisz w pizzerii i czekasz, i marnujesz czas, to nie lepiej go na poprawienie opalenizny wykorzystać?
Któryś z koalicyjnych polityków zaprotestował niedawno przeciwko nazywaniu rozdysponowania KPO-wskich funduszy aferą, bo to co najwyżej aferka. Niekoniecznie mu wierzyłam. Ale sąsiad mnie uświadomił, że nawet o aferkach nie może tu być mowy. A Państwo jak uważają?
Anna Wolańska