Komentarze
Ekologiczna hipokryzja

Ekologiczna hipokryzja

Za nieco ponad miesiąc w Polsce ma zacząć funkcjonować nowy system kaucyjny obejmujący większość plastikowych, metalowych i szklanych opakowań.

Wszystko przez matkę Unię Europejską, która stając na rzęsach, by za naszego życia nie spłonęła planeta, przygotowała i uchwaliła nowoczesne przepisy na miarę swoich możliwości. Mowa o dyrektywie SUP (Single-Use Plastics). Dotychczas szczytem unijnego postępu technicznego i obowiązującej od przeszło roku dyrektywy był m.in. nakaz dwupunktowego uwiązania plastikowych nakrętek do butelek i kartonów.

Jak zapewne wielu z czytelników zdążyło się już przekonać, nie jest to rozwiązanie ani ergonomiczne, ani wygodne. Przytwierdzona na stałe do butelki nakrętka utrudnia picie napoju, a już ponowne jej zakręcenie doprowadza wielu do szewskiej pasji. Odkąd Unia wprowadziła ów nowatorski przepis, okazało się, że np. na szwedzkich plażach ilość odrywanych i wyrzucanych nakrętek wzrosła aż trzykrotnie. Wkurzeni ludzie, nie mogąc swobodnie napić się z tzw. gwinta, a później zakręcić butelkę, odrywają i ciskają zakrętki w piasek.

Tym razem do uciążliwych, czasochłonnych, absurdalnych, wywołujących chaos, a w dodatku kosztownych rozwiązań w ramach tzw. dyrektywy plastikowej dołączy kolejna. Od 1 października do każdej jednorazowej butelki plastikowej o pojemności do 3 l oraz metalowej puszki o pojemności do 1 l doliczana będzie kaucja w wysokości 50 gr. Z kolei do każdej szklanej butelki wielokrotnego użytku o pojemności do 1,5 l sprzedawca doliczy złotówkę. I tak oto np. zgrzewka sześciu półtoralitrowych butelek wody mineralnej zdrożeje o 3 zł.

Pieniądze będzie można odzyskać, oddając puste opakowania do punktów odbioru lub specjalnych automatów. Obowiązek zbierania pojemników i zwrotu kaucji zostanie nałożony na sklepy wielkopowierzchniowe (powyżej 200 m2). Natomiast mniejsze sklepy będą pobierać kaucję, ale przystąpienie do systemu odbioru opakowań w ich przypadku będzie dobrowolne.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda cudownie i przejrzyście. Jednak, jak zawsze w takich przypadkach, pojawia się kilka „ale”. By odzyskać kaucję, każdy będzie musiał iść z niezgniecioną, niepozbawioną etykiety i zakrętki butelką, samodzielnie dostarczyć opakowania do wyznaczonego miejsca odbioru. Krytycy systemu podkreślają, że to dodatkowa uciążliwość dla osób, które już teraz segregują odpady w kilku frakcjach zgodnie z obowiązującymi przepisami. Wątpliwości budzi również to, czy sieć punktów odbioru będzie wystarczająco gęsta, by proces był wygodny i faktycznie zachęcał do oddawania puszek i butelek. Za chwilę system kaucyjny stanie się również argumentem dla samorządów, aby podnieść koszt wywozu odpadów. Dziś wiele z nich za pieniądze uzyskane ze sprzedaży segregowanego plastiku czy metalu jest w stanie zredukować znaczną część kosztu wywozu śmieci.

Najbardziej jednak perfidnym aspektem systemu kaucyjnego jest manipulacyjny przekaz społeczny. System przedstawia się jako zachętę finansową mającą przełożyć się na mniejszą ilość śmieci w środowisku. W rzeczywistości jest to jednak przymusowa przedpłata. Przeciętnemu rodakowi wmawia się, że dostanie pieniądze za puszkę czy butelkę, podczas gdy nie dostanie on nic ponad to, co wcześniej za nią zapłacił. Zatem odzyskanie 50 gr czy 1 zł to nie nagroda za przechowanie butelki w idealnym stanie i dostarczenie jej we własnym zakresie do punktu zbiórki, ale wymuszony zwrot własnej, ciężko zarobionej gotówki, poprzedzony 0% kredytem konsumenckim.

System kaucyjny to pokazowy przykład ekologicznej hipokryzji. Pod ekosloganami po raz kolejny kryją się drogie, emisyjne i społecznie regresywne projekty przerzucające koszty na konsumentów i tylko o promil poprawiające ekologiczne statystyki. Póki co, jedno jest pewne. Od października ceny napojów poszybują w górę.

Leszek Sawicki