
Mazurska wieś, chiński świat i kryminał między nimi
Pochodzi Pan z małej miejscowości Misie, a obecnie mieszka w Chinach. Jak do tego doszło?
Wyjechałem na studia do Wrocławia, ale zawsze miałem ambicję, aby nauczyć się niepopularnego języka obcego. Moi znajomi wybierali francuski albo niemiecki, a ja czułem, że ten rynek jest już nasycony. Myślałem o koreańskim, a ostatecznie stanęło na chińskim.
Wiadomo, najlepiej uczyć się języka w kraju, w którym się go używa. Dlatego wyjechałem najpierw na stypendium do Szanghaju, potem były studia, a w końcu zostałem na dłużej. Obecnie wykładam na Kantońskim Uniwersytecie Spraw Międzynarodowych w Guangzhou, mieście na południu Chin.
„Duch jeziora” jest spełnieniem Pana pisarskich marzeń?
Zdecydowanie. Moje życie zawodowe było pełne wzlotów, upadków i zmian. Byłem nauczycielem języka chińskiego, angielskiego, wciąż jestem tłumaczem polsko-chińskim, a obecnie uczę polskiego w Chinach. Jedną ze stałych w tym morzu zmian była pasja pisania. Już w gimnazjum próbowałem tworzyć opowiadania, były to jednak takie nieporadne próby. Minęło sporo lat, zanim moje pisanie dojrzało.
A dlaczego akurat kryminał?
Zawsze lubiłem fantasy i science fiction. To były moje pierwsze literackie fascynacje. ...