Z tamtej strony Wisły
Z tamtej strony Wisły
Niezwykle bogata w różne przedziwne wydarzenia jest końcówka tegorocznej kanikuły. Do naszego kraju po raz kolejny podesłano jakąś tajemniczą przesyłkę ze Wschodu.
Po przebyciu wielu kilometrów drogą powietrzną spadło to coś na jedno z pól kukurydzy na ziemi łukowskiej i, eksplodując, narobiło huku w kilku gminach Lubelszczyzny. Póki co, rządzący nie są jeszcze pewni, cóż to było. Nie mają także pojęcia, kto i po jakie licho nam to podesłał. Czy był to tzw. wabik, dron bojowy, urządzenie meteorologiczne, a może jakieś najnowszej generacji ustrojstwo do masowej produkcji popcornu… - w bliżej nieokreślonej przyszłości ustalą to pracujący w pocie czoła śledczy.
Po przebyciu wielu kilometrów drogą powietrzną spadło to coś na jedno z pól kukurydzy na ziemi łukowskiej i, eksplodując, narobiło huku w kilku gminach Lubelszczyzny. Póki co, rządzący nie są jeszcze pewni, cóż to było. Nie mają także pojęcia, kto i po jakie licho nam to podesłał. Czy był to tzw. wabik, dron bojowy, urządzenie meteorologiczne, a może jakieś najnowszej generacji ustrojstwo do masowej produkcji popcornu… - w bliżej nieokreślonej przyszłości ustalą to pracujący w pocie czoła śledczy.
Najważniejsze, że owo coś nie przekroczyło linii Wisły, bo wówczas bez żadnego śledztwa, w trybie natychmiastowym trzeba by jakoś mądrze przekonać przestraszony warszawsko-krakowski salon, że za rządów tej koalicji nie ma prawa wydarzyć się nic złego.
Kiedy owo coś upadało na najsłynniejsze dziś w kraju pole w miejscowości Osiny, premier Donald Tusk znajdował się akurat na zasłużonym urlopie. Urlop, jak wiadomo, należy się każdemu ciężko pracującemu śmiertelnikowi. ...
Leszek Sawicki