Komentarze
Takie sobie memento

Takie sobie memento

Ufff, nareszcie! Rafał Trzaskowski przemówił. Na Campus Academy w Międzyzdrojach, które zamiast kolejnego Campus Polska Przyszłości zorganizował. „Jednym z podstawowych założeń tej imprezy było to, aby nie była partyjna.

To się udaje i to bardzo ważne” - przypominał prezydent Warszawy. Patrząc choćby na udział wielce aktywnych tam przez lata „bezpartyjnych” tuzów KO i radosne „Je…ać PiS” wyśpiewywane na campusowej dyskotece w 2024 r., należało przyznać mu rację. Liczna u progu prezydenckiej kampanii obecność i bojowa postawa uczestników campusu dawały graniczącą z pewnością nadzieję na jego wygraną. Okazało się jednak, że nie dzieli się skóry na niedźwiedziu, bo wyborcy postawili na Karola Nawrockiego, a ogłaszający swoje zwycięstwo dwugodzinny prezydent Trzaskowski zniknął z pierwszego politycznego szeregu.

Ale najważniejsze, że już nieco ochłonął. Mało tego – wstawił się za Nawrockim. Do campusowej młodzieży o taką postawę zaapelował i zakazał „nabijania się z tego, że (Nawrocki) mówi po angielsku tak, jak mówi, ma postawę taką, jaką ma”. Można by się przyczepić, że jak na erudytę, to brakuje w tej wypowiedzi precyzji. Bo co to znaczy, że „mówi tak, jak mówi” albo że „ma postawę taką, jaką ma”?

Sprawiedliwie też zauważyć należy, że uderzył (się?) Trzaskowski w piersi. Bardziej w cudze niż swoje. „Niczego się kompletnie nie nauczyliśmy” – powiada. On „dał z siebie maksa”. Żadnych wpadek nie miał. Tyle że „trendy w Europie, na świecie nie sprzyjają kandydatom, którzy są dobrze przygotowani do swojej roli, którzy reprezentują środek, którzy cyzelują słowa, którzy nie są przyzwyczajeni do tego, by lawirować, oszukiwać”. No i wszystko jasne. Poległ dlatego, że za dobry intelektualnie był. Hołota się na nim nie poznała. Tylko ci, co tak jak on w ośmiu się językach porozumiewają, zrozumieli go i poparli. „Dzisiaj najwyraźniej wygrywają ci, którzy mają kanały dotarcia w mediach społecznościowych” – to kolejne usprawiedliwienie porażki. Dobrze choć, że Trzaskowski wie, że jego kanały (które postawiły sobie za cel zaorać Nawrockiego i robiły to z pogrzebaniem wszelkich politycznych zasad i jakiejkolwiek kultury) „przegrzały” i że „taki bezpardonowy atak na Nawrockiego był kontrproduktywny”. Dzięki Bogu, nie stracił na elokwencji. Że nie zapomniał elitarnych słów. I tego, że winni jego przegranej to zbyt liczne debaty, dziennikarze i polityczni koalicjanci.

„Straciliśmy dziejową szansę na naprawianie rzeczy, które zrobili źli ludzie przez osiem lat” – powiedział na „apolitycznym” campusie do Rafała Trzaskowskiego „niepolityczny” uczestnik zgromadzenia, przerażony, że jeśli wybory wygra prawica, będziemy mieli w Polsce III Rzeszę. Nawet nie tak dawno zagorzali tefałenowscy zwolennicy Trzaskowskiego zamiast mu współczuć – to go dobijają. Że przegrał nie dlatego, że jest zbyt elokwentny, tylko że zbyt arogancki, i żeby przestał innych pouczać, tylko wygrywał wybory.

Nie od dziś wiadomo, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ. I to nie jest memento wyłącznie dla Trzaskowskiego.

Anna Wolańska