Ofiara Bodnara?
Kto by chciał go wspomóc, może zrobić to albo zupełnie bezinteresownie, albo kupując jego więzienne (za kaucją 2 mln zł były polityk i biznesmen opuścił niedawno mury aresztu i czeka na rozprawę) wspomnienia, albo wyzbywając się 5 tys. zł za biznesową poradę połączoną z osobistą opowieścią o więziennym życiu kuglarza z Biłgoraja. Szacowany w 2005 r. na ponad 300 mln zł i obnoszący się przez lata ze swoim bogactwem Janusz Palikot popadł w finansową niełaskę.
„Jeżeli kiedykolwiek ci w czymś pomogłem, zainspirowałem, jeżeli uważasz, że to, co robiłem w polityce, w biznesie czy w kulturze, jest ważne, wejdź na link (…) i kup mi przysłowiową kawę za 5, 8 czy 15 zł albo cokolwiek innego”.
U-la-la, grubo. Komu ten facet pomógł? Może polskiemu eksprezydentowi Unii Europejskiej, z którym nalewki pod strzechami pijał i którego propagandę przez wiele lat obsługiwał? Może Robertowi Biedroniowi, którego na polityczne salony wprowadził? Może Annie Grodzkiej, która właśnie jemu zawdzięcza swoje najlepsze polityczne lata? Albo admiratorce pływającego aborcyjnego gabinetu Wandzie Nowickiej, którą do rangi wicemarszałka sejmu dla swoich pożytków wywindował? Niech mu się teraz odwdzięczą.
Janusz Palikot powinien być sądzony nie tylko za kilkudziesięciomilionowe malwersacje, ale – a może głównie – za sprowadzenie do poziomu szamba polskiej polityki. Przy czym szokowanie świńskim ryjem czy gumowym penisem to i tak mniejsze straty w rozregulowywaniu państwa niż faryzejskie oskarżanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego o alkoholizm czy odsądzanie od czci i wiary jego brata.
Apogeum chamstwa i cynizmu osiągnęło zachowanie biłgorajskiego polityka po katastrofie smoleńskiej – dowcipkowanie, że widział na peronie we Włoszczowie nieżyjącego Przemysława Gosiewskiego, okrzyki: „Zadzwoń do brata” w stronę Jarosława Kaczyńskiego czy wychwalanie „kuchni katyńskiej: kaczki po smoleńsku i krwawej Mary”. Każdy – nomen omen – ruch Palikota udowadniał, że nie obowiązują żadne zasady, że można bezkarnie przekraczać wszystkie granice.
Co się musiało stać, żeby człowiek na początku swojej politycznej kariery uświadamiający innych, jak robić biznes z Biblią w ręku, przeszedł taką metamorfozę? Kto go tak zdeformował, wydobył brutalność i niewyobrażalny cynizm? Po rozstaniu z partią Donalda Tuska Palikot wyjawił, że to właśnie szef PO stał za tymi atakami, że to od niego dostał nakaz, aby „odrzeć prezydenturę Lecha Kaczyńskiego z godności”. Sposób, w jaki twórca ruchu swojego imienia to odzieranie realizował, przekonuje, że bardzo mu się ta robota podobała.
Aresztowanie Janusza Palikota to karząca ręka sprawiedliwości czy polityczna gra mająca na celu pokazanie społeczeństwu, że „nie ma świętych krów”?
On sam twierdzi, że jest „ofiarą Bodnara”, bo były minister sprawiedliwości nie interweniował w sprawie jego niesłusznego zatrzymania. Narzeka, że ta sprawa może potrwać nawet dziesięć lat.
Będzie wyrok czy się po kościach rozejdzie?
Anna Wolańska