Komentarze
Na wysokim „c”

Na wysokim „c”

Przy okazji zmiany na stanowisku głowy państwa w debacie publicznej pojawia się sakramentalne pytanie: „Co dalej z prezydentem?”.

Oględnie mówiąc, chodzi o to, czy byłe głowy państwa po zakończeniu urzędowania powinny się nadal czymś zajmować, czy wręcz przeciwnie - jak śpiewał artysta - „nic nie robić, nie mieć zmartwień, chłodne piwko w cieniu pić” i pobierać należną emeryturę, na którą składają się wszyscy podatnicy. Na pytanie, co robią byli prezydenci USA po zakończeniu kadencji, Harry Truman miał powiedzieć: „Wszyscy prezydenci na emeryturze biorą pigułki i otwierają biblioteki”. Nie wiem, ilu naszych żyjących eksprezydentów łyka dziś pigułki.

Wiem natomiast, że żaden dotychczas nie założył biblioteki i nic nie wskazuje na to, by nosił się z takim zamiarem. Polscy prezydenci po zakończeniu kadencji nigdy też nie wracali do czynnego uprawiania polityki. Okazjonalnie udzielali jedynie poparcia jakimś ugrupowaniom czy kandydatom na swojego następcę. Głównie skupiali się na prowadzeniu wykładów, doradzaniu międzynarodowym korporacjom, komentowaniu ważnych wydarzeń, a nawet udziale w reklamach.

Ostatnio głośno zrobiło się o człowieku w sile wieku, 53-letnim Andrzeju Dudzie, który – jak zakładam, a jestem jego rówieśnikiem – żadnych pastylek jeszcze nie łyka. Z tego, co powszechnie wiadomo, pan prezydent miał kilka pomysłów na swoje „życie po życiu”. Chwilę przed upływem drugiej kadencji deklarował m.in., że gdyby zaszła taka potrzeba, to bez wahania zostałby „premierem łączącym nowe porozumienie koalicyjne”. Wcześniej media pisały, że będzie się starał o członkostwo w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim. Kiedy z tych planów nic nie wyszło, zaczęto domniemywać, że prezydent wróci do praktyki zawodowej na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Jednak Andrzej Duda to osoba niezwykle ambitna i nieosiadająca na laurach. „Ja państwu powiem, że ja pracuję cały czas, cały czas czegoś się uczę, bez przerwy. Ja się uczę w mieszkaniu, ja się uczę w samochodzie, kiedy jadę, w samolocie, kiedy lecę (…). Cały czas się czegoś uczę, bo uważam, że to jest jedyna droga do tego, żeby cały czas trzymać się na wysokim «c»” – powiedział przed laty prezydent. Jak się dziś okazuje, nie były to słowa rzucone na wiatr. Po opuszczeniu Pałacu Prezydenckiego Andrzej Duda – jako człowiek od nikogo niezależny – postanowił zdobyć nowe umiejętności. Coś doczytał, czegoś się douczył i najpierw podjął współpracę z jedną z prywatnych telewizji internetowych, a przed kilkoma dniami zasiadł w radzie nadzorczej firmy zajmującej się m.in. płatnościami internetowymi, wymianą walut i prowadzeniem kont wielowalutowych.

Decyzjami prezydenta – jak donosi choćby część niemieckich mediów dla Polaków – rozczarowani są niektórzy politycy z otoczenia prezesa Kaczyńskiego. Któryś z nich miał nawet powiedzieć: „Chwilę wcześniej zabrał właściciela firmy, której teraz doradza, w podróż zagraniczną i niestety śmierdzi to na kilometr, bo wygląda jak wykorzystywanie urzędu do prywatnych celów”. Ile jest w tej wypowiedzi prawdy – nie wie nikt. Decyzja byłego prezydenta o podjęciu pracy zarobkowej na emeryturze razi również niektórych rodaków. To fakt: Andrzej Duda nie musi obawiać się o swój byt materialny. Jako były prezydent dostaje dożywotnie świadczenia i to – jak na polskie warunki – całkiem przyzwoite. Przeszło 11 tys. zł wypłacanych co miesiąc „na rękę” pozwala godnie żyć nawet w państwie rządzonym przez uśmiechniętych kompanów Tuska.

Mimo wszystkich „za” i przeciw panu prezydentowi należy pogratulować odwagi oraz samozaparcia. Chcąc utrzymać się na wysokim „c”, nie można w tak młodym wieku gnuśnieć na emeryturze. Jednocześnie należy życzyć byłej głowie państwa, aby jego życiowe plany i ambitne zamierzenia nigdy nie przeistoczyły się w wielkie „g”.

Leszek Sawicki