Chów klatkowy
Zlokalizowano je w centrum Warszawy. Mieszkanie można wynająć. Właściciel, reklamując je, stwierdził, iż zawiera „wszystko, co potrzebne do życia”. Składa się nań m.in. mała antresola z łóżkiem, na którą można dostać się po drabinie. Na „parterze” jest aneks kuchenny, mały stolik z dwoma krzesłami oraz niewielka łazienka. Dodatkowo w lokalu znalazło się nawet miejsce na pralkę! Czy ktoś zdecydował się na wynajem (2,5-3 tys. zł miesięcznie)? Nie wiadomo.
Prezentacja wywołała sporą dyskusję: od protestów (to nieludzkie warunki!) po smutne refleksje, iż w związku z ciągle rosnącymi cenami mieszkań większości młodych Polaków nie stać nawet na taką klitkę.
Ale jest jeszcze inny aspekt sprawy.
Koncepcja stłoczenia wielkiej rzeszy ludzi na małej przestrzeni, powstające jak grzyby po deszczu blokowiska w komunie i dziś, współczesne związanie większości szczęśliwych posiadaczy mieszkań kredytami, które będą spłacać 30-35 lat (wielu do emerytury albo i z niej), oddając bankom wielokrotność wartości lokalu itp., stały się najprostszym sposobem odnowienia idei niewolnictwa. Tak, proszę Państwa, niewolnictwa. W XXI w. Bez cudzysłowu to piszę.
Kredyt wiąże mocniej niż kontrakt małżeński. Od wysokości stóp procentowych uzależnione są pozostałe życiowe plany. Kredyt ponad miarę uzależnia i upadla. Człowiek, nad którym wisi widmo zajęcia przez bank hipoteki, zrobi wszystko, aby zarobić odpowiednią sumę pieniędzy na kolejne raty. Korporacje będą zeń wyciskały siódme poty, eksploatowały go jak galernika na starożytnych galerach – nie zaprotestuje. Bo na jego miejsce czekają inni. Będzie poprawny politycznie i pokorny wobec władzy, bo nie wiadomo, kto, kiedy i gdzie doniesie, gdy coś mu się nieopatrznie wymsknie… Ciasnota, spętanie finansowanymi zobowiązaniami generuje konflikty, emocje – rządzący wiedzą, jak je odpowiednio spożytkować. Nie dziwcie Państwo się wyborom politycznych idoli mieszkańców Wilanowa czy Jagodnego. To tak działa.
Ciekawe, że idea „chowu klatkowego” wcale nie jest nowa. A związana jest z instytucją (nie chodzi tylko o budynek, a pewien model życia i kultury) Wersalu. Oddaję głos prof. Andrzejowi Nowakowi: „Po co powstał Wersal? Po to, żeby zniszczyć pojęcie domu. Ludwik XVI chciał do końca zabrać swoim elitom wolność przez wyciągnięcie szlachty, arystokracji francuskiej z ich domów gdzieś w Normandii czy Akwitanii. Wszyscy mieli mieszkać w ciasnych pokoikach, w ciasnych małych pałacykach, albo lepiej – w pokojach przy Wersalu. Było to kilkanaście tysięcy ludzi stłoczonych przy królewskiej rezydencji, bo przecież wszystko, co dotyczy ich karier, zależało od dworu, od tego, czy spojrzy na nich król. Od tego zależy, czy będą posuwali się w karierze. To może zapewnić doskonały dowcip, umiejętność zabłyśnięcia na dworze, wykpienia rywali kabaretowym żartem, szybkiego dostosowania się do aktualnej mody. To właśnie jest decydujące. Nie racje intelektualne ani moralne (…). To jest istota dworu i dworactwa” (A. Nowak, Patriotyzm i zdrada).
W klatkach hoduje się niewolników. Paradoksalnie – nie są tego świadomi. Nie czują pęt na nadgarstkach i umyśle! Dumni są ze swojego „stylu życia”, gardząc gwałtownie tymi, którzy ośmielą się inaczej twierdzić. Oto kwintesencja współczesnej niewoli, doskonale przed laty opisana przez Orwella.
Ks. Paweł Siedlanowski