Nagły zwrot
Świat - karmiony przez lata wizją klimatycznej apokalipsy - stanął niespodziewanie w obliczu jej odwołania. Człowiek uchodzący za jedną z najbogatszych osób na Ziemi, współarchitekt nowych globalnych porządków, autorytet w wielu dziedzinach życia, guru klimatycznej ideologii - wieszcząc, że globalne ocieplenie nie jest tak poważne, jak je dotychczas przedstawiano - dokonał na naszych oczach zaskakującej wolty.
Może nie o całe 180º, ale jak na obecne realia – i tak to bardzo poważna zmiana narracji. Swoje zaskakujące stanowisko Gates opublikował tuż przed trwającą właśnie w Brazylii konferencją klimatyczną COP30. Ocenia w nim, że wysiłki na rzecz osiągnięcia zerowej emisji dwutlenku węgla przyniosły wprawdzie realny postęp, ale jednocześnie dodaje, że dotychczasowe inwestycje w walkę ze zmianami klimatu były nietrafione, a zbyt wiele pieniędzy przeznaczono na kosztowne i wątpliwe przedsięwzięcia.
Czyżbyśmy właśnie osiągnęli kolejny szczyt absurdu? Co na temat ocieplenia i zmian klimatycznych mają teraz myśleć choćby przeciętni Europejczycy? Dlaczego mainstreamowe media milczą o Gatesie i jego najnowszych tezach? Przecież przez ostatnie lata wizja katastrofy klimatycznej była synonimem apokalipsy i końca ludzkości. W dyskusjach publicznych używano jej jako aksjomatu moralnego, niemalże biblijnego dogmatu. To właśnie owe klimatyczne „prawdy” uzasadniały potrzebę radykalnych zmian w gospodarce, pozwalały na centralne sterowanie całymi państwami, a niejednokrotnie ograniczały wolności obywatelskie. Były wreszcie – a może przede wszystkim – wehikułem dla socjaldemokratycznych i lewicowo-liberalnych ideologii.
Dziś, gdy jeden z głównych mecenasów różnorakich agend klimatycznych odwraca narrację, reakcją mediów głównego nurtu jest absolutna cisza. Setki lobbystów biorących kasę za to, by nas straszyć nieuchronnym końcem, nabrało wody w usta. Nie słyszałem, aby ktoś powiedział: „On zwariował, jest foliarzem, sługą Putina…”. Czyżby dziesiątki środowisk, wielu aktywistów, a nawet rządów państw, słysząc z ust dotychczasowego autorytetu rewolucyjne: „piewcy teorii o globalnym ociepleniu się mylą”, zostało z dnia na dzień z przysłowiową ręką w nocniku? A może przyznanie racji Gatesowi obnażyłoby ich obłudę i zniszczyło resztki autorytetu, jakim wciąż jeszcze darzą ich rzesze wyznawców nowej świeckiej parareligii zwanej klimatyzmem?
Bill Gates to przede wszystkim biznesmen. I jak każdy człowiek interesu dba o swoje dochody. Ostatnimi wypowiedziami wyraźnie dał do zrozumienia, że pewien lukratywny biznes właśnie się kończy i nadszedł czas na poszukanie innego. Na przykładzie choćby krajów Unii Europejskiej widać, że nakładanie coraz większych ekologicznych obostrzeń i podatków na różne gałęzie gospodarki nie doprowadzi do osiągnięcia nierealnych celów, jakie wyznaczyli sobie piewcy nowej klimatycznej religii. Wręcz przeciwnie: cała ta ideologia prowadzi Stary Kontynent do upadku gospodarczego. Europa, która za punkt honoru postawiła sobie bycie prymusem tzw. zrównoważonego rozwoju, po prostu przestaje się liczyć w świecie i na własne życzenie ginie. I z taką Europą ani Bill Gates, ani jemu podobni żadnego interesu już nie ubiją.
Leszek Sawicki