Komentarze
Jest nadzieja

Jest nadzieja

Od przeszło 100 dni ton krajowej polityce nadaje prezydent Karol Nawrocki. Według najnowszych sondaży głowa państwa cieszy się już poparciem przeszło 55% respondentów.

Największe uznanie prezydent ma wśród elektorów PiS i Konfederacji, ale - co ciekawe - jego działania zaczyna aprobować spora część wyborców głosująca na ugrupowania obecnej koalicji rządzącej. Z ostatniego, przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie „Rzeczpospolitej”, badania wynika, że w tej grupie pozytywnie o głowie państwa wypowiada się aż 12% badanych. Wśród odbiorców „19.30” - sztandarowego programu informacyjnego TVP w likwidacji - prezydenta dobrze ocenia 66% odbiorców, zaś w gronie widzów „Faktów” TVN - 50%.

Jak na polaryzację i sposób prezentowania poglądów Nawrockiego w tych stacjach, to wyniki naprawdę zaskakujące. Rosnąca popularność prezydenta wśród rodaków na tle obecnej władzy, nawet według opinii mało wytrawnych obserwatorów życia politycznego, nie jest czymś wyjątkowym. Donald Tusk jest beznadziejnym szefem rządu, a przy tym kłamcą, będącym w stanie oszukać samego siebie. Dla własnego dobra premier powinien jak najszybciej ograniczyć swoją medialną działalność. I nie tylko dlatego, że wychodzi mu ona fatalnie, ale choćby ze względu na początki demencji. Od jakiegoś czasu Tuskowi regularnie mylą się fakty i już w drugim zdaniu usilnie zaprzecza słowom, które wydusił z siebie przed chwilą. Poza tym w mediach – zwłaszcza społecznościowych – wypada jak ktoś, kto znalazł nominację na szefa rządu w paczce promocyjnych śmiejżelków, której nie zdołała zgarnąć z wigilijnego stołu legendarna „chytra baba z Radomia”.

Nie najlepiej wypada tam również najważniejszy dziś krzewiciel praworządności w kraju, uchodzący za niezłomnego szeryfa, minister Waldemar Żurek. Do niego niewątpliwie należały ostatnie dni. Jednak nie tylko za sprawą stylówki, w jakiej 11 listopada oddał hołd bohaterom walk o niepodległość ojczyzny, a potem w tym samym odzieniu – podobno na wzór samego Aleksandra Łukaszenki – rąbał drewno. Łamanie zasad savoir-vivre’u, wymagającego zwłaszcza od wysokiego urzędnika państwowego zachowania adekwatności stroju do okazji, to mały pikuś. Obecny minister sprawiedliwości i prokurator generalny, nie potrafiąc wytłumaczyć się z wielu dziwnych spraw, ma o wiele większe problemy.

Pomimo tego, że – omijając prawo – nie opublikował swojego oświadczenia majątkowego, dziennikarze Wirtualnej Polski na podstawie ksiąg wieczystych ustalili, że jest on posiadaczem 19 nieruchomości, w tym sześciu domów i kilku działek w atrakcyjnych turystycznie miejscach kraju. Czy taki majątek można zgromadzić za sędziowskie uposażenie? Tego „szeryf” Tuska zdradzić nie chce. Ale obok kwestii nieruchomości pojawiła się właśnie inna cuchnąca sprawa. Otóż pewna osoba kojarzona ze służbami specjalnymi opublikowała informacje dotyczące rzekomych kontaktów ministra z niejakim Pablo Gonzalesem vel Pawłem Rublowem, rosyjskim agentem GRU. Po tej wiadomości pan minister na kilkadziesiąt godzin zamilkł i, ukrywając się prawdopodobnie w jakiejś węgierskiej ziemiance, oczekiwał na dalszy rozwój wypadków. Kiedy wreszcie wyszedł na zewnątrz, odniósł się do owego sensacyjnego doniesienia w sposób dokładnie taki, jak w przypadku oświadczenia majątkowego. Czyli pokrętnie i zawile, tak by nadal nic nie zostało wyjaśnione.

W warunkach, jakie obecnie mamy, rząd uśmiechniętej koalicji dawno już powinien upaść, ale tak się nie dzieje, bo ekipa Tuska ma ogromne szczęście. Fart w postaci bezpłciowej i skłóconej opozycji. I dlatego właśnie w prezydencie wielu pokłada ogromną nadzieję. Ufa, że to właśnie on stanie się realnym zagrożeniem dla mafijnych struktur III RP. Zostanie przywódcą ponad podziałami. Osobą będącą w stanie zintegrować Polaków i ustabilizować krajową politykę.

Póki co, jest taka nadzieja.

Leszek Sawicki