Komentarze
Kali - tak, Kalemu - nie

Kali – tak, Kalemu – nie

Pomimo politycznych przepychanek, że rotacyjna to może być kosiarka, na nowego rotacyjnego marszałka sejm wybrał sobie pezetpeerowskiego aparatczyka Włodzimierza Czarzastego.

Z rozlicznych funkcji, jakie wyżej wspomniany w swoim życiu ogarniał, najbezpieczniej brzmi Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków. Znacznie bardziej przydatna i ważna była jednak fucha przewodniczącego Stowarzyszenia „Ordynacka”, do którego należało całkiem „zacne” grono lewicowych polityków. Z tego właśnie układu na szefa kancelarii sejmu wybrał sobie nowy marszałek Marka Siwca, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego za prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego. Kto ma na karku ciut więcej wiosen i zim, ten z pewnością pamięta całowanie przez Siwca kaliskiej ziemi na polecenie wspomnianego wybrańca narodu.

Taki żarcik w celu „uczczenia” papieża Jana Pawła II. Kto pamięta aferę Rywina, ten skojarzy też „grupę trzymającą władzę” i połączy kropki. Nowy marszałek z pewnością nawiąże owocną współpracę ze wspomaganym przez oddaną sprawie prokurator Ewę Wrzosek ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym Waldemarem Żurkiem w kwestii „przywracania praworządności” po rządach Zjednoczonej Prawicy. A że mają już patent na: a) zamykanie „zorganizowanych grup przestępczych”, b) Trybunał Stanu dla aktualnego i poprzedniego prezydenta, c) wizję „nowego wspaniałego świata” plus do tego wszystkiego komsomolski zapał, to rzeczywistość może przejść najśmielsze wyobrażenia.
Minister Żurek wie – i publicznie nad tym ubolewa – że aktualny rząd ma sytuację trudną wskutek postawy prezydenta Nawrockiego, który nie tylko nie chce z koalicją sprawującą władzę współpracować, ale nawet i na konfrontację idzie. A przecież nie może prezydent – zdaniem Żurka – odmawiać ambasadorom wskazanej im przez rząd miejscówki, nie może się wykręcać od podpisywania sędziowskich powołań albo awansów dla oficerów wywiadu. Jako odpowiedzialny obywatel minister Żurek kombinuje, jakie prawne środki dałyby radę „przekonać” prezydenta Nawrockiego do rezygnacji z pełnionej przez niego najwyższej funkcji. Światełkiem w tunelu, wedle koalicyjnej zasady: „wszystko będzie zgodne z prawem, tak jak my je rozumiemy”, jest nadzieja na udowodnienie prezydentowi pozakonstytucyjnych przesłanek wetowania rządowych propozycji. A jakby się udało taki numer przepchnąć, to wtedy można by prezydenta za uzurpatora uznać i na swojaka wymienić.
Za gołąbka pokoju postanowił robić premier Donald Tusk, który przez swojego rzecznika przedstawił „pięć politycznych reguł na rok 2026”, które zakończą rządowo-prezydenckie spory. Pewnie wielu w jego dobre intencje uwierzy, choć gołym okiem widać tutaj diabła, który się w ornat ubrał i ogonem na Mszę dzwoni. „Koniec z wetowaniem i sabotażem legislacyjnym” – drze się w pkt 3 wspomnianych wyżej reguł. Jakby jakiemuś gówniarzowi, który zamiast się uczyć, całe dnie na kompie przesiaduje, wygrażał, że „koniec z komputerem!”. Bo wedle trzymającej władzę grupy Tusk/Żurek/Czarzasty prezydent powinien z władzą współpracować. Ale władza z prezydentem to już wcale nie.

 

Anna Wolańska