I śmieszno, i straszno
Do nich należy np. mocno postępowa nowelizacja kodeksu pracy, która nakazuje, aby ogłoszenia o pracę i nazwy stanowisk były neutralne względem płci. Parcie lewej politycznie strony na parytety, feminatywy i Bóg wie jeszcze co, inspirowane ponoć szlachetną ideą równości, niebezpiecznie zmierza nie tylko ku śmieszności. Mamy co prawda dyrektorki i lekarki, ale już doktorka/doktórka trąci lekceważeniem.
Nikt nie zwraca się przecież do pani dyrektorki, tylko do pani dyrektor. I nie do pani doktorki/doktórki, tylko do pani doktor. Urzędową powagę zabierają też zdeklarowanym feministkom ministerki i premierki. Ponieważ nie wszystkie feminatywy poważnie brzmią/dobrze się kojarzą (kierowca – kierowczyni, bo kierownica już jest:, ładowacz – ładowaczka, bo ładowarka też już zagospodarowana; aktywiszcze też się gdzieś zgubiło), a postęp musi być, rodzimi lewicowi myśliciele zaproponowali językową rewolucję, czyli daleko idącą neutralność w nazwach stanowisk. Pracodawca ma więc teraz poszukiwać np. nie programisty czy programistki, tylko osoby tworzącej oprogramowanie, nie kierowcy czy – po nowemu – kierowczyni, tylko – po najnowszemu – osoby prowadzącej pojazdy. Na wymarcie skazani zostali studenci i studentki reinkarnowani jako osoby studenckie. Wedle współpomysłodawcy nowelizacji, czyli optymistycznie nastawionego do niektórych aspektów rzeczywistości posła Witolda Zembaczyńskiego (tego samego, który niemal oszalał z radości po ogłoszeniu prezydentem Rafała Trzaskowskiego na podstawie wstępnych wyników wyborów i wróżył mu jeszcze większą przewagę nad Karolem Nawrockim), sprawa jest bardzo prosta: „Jeżeli poszukujemy kelnerki, to już dziś nie możemy sformułować ogłoszenia w ten sposób, bo jest to dyskryminujące. Wystarczy napisać, że poszukujemy osoby do obsługi gości restauracji”. Eureka! A jak ja chcę wynająć majstra, bo bardziej wierzę w techniczne umiejętności mężczyzny, a muszę poszukiwać osoby majsterskiej, bo inaczej wlepią mi mandat, to to dyskryminacja nie jest? Następny etap to nakaz noszenia przez wszystkich obywateli identycznych ubrań?! Z prawdziwą furorą niedocenionego przed laty zwisu męskiego ozdobnego.
Przechowywane w muzeum postępowe peerelowskie tabliczki z „dobrymi radami”: „Rolniku, nie myj jaj przed skupem” czy „Rolniku, daj krowie, krowa da tobie” albo „Po skończonej pracy załóż majtki” dziś już tylko śmieszą. Wypada więc pozostać przy nadziei, że podobnie jak inne idiotyczne ideologie i ta Zembaczyńska umrze śmiercią naturalną. I że z promowanej przez tego posła rewolucji będziemy już tylko się śmiać. Szkoda jednak, że zamiast zająć się sprawami naprawdę potrzebnymi, „postępowa elita” naszego narodu marnuje ostatnie szare komórki na głupoty.
Anna Wolańska